1 february 2016

poetry

Sztelak Marcin
Sztelak Marcin

Tkanka bliznowata


Dookoła żywa materia
języka. Zdania złożone na wyższym
poziomie.
 
Nie wiedząc jak oddychać
wulgarnie grzebię palcem
w otwartych ranach proroczych wizji.
 
Ślepy, przyziemiony, koncentruję się w rejonach
bliskich piekłu i wszystkim grzechom
cielesności.
 
Tysiąc i jeden smaczków,
które tu zwykliśmy nazywać życiem,
drażni zmysły.
 
Powoli tonę w ulicach. Po fakcie zejście
zarośnie. Później zachłanne kroki zedrą
strupy.
 
Do gołej skóry miasta. Koniec.
Albo początek.

alt art
1 february 2016 at 16:29

śród jednakich ulic nie rozróżnić nawet grzechów głównych; jeno cnoty zalegają umęczone drogi..

report

Florian Konrad
1 february 2016 at 18:08

zawalisty koment pod zawalistym wierszem :)

report

Ananke
1 february 2016 at 20:29

super, nawet jakbym chciała - nie ma się do czego przyczepić :)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register