Tomek Mazowiecki mówi mi przed supermarketem w Świdnicy
lubię jak przejeżdza czerwonym językiem po moich kreskach
różnej grubości czarnych kreskach i rozbrzmiewa
to trochę płochę pi jakby była jedną z doskonałości koła
perwersyjnie dotyka każdej nowej rzeczy dłonie ma rozbiegane i zniszczone
zawsze mówi dzień dobry powtarza to w nieskończoność
aż opuchlizna z pod makijażu odbarwi się w niepamięć
i wtedy zawsze robię ten sam błąd
głośno z nią wymawiam magiczne zaklęcie
zielony pin zielony
wtedy mnie zauważa
staję się nachalny złośliwy i dzień dobry przestaje być dobry
środkowym palcem wskazuje mi napis na opakowaniu baterii alkalicznych
nie wkładać z niewłaściwą polaryzacją
bardzo dobrze się czyta. na oko w moim stylu. tak
report
O takim tekście powiedziec mogę tylko jedno - celowo, z premedytacją o niczym
report
może i o niczym ale mnie rusza. jest bardzo "przyczynowy". po takiej poezji pęcznieje mi notatnik :)
report
Dobrze, że nie Konrad Mazowiecki:) Tak a propos, alkaliczna dykteryjka,polaryzuje:):)[
report