w stalowej konstrukcji drzemie obietnica uśpione
marzenie drobnych sprzedawców pietruszki i gwoździ
miało być centrum handlowe powstał ledwie zarys
rzucony jak śmieć w rozorany placyk który sięgnął
bruku coście uczynili mieszańcy ursynowa że kaczki
wodują w fundamentach a widma fortepianu
i cegły przychodni lekarskiej stopniowo pochłania
ziemia wystarczy zasadzić ławki i wolno puścić pnącza
urban park przypomni ilustracje z katastroficznych
książek gdzie ludzkość nagle przestaje istnieć a planeta
odzyskuje swojedawne wpływy w tej konwencji świetnie
obroni się pierwsza miejska sypialnia pełna jak świt
blada jak mit który poznają dopiero następne pokolenia
świętując dni przedostatnie w betonowych łonach
zanim świat się zejdzie i zmiecie to wszystko
zgodnym głosem
Tez bym nie chciała tam mieszkać
report
o, widzisz Krzysiu! Do twarzy Ci z tym wierszem. Na razie jestem nad wierszem przelotem, dużo dobrego w wierszu, coś tam mi zachrobotało, coś nie podobało, ale teraz lecę, potem wrócę i poczytam ze zrozumieniem.
report
kolejny wiersz, który roztacza woń sosn(owskiego)
report