Pochłonęłaś mnie zupełnie intelektualnym rozbiorem
emocjonalną roszadą miejsc wzajemnego położenia
zmieszałaś żal z tęsknotą dla wyostrzenia widzenia
Ujrzałem samotność i opuszczenie - bez ciebie
Wiszę jak porzucona w pośpiechu marynarka
puste rękawy bezwładne w niemym zamierzeniu
Obok na krześle powiewa skrawek zgaszonej nadziei
nasłuchując znaku w dźwiękach obracanego zamka
I tylko czujność zmęczona stroi się we wrażliwość
zapamiętanych iskier palącego żarem wspomnienia
co strzeli jasno w górę czasem a potem znów przygaśnie
nienasycona ciepłem minionego miłości płomienia
odstępy przypadkowe były a skrawek musi zostać gdyż symbolizuje coś oderwanego od całości w przeciwieństwie do lontu, który służy do podpalania Terminologia ognia raz nim nasyca a innym razem przygasza i o ten efekt szło właśnie:) dzięki za uwagi na pewno się przydadzą :) pzdr
report
Wobec powszechnie stosowanych wierszach pourywanych zdań, ta płynność i szeroki gest jest wytchnieniem dla czytelnika. Ale gorącego płomienia, to ja za bardzo nie czuję. Peel jest intelektualistą. A więc nie będzie się miotał. Czeka.
report
Twoje zdania Wando brzmią jak pochwała za chwilę wytchnienia a płomienie nie parzą gdy zachowujemy odpowiedni dystans :) Twój dystans jest właściwy. Dzięki za uwagę i pzdr :)
report