XCVIII
(Było - to, to, to, to. Ale
już nie ma. Z jakichś rzutów,
z podrzucania siebie i wszystkie-
go w niebo.)
Śniło mi się, że przeskoczyłem
przepaść o tyczce; kiedy się obu-
dziłem, w całym ciele czułem ból
a świat - pełen był piachu i pyłu.
Śniło mi się, że byłem linoskokiem
w cyrku, to było już dawno, tak da-
wno, że w siebie zwątpiłem -
I patrzę teraz przez okno i widzę smutek.
XCVII
Samotność bywa gehenną
jakby krzyżem który nie zbawia;
choć po wszystkim unosi się
mocny nokturn - rodzi się piękno
i podtrzymuje upadającego mocarza.
Ale krąży jeszcze jak kojot wśród skał
jakiś demon - istnienie zbuntowane prze-
ciw istnieniu - cóż to - zjawiała się wolność
a ja nie rozumiałem, jakby tęsknił czarny ptak.
Mawiają, że Bóg może przyjść jak do Hioba.
Ten wówczas zamienia się w głaz. Ze szczeli-
ny sączy się krew. Dźwiga na barkach świat.
Czemóż wąż znalazł się w raju. Kiedyż zak-
witną róże.
XCVIII
Poranek
jakby zwycięstwo nad nocą
port Lorraine'a
(A jednak - czuję głęboki smutek
i niepokój oplata się wokół wspomnień
bo to miejsce trzeba będzie opuścić
już kraczą złe, czarne ptaszyska
i słychać krzyk w martwej pustce.)
CV
Wbity w świat jak łopata
w kwaśną ziemię a przecież
ludzie jakoś żyją
na oknie białe firanki upał
nuda czy to były zapasy piszę
coraz gorzej bo
świat istnieje
Czasem w pustkę
wpada cynobrowe światło prócz
niej jest światło
ktoś mi powiedział
że wystarczy modlić się
i pracować
- to było jak uchylone okno
CVI
żyć
- to forma sportu ekstremalnego
być - na swój sposób
jak metafizyczni humaniści głoszą
Beethovenem
tj. że ten dramatyzm jest symfonią
tj. że egzystencja jest muzyczna
w jasnej kuli nie ma zła
ale my jesteśmy na nie skazani
czy byłoby lepiej gdyby nie było
zła
jak u Gerarda Manleya Hopkinsa
stać się, Panie, Twą muzyką