Hiperreal

(Tłumaczenia Google kilku moich numerów)


I – Czym właściwie jest Cisza


Gdy stoję na kamiennym podłożu
Wśród kwaśnych woni, mieszanin i nawozów
Oraz tej ekscentrycznej geometrii Rozumu
Widzę, jak płonie wewnętrzne światło
To atom, który sam siebie spala
Zastanawiam się, czy cokolwiek jest prawdziwe
Zastanawiam się, czy zabijałem
Zastanawiam się, czy dawałem życie
Zastanawiam się, czy istnieje coś świętego
Zastanawiam się, czy istnieje coś naturalnego

Gdy stoję na kamiennym podłożu
Wszystko staje się tak oczywiste w moim istnieniu
Klucz pasuje do zamka – puk, puk, puk
A może to krew przesiąkająca przez szczeliny –
Krwawiąca ziemia, krwawiące niebo, krwawiące miasta –
Budzi we mnie to nieprzyjemne poczucie, że kiedyś umrę
I że wszystko, co kochałem, było jedynie wytworem mojego szaleństwa
Gdy stoję na kamiennym podłożu
Gdy stoję z cierniem w oku
Gdy stoję, będąc samą śmiercią
Gdy stoję w doskonałym niebycie
Prawie w nicości jako takiej

Gdy stoję na kamiennym podłożu
Pytam o źródło moich myśli
Być może to wrzosowiska rzuciły cień na mój umysł
Choć na poziomie kwantowym nie ma czasu ani hańby
I dzięki słowom – być może – Spinozy, ja, biologiczna maszyna,
Mogę przeprogramować samego siebie, o ile w ogóle istnieje jakieś „ja”
Jeśli istnieje sam Byt, Królestwo Błogości, Królestwo Wolności
Królestwo nieustającego wsparcia
Zastanawiam się, czy to Królestwo będzie pamiętać
Gdy mogę walczyć jedynie z własnym niedowierzaniem
Gdy mogę być tym, kim jestem, i sprawia mi to przyjemność
Gdy rzucono mnie na rozstaje ośmiu dróg
Gdy Światło podąża za mną, lecz nie wskazuje drogi
Gdy jedyne, co mogę robić, to podziwiać
Gdy nie mam już wrogów

Czym właściwie jest Cisza


II – Głęboko pod węglem


Małpa z czaszką śmierci
Jakoś rozproszona w trakcie dobierania się w pary
Samica i samiec małpy rozpoznają się w lustrze
Skąd więc bierze się błogość? Może błogością jest samo życie
Gdy ujrzałem świadomą istotę innej rasy
Patrzącą prosto w moje oczy
Smutną i pełną empatii
Kości australopiteka śpiewające głęboko pod węglem
Mogę patrzeć na swoje dłonie
Mogę patrzeć na swoje żyły
Mogę patrzeć na swoje kończyny
Mogę patrzeć prosto w swoje oczy

Nosimy w sobie Ciszę
My, najbardziej krwawy szczyt Wszechświata
Melancholia dziewczyny, która śpiewa w milczeniu
Nad ostatnim mieszkaniem
Tańcząca dziewczyna z Mohendżo-Daro
Jednodniowe dziecko wiecznej obfitości
Którą próbujemy zgłębić
Człowiek
Człowiek

Nosimy w sobie Ciszę
Patrzymy na Księżyc
Być może skolonizujemy Marsa
Być może jednak stworzymy jakiś przyjemny Wszechświat

Nosimy w sobie Ciszę


III – Ciekawość


Bezkresny ocean
Każda kropla przemawia do drugiej
Lecz czy ktoś wie, jak faluje ocean?
Czy ktoś zainteresował się topografią?
Teleologią ziarna – od dołu ku górze –
Które jest nieustannie zasiewane
Z innego czasu
Być może
Kto wie

Fundament wolności
Dość głęboka metafizyka
Mogłem trafić gdzie indziej
Co by się wtedy stało?
Nie twierdzę, że byłoby lepiej
Jestem po prostu ciekaw
Czy mogłem znaleźć się w innym miejscu
Czy mogłem mieć choć jeden gen inny
Czy mogłem spotkać kogoś w innym czasie
Bardziej dojrzałego
Mniej dojrzałego
Głos przemawia nieustannie
Być może to mój dwukomorowy umysł
Być może to sam Bóg
Być może to coś, czego nigdy nie poznamy





IV – Tachion


Zastanawiam się nad chwilą, która minęła
A była to chwila narodzin
Teraz to tylko cień w moim umyśle
Gdyż moje dziecko odeszło daleko
Stało się wędrowcem
Jest wolne i żyje dla kogoś
Lecz już nie w moim łonie

Zastanawiam się, czy Wszechświat to wiecznie umierający Bóg
Jego konanie to nasza krew, a czasem – stworzenie
Co dzieje się z tym, co przeminęło?
Czym dokładnie jest Cisza?

Gdyż wszystkie czyny gotowe są błagać
U korzeni czasu i bytu

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register