I - POBUDLIWOŚĆ
Nuda.
Robią ścieżkę rowerową
i ciepłą wodę
w sobotę był pogrzeb.
Czasami ożywają jeszcze jakieś sznury, miedzie,
brązy, trociny, ale dzisiaj
o nic nie chodzi.
Można na tym zakończyć i jęknąć albo iść spać,
albo zrobić przemeblowanie,
albo pograć w Tetris.
(Nie jest to wielkie,
ale nikt do tej pory nie zestawił w jednym miejscu
wątków klasycystycznych i Tetrisa. Albo też takie nośne zdanko:
"kto dziś zaczyna od Platona, ten skończy
grając w Tetris".
Jak to ktoś powiedział - cóż ja poradzę, że mam złe geny.)
Nie ma na pustyni
innego celu niż wytrwać -
tym bardziej, że nie ma nic
prócz pustyni.
II - LARKINOWI
Barwne to jest, trzeba przyznać -
tłuste małolaty z fioletowymi włosami
między Bronxem a Krymem
w powietrzu czy barwie
cynobrowo-apokaliptycznej
samochody - pantery
i terror komunikacji
cyfrowej
różowa miłość
różowe techno
IV - NIEDZIELA 10:14
W czasie jałowym wierzy się w ścianę
i w torebkę foliową na wczorajszym talerzu.
Tyle się chwaliło cierpliwość klasyków -
teraz widzę, że to hipokryzja.
IV - NIEDZIELA 15:38
"Czas zabija tych, którzy zabijają czas".
Trzy dni pustki -
przez chwilę wspominałem
ciernie, klify i miłość.
To wydaje się nieważne -
klarowne światło popołudnia
świata zmęczonej wiosny.
Niebo, góry, drzewa, ulice.
Kiedy czyta się Nietzschego,
kocha się - ciernie, klify i miłość -
A jednak one bardzo męczą.
Teraz, w niedzielne popołudnie,
wypiłem szóstą kawę
bo podczas drzemki myślałem
o śmierci.
V - CHROMATYKA I
Znudził mi się widok na podwórze
choć takiej chromatyki nie ma nawet
w Norwegii.
Owszem, można spojrzeć na to inaczej -
wszystko jest Mową, ale czy to nie nazbyt
poetyckie w tych pragmatycznych
czasach?
VII - PĘKNIĘCIA
Od pewnego czasu rzeczy
wydają mi się
ranne
najpierw zniknęło życie
i pozostały tylko
mięsiste żółte liście
to wydawało się złem
bo do tej pory żyły jeszcze drzewa
i skały
otwierające horyzont
następnie
jakby zaczęły mścić się na mnie chmury
stały się kalekie
od tego czasu
w powietrzu unosi się piach
starzy ludzie kiwają głowami
próbują zagonić mnie do roboty
nie rozumieją że do niedawna
gościłem w pałacu
siłą, która mnie z niego wyrwała
była, co wstydliwe,
miłość
VIII - ZA DALEKO
Zmęczony
śmiercią -
mawiają,
że trzeba trzymać w ramionach
martwe ciało
co, jeśli je wypuszczę
i przestanę czuwać -
jeśli przestanę umierać
(jego niewinność
wydawała mi się kłamstwem
do dziś nie wiem
jak to było
zostawił mnie zupełnie samego
wydanego na żer
bawił się mną
a może tworzył)
to złe
to złe co się stało
to zły czas
IX - CIAŁO
miedziane kory dębów
widma płaczących wierzb
ostre i strzeliste żyto
trawy i mchy
wrzosy na uroczyskach
pocałunek szronu
melodia mgły
żeby-ż nauczyć się
myśleć alegorycznie -
byłoby to widzeniem?
ale te wszystkie kolory, och, jakiż żal,
że nie mogę nic do nich dołożyć!
XI
jakże boska to pers-
pektywa
Poczuć chwilę tak dobitnie, by pomyśleć -
nic innego nie potrzebuję... idąc schodami,
słysząc echo zamykanych drzwi
(puste kolory
w zlewie słoma
cieknie rozlało się
papieros w suburbiach
trzeba się wydać
w to jarzmo
by coś zrodzić
uchwycić wiek XXI
w suburbiach
dźwięki i tropy historię
różową i żółtą kredę na chodniku
chłopów
taxi)
XII
Ból, oścień, krzyż,
miękkość ciała - och,
po cóż mi szczęście -
skoro nawet szczęście
mnie nie cieszyło, ani
piękno.
Twarde lata - kiedyż
się zaczęły? Milczenie -
jak beethovenowski
akord.