Prozelityzm wrodzony

I - Absurd

Jestem więc dzieckiem czy wykwitem? Wpisany w Tkankę Rzeczywistości od wieków, czy jednym z miriad nasion rozsianych przez wiatr? Bo to pytanie o to, czy moje życie ma, czy nie ma - znaczenia. Otóż gdyby miało mieć, wydaje się, wystarczyłoby dostroić się do woli przedwiecznej i czynić swoją, choćby i skromną, powinność - i to powinno wystarczyć za całe szczęście życia. Może wola przedwieczna pragnie, bym pytał, bym pisał ten tekst, skoro miriady czynników wyrzeźbiły Rzeczywistość w ten sposób, iż tu i teraz jestem i robię to, co robię? To może wytrych - skoro sam nie porafię nadać sensu własnemu życiu, liczę na to, że uczyni to Bóg - Przyjaciel.

Mawiało się kiedyś u modernistów, by wierzyć w wiarę i jest to pewne qui pro quo, służące może jakimś aktom, rozpalające taką czy inną władzę duszy, ale też, z drugiej strony, wiara, nareszcie, powtarza się to od zawsze, przekracza rozum, trzeba, jak ktoś to napisał, zrobić krok w chmurach. Ale czyż to nie wszystko forma treningu, treningu charakteru, przekraczania barier własnych nałogów, nerwic i ograniczeń, które każą chodzić w kółko? Albo też pieśni ku pokrzepieniu serc, sprawiające, iż uświadamiamy sobie nieprzewidywalność rzeczywistości, a łut szczęścia albo powiew wiatru mylimy z interwencją Ducha, jak ten biedny Neandertalczyk, który nie mógł już wytrzymać nocy wśród zawodzeń dzikich zwierząt i wymyślił sobie totem?

Może naczelną moją myślą, podsuwającą argumenty przeciw, jest to, że moje życie zupełnie, ale to zupełnie nic nie znaczy. Wiara pozwala ABSURD zamienić w Krzyż, ale jeśli to nie prawda, to zaiste, znikąd ratunku…

Jest więc zarówno wola Prawdy, jak i wola Wiary - jak rozsądzić, czy pokrywają się, czy są sprzeczne?


II - Pamiętaj, skąd spadłeś…


Gdyby immoraliści mieli racje co do kultury Greckiej, nie powstało by wiele pasusów tragicznych, nie powstałoby pojęcie Hamatrii, nie napisałby Hezjod Prac i Dni, nie pytałby Plato o Dobro.

Krzyż - jak stoi wyżej pozwala zamienić ABSURD w uczestnictwo w Ofierze Odwiecznej. A jednocześnie uzmysławia nam, jak niedoskonali jesteśmy - odwrócenie argumentu Anzelmiańskiego, odwrócenie komentarza Tischnerowskiego - to dopiero Krzyż, zdaje się, przypominać nam o tym, czym jest… niewinność... jeśli relacja między ludzkością a Bogiem jest oblubieńcza, a Bóg, jak Oblubieniec, nie może przymusić do miłości. Ja płaczę może bardziej niż nad moją zdradą niż nad zdradą Ukochanej, a Ukochana płacze bardziej nad swoją niż nad moją. Pewnego gatunku etyk powiedziałby, w takim razie nie ma nic do rzeczy. Ależ jest, jest, jest w stosunku moim do samego siebie, moim do wyobrażenia o świecie, który jest niedoskonały. Tak samo Pan - zraniony grzechem, ale nie z własnej winy.

Ale kto powie, jak daleko sięga tu alegoria, a jak daleko - rozumowanie? Choć pojęliśmy Wszechświat, możemy wciąż powtarzać - cóż ma kropla do oceanu…

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register