Chcialbym kochać się z Simone Weil
... VII
1. Nihilista we mnie goni chrześcijanina we mnie. Czyż życie nie mogłoby być... lepsze? Czemóż Bóg nie mógł zrodzić więcej synów - a mógł nas tylko stworzyć do tego psiego losu? Cóż myśleć, czy nie jest to wykoncypowane, przez rasę smutną i starodawną, tęskniącą do przestworów?
Jest więc we mnie dziura wielkości Boga.
Apologetykę znam.
Może to życie jest zaiste strojeniem instrumentu, a muzyka przecież nie może kłamać...
2. Można by powiedzieć: Metafizyka to ruch zstępujący - od Nieba udowadnia się istnienie Ziemi. Teraz mamy ruch w przeciwnym kierunku. Mam na myśli raczej zobrazowanie sposobu myślenia tego biednego, smutnego, starodawnego Uomo.
Ktoś by zapytał, czego teraz szukam u Pana Zastępów, z pominięciem tego, co już znalazłem, z pominięciem kwantyfikatora egzystencjalnego.
Prawdę powiedziawszy - Zachwytu.
3. Sceptycyzm - rozumowe argumenty przeciw rozumowi.
Czy może istnieć bezsensowny człowiek w sensownym wszechświecie? Ale czy to nie nazbyt daleka analogia? Cóż z tego, że nasza kora mózgowa jest w stanie znaleźć sens wszechświata, a może nawet nadać sens życiu, skoro i tak... za kolejną zasłoną jest kolejna, i kolejna, i kolejna... tyczy się to zarówno Multiwersu, jak i Lebiniza, jak i Gurdżijewa, jak i Rabbiego z Nazaretu... choć w każdym wypadku na nieco inny sposób.
4. Hm. Właściwie przepisał-bym von Balthasara komentarz pt. Powrót do domu. Już jesteśmy, ponoć w domu, ale nie jak u Nagardżuny, choć może i on rzuca światło na to, co znaczy, że Królestwo Niebieskie jest pośród nas, i że Pan, zstąpiwszy na świat, nie opuścił łona Ojca, my zaś... my zaś... my zaś, ech...
Nieśmiertelność laicka - roztrwonić siebie - o ile jest się artystą i nie ma rodziny. A pomyśleć, jesteśmy, a więc i ja jestem, Dziećmi Bożymi, Pan Bóg nas czesze i ubiera...
5. Czy cokolwiek mnie tu jeszcze czeka? Simone Weil mówi - służyć, służyć! To na gruncie rozprawy hedonistyczno / moralnej. Na gruncie rozprawy hedonistycznej czeka mnie może jakaś robótka. Na gruncie rozprawy logo-icznej, cóż, przyzwyczaiłam się do życia bez sensu. Czyż da się w ogóle wzbić wyżej, na dzisiejsze czasy? Nie ma Ignacego, nie ma Savonaroli, tylko ja, biedny bubek, strzegę Ognia, którego nie potrafię strzec.
Ale ja czuję się raczej jak to koło garncarza które sobie pędzi i pędzi choć nie ma po co i goni w piętkę. A jednocześnie nie mam wrażenia, jakbym był gotów na śmierć. Z każdą wątpliwością umie się mnożyć argumenty przeciw, przeciw temu, że Kyrios Zstąpił i Zmartwychwstał. Prześladuje mnie chyba naczelnie demon Południa - rozbabranie codzienne, bezcelowość, głupie myśli; obsesje.
Chciałbym całować się z Simone Weil. Dobrze pojęte lewactwo. Asekurancko - może dlatego mamy stać się jak aniołowie, z racji przyrodzonej człowiekowi poligamii, a Eros, cóż, cóż Eros... szlag niech trafi Erosa, Gehenna. A Pious Orgy.
Chciałbym kochać się z Simone Weil. Chciałbym kochać się ze wszystkimi i Wszystkim.
Robactwo to nerwica. Latoure - po coś sobie, bubku, jesteś. Ładniejszy jesteś niż ci się wydaje. W głowie - piramidka.