1 november 2010

poetry

Saranova
Saranova

o zmierzchu

u schyłku zmarnowanego czasu 
znużone marzenia bledną
pod naporem liliowego wiatru
kołysanie złoto-rudej gałęzi
na sinym tle pustego nieba
rysuje ognistego potwora
przyprawiając dzień o mdłości
chłodna ciemność kuli się cicho
w zaułku koszmarnych snów
już nie boli samotna modlitwa
pantomima gestów hipnotyzuje
lęgnące się nocą szaleństwa
migącące światełka lampek
zamykają kolejne rozdziały
jak wieka sarkofagów pamięci
życie trwa tak długo jak...
litery wykute w kamieniach
i ani jednej chwili dłużej

Edmund Muscar Czynszak
1 november 2010 at 10:58

Widzę że wszyscy poruszamy się w tych samych tematach wiersz bardzo dobry !

report

Nina Malina
1 november 2010 at 12:02

Wiersz Piekny .Pozdrawiam

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register