Ferdynand Głodzik
ALL WORKS Poetry (34) Photography (2)
About me Friends (6)

Zmiana sposobu prezentacji

Na dwie ręce

W dużym pokoju i łazience
dialog prowadzą obie ręce;
prawa obrusza się na lewą,
muszę chleb kroić, rąbać drzewo,
zmywać naczynia, parzyć kawę,
a ty przez cały dzień masz labę.
 
Stale urabiam się po łokcie,
a ty malujesz wciąż paznokcie,
włączasz się w to, co na dwie ręce,
poza tym nic nie robisz więcej,
do żadnej pracy się nie nadasz,
więc słuchaj mnie i nic nie gadaj.
 
Lewica zerka w prawą stronę:
skrajna prawico, hegemonie!
jeśli żyć mamy dalej w zgodzie,
to się tą władzą ze mną podziel
i przestań wreszcie robić chryję,
przecież to ręka rękę myje.
Gorzów Wlkp. 23.01.2017 r. 

Drobiowy harem


Pewien gospodarz, zwolennik „agro”,
co chciał być zawsze blisko natury,
zbudował fermę całkiem pokaźną,
w której hodował szczęśliwe kury.
 
Najlepszą paszę dla nich zdobywał,
dbał o higienę, chronił od chorób,
lecz aby kura była szczęśliwa
w stadzie powinien być dobry kogut.
 
Nad tym gospodarz wciąż się mozolił
w trosce o szczęście serduszek kurzych,
bo choćby kogut był pracoholik,
całego stada nie mógł obsłużyć.
 
kiedyś koguta nawet sklonował,
aby kadrowe podwoić siły,
ale dwa samce zamiast pracować,
o dominację ciągle walczyły.
 
Niezdrowa była to sytuacja,
kury się nagle zaczęły pierzyć,
(...)

--- full text ---

11 february 2015

poetry

Ferdynand Głodzik
Ferdynand Głodzik

Pokuta

Wielebny Ojcze, pragnę spowiedzi,
czuję się grzesznym, wrednym brudasem;
w piątek na obiad nie jadłem śledzi,
ale niestety wstrętną kiełbasę.

Usprawiedliwień dla siebie nie mam,
budżet mój skromny, cienka wypłata,
w markecie była przystępna cena,
dałem się uwieść, skusił mnie szatan!

Chętniej bym kupił suma, lub dorsza,
łakomstwo zawsze było mym wrogiem,
uwielbiam ryby, ale co gorsza,
one niestety są bardzo drogie.

Zorientowałem się poniewczasie,
kiedy na sumie byłem w kościele,
lecz szczerze mówiąc, to w tej kiełbasie
mięsa naprawdę było niewiele.

Emulgatory lub wypełniacze,
chrząstki drobiowe, może słonina,
biję się w piersi, kajam i płaczę,
(...)

--- full text ---

Ogórek abstynent

(Przypowieść na sezon ogórkowy)

Rozparty na grządkach dojrzewa powoli,
poczciwą i miłą sercu jest rośliną;
jednak nie pomyśli żaden alkoholik,
aby z jego soków produkować wino.

Ogórkowym trunkiem nikt nie wypił zdrówka,
wie to każdy facet i każda niewiasta,
bowiem nie istnieje wódka ogórkówka
i nie funkcjonuje ogórkowy nastaw.

Nie ma w tym nijakiej ogórkowej winy,
ten jego mankament moją litość budzi,
nie może ogórek kurzyć się z czupryny,
ni w pijanym widzie bratnio zbliżać ludzi.

Mimo wieloletnich wysiłków pokoleń,
nigdy się w pradziejach nie zjawiła szansa,
aby mógł ogórek stać się alkoholem,
bo czymże by wtedy przyszło go zakanszać?

8 september 2013

poetry

Ferdynand Głodzik
Ferdynand Głodzik

Szczebrzeszyn


(Według Juliana Tuwima "Tomaszów")

 
 
A może byśmy tak najmilsza,
wpadli na dzień do Szczebrzeszyna,
może tam ciągle brzmieniem chrząszcza,
na wietrze szumi wątła trzcina?
 
Ten pomnik chrząszcza w centrum miasta,
co położone jest nad Wieprzem,
tam gdzie siermiężność szeptem szasta,
a ciszą szumi przaśna przestrzeń.
 
Więc może byśmy tak najmilsza,
wpadli na dzień do Szczebrzeszyna,
może tam ciągle brzmieniem chrząszcza,
na wietrze szumi wątła trzcina?
 
Wciąż słyszę poszum wątłej trzciny,
z którego wręcz Szczebrzeszyn słynie,
a ty się przestań na mnie dąsać,
(...)

--- full text ---

Biesiekierz


(według Juliana Tuwima „Tomaszów”)
 
A może byśmy tak najmilsza,
wpadli na dzień do Biesiekierza,
czy pomnik stoi tam ziemniaka,
co wszem i wobec czas odmierza?
 
Obcokrajowiec wciąż unika
nazwy co w gardło mocno drapie,
choć swój zakończył pontyfikat,
nie  był tu wszak niemiecki papież.
 
A przecież jeszcze tak niedawno,
kiedy kobiety darły pierze,
snuły ciekawe opowieści
nad mrocznym miastem Biesiekierzem.
 
Tylko najstarsi pamiętają,
a zapomnieli już współcześni,
jak dzieje miasta się plątają,
jak bies siekierę tutaj zbiesił.
 
(...)

--- full text ---

Reforma szachów


Mówicie o szachach, może to są bzdury,
ale jakieś dziwne mają te figury.
Warto im się przyjrzeć uważnie, ażeby
zreformować szachy pod nasze potrzeby.

Choćby taka wieża: stoi jak na straży,
wicie rozumicie to się źle kojarzy,
zaraz nam powiedzą te karły zaplute,
żeśmy się od świata odgrodzili drutem.

Albo nawet konik – popularny skoczek;
dwa kroki do przodu, jeden krok na boczek,
pozornie niegroźny, ale bądźmy ściśli,
czemu on tak skacze i co sobie myśli?

Goniec jest potrzebny, tu by się przydało,
żeby mógł on chodzić raz czarno raz biało,
spokojnie, dyskretnie, po cichu, na szagę,
mógłby nam się bardzo przydać taki agent.

Z hetmanem ten problem wygląda już gorzej:
po co nam figura, która wszystko może?
(...)

--- full text ---

Roman

Po łacinie każdy Roman, to Rzymianin,
na codzienność patrzy chłodno i z dystansem,
romantyczny – choć nie widać tego na nim,
a ponadto Rzym uwielbia i romanse.

Niezbadane do tej pory to niestety,
czemu Romka tak pociąga miasto wieczne,
oprócz tego, uwielbiają go kobiety,
jak już którejś złamie serce, to skutecznie.

Kocha wolność, bardzo ciężko znosi przymus,
w swoich pasjach się zatraca całkowicie,
gdy ma jechać za granicę, to do Rzymu,
bo tam tylko może mieć konklawe życie!
Gorzów Wlkp. 08.03.2012 r.

15 february 2013

poetry

Ferdynand Głodzik
Ferdynand Głodzik

Wiersz z La Manchy


Początku nawet nie pamiętam,
co się właściwie wtedy stało,
chwila musiała być odświętna,
coś równocześnie w nas zagrało.
 
Lecz to niczego nie tłumaczy,
do dzisiaj tego nie miarkuję,
dzwoniłaś potem do mnie z pracy,
aby zapytać jak się czuję.
 
Na sukces nie mam wielkiej szansy,
trudno jest w siodle się utrzymać,
bo mi brakuje Sanczo Pansy
i narowisty mój Rosynant.
 
Czasem się smucisz, czasem śmiejesz,
dni płyną wolno i powszednio,
powiedz mi co się z tobą dzieje,
mnie przecież nie jest wszystko jedno.
 
Skoro we dwoje, to nie sami,
nie wiem skąd się to wszystko wzięło,
(...)

--- full text ---

Przegrana partia


Gracz co go zowią „mistrz świata”,
ruchy dokładnie obliczył,
królowi zręcznie dał mata
i armię zmiótł z szachownicy.
 
Przegrany w meczu szachowym
z wojskiem się znalazł za bramą,
bo mu nie przyszło do głowy,
aby świętować przegraną.
 
Zgodnie z werdyktem jurorów,
zabrzmiała zwycięska salwa,
nikt nie kreował horrorów
i nikt nie krzyczał, że hańba.
 
Nikt nie powiedział zwycięzcom,
że są przestępcy, oszuści,
nikt nie postraszył ich klęską
i nikt się nie dał podpuścić.
 
Z przegraną partią tak bywa,
przecież nie robią nam łachy;
(...)

--- full text ---

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register