Za mało spadłem
Aby się odbić
Za mało się potłukłem
By nie móc dalej iść
Za mało marzyłem
By jakieś mieć ambicje
Jak się rozczarowałem-
To szybko znikły wszystkie
Za nisko szybowałem
By nieba doświadczyć
Za szybko spadałem
By latać się nauczyć
Za mało w mur waliłem
By trochę się ukruszył
Choć cegieł nie przebiłem
Sam runął podczas trzęsień
Za dużo uciekałem
Aby pozostać w miejscu
Elipsę więc zrobiłem
Przez ewazyjne przejścia
Za mało łez wylałem
By płynąc móc do brzegu
Ze szczęścia też płakałem
Nie tonę zatem w morzu
Za mało krzywdzę ludzi
By odczuć ich nienawiść
Część może mnie lubi
A część mną pewnie gardzi
Za mało błądziłem
By szukać innej drogi
Za mało więc straciłem
By teraz za czymś chodzić
Za mało mówię kocham
By to często słyszeć
Nikogo nie podrywam
Już jedna ma mnie dosyć