Pamiętasz łabędzie na tym stawie?
Karmiliśmy je suchym chlebem
Podpływały tak blisko
I bałaś się, że wyjdą na brzeg
Często chodziliśmy tą drogą
Kiedy spadały pierwsze liście
'Wstęp surowo wzbroniony'
Lecz nikt nie czytał tej tabliczki
Zakradaliśmy się na łódkę
I płynac cicho przy zaroślach
Wypatrywałaś ich gniazd
Gdy ja zrywałem lilie wodne
Nadal chodzimy tamtą drogą
Jednak osobno
Czasem się spotykamy
Lecz już kto inny rzuca chleb na wodę
Pamiętasz łabędzie na tym stawie?
Wczoraj zabiłem wszystkie
zeby przezyc to,co podczas lektury tego wiersza,musialabym sie pod 360v podlaczyc... porazajacy..
report
Mam mieszane odczucia. Początkowo czytając czułam się przesłodzona i pomyślałam, że na siłę ubrałeś romantyczną opowiastkę w formę wiersza - aby poczuć się poetą. Końcówka jednak zmienia moje zdanie. Jest w Tobie coś fajnego, co próbuje wyleźć na wierzch. Coś co intryguje, szokuje, zaskakuje. Moja skromna rada jeśli chodzi o pierwszą część utworu - mów mniej, ledwie trącaj słowa, rzucaj sytuacje, ale nie tłumacz ich. Pozwól czytelnikowi na wysiłek, daj szansę na własne emocje. Nie trzeba mówić wszystkiego - poezja to nie instrukcja składania szafki z IKEI. Trzymam kciuki.
report
Dzięki za poświęcenie uwagi. Rada jak najbardziej na miejscu, ale tak już ze mną jest, że co bym nie napisał zawsze taka instrukcja wychodzi.
report
i znowu wracam do tego kawalka......potrzebuje "kopniecia" zdecydowanie moj ulubiony :(
report