Zmiana sposobu prezentacji
Idzie ulicą, stanowczo za szybko stuka obcasami, w biały dzień to nie wypada Proszę Pani bo ludzie widzą Milczy i trzyma w ręce za szeroki bukiet. Chyba tam niesie serce, że go tak mocno przytrzymuje. Władza panuje czy dryfuje – co Ją to może obchodzić, Ona nie ma władzy nad bukietem, nie ma władzy nad sobą, idzie przez kałuże z prędkim uśmiechem odbitym w szybie wystawy z perfumami. Przyśpieszonym oddechem rzuca na wszystkie strony potrącając nim i strącając ludzi i ich korony twardo założone na głowy obojętnie z której strony. Jej wierny towarzysz – cień – podąża za Nią z wyrafinowaną miną – lecz gdy Ona odwraca głowę – mina staje się zwyczajna, jak piasek na ulicy. Doprawdy nie wiem, co o Niej myśleć. Wyrasta jak dzieło sztuki, równocześnie to wszystko w niej boli i zachwyca – ale to właśnie mówi o dziele sztuki bo ono boli i zachwyca… Kobieta. Rozdzwoniły się dzwony, patrzy na zegarek. Staje. Przebiera na przemian westchnieniem i spojrzeniem. Coś nie w porządku, proszę Pani? –Nie, tylko… - Anioły nie przyszły? Dzwony przestały grać? Gołębie nie zerwały się do lotu? Nie dość pachnie wiosną? –Nie, nie. –A może Pani czeka czyjegoś powrotu, szuka zapomnienia, woła o miłość, chce pocieszenia. Ileż przeczących ruchów głową – tak to właśnie jest – nie wierz słowom, bo jest ich ciągle za mało. Pamiętam, parę lat temu bywało, że i ja tak biegałem z kwiatami, jakby się miały zaraz zapaść w czarną dziurę rynsztoka. A potem popatrzyłem na wszystko z wysoka. Ale Ona tak nie patrzy. Nie jest niespokojna. I nadal mówi westchnieniami. Długo to potrwa? – pytam siebie.
- Mogę jakoś pomóc? – pytam Ją.
– Nie, dziękuję Panu. Ja tylko sprzedaję kwiaty.
Napisane:
21 czerwca 2007
Ptakom się w dziób nie zagląda, kiedy lecą
Nie gasi się żarówek, co dawno nie świecą
Nie mówi się z ustami pełnymi narzekania
Nie przestawia się zdań w opowiadaniach
Nie woła sie o stołach z całymi nogami
Nie trzeba nosić wody do morza wiadrami
Nie biega się w kółko, gdy można iść prosto
Nie wolno dziecinnieć, gdy trzeba już dorosnąć
Nie biegnie się po gwiazdach ku szybkim kometom...
...lecz można zaglądać w wiersze - poetom!
16 czerwca 2007
Szum szelest szmer trawa zapach ziemi wilgoć promień słońca tupot dzieci cień,dotyk,mrówka ciągnąca listek z zadartym nosem,patyczak zamyślony -kołysze się zabawnie na dwóch tylnich nóżkach a przednie wyciąga do góry i zawisa nimi w powietrzu-deszcz wiosenny,uśmiech ogrodniczki która wygląda Myśli Najwyższego we mnie,noc,setki gwiazd,wiersz,przyjaciele co sobie zaglądają w okna dusz,szept,blask,zabłąkany świetlik no patrz zmęczony przysiadł na chwilę, włóczykij nocny pająk co wiecznie goni biedronkę,mucha co świat postrzega w białych i czarnych kropkach,muzyka...powiew wiatru,chłód,czyjś list wyrzucony bo nie zapisany sercem od początku,dźwięk pianina,piasek,mrówka wraca z powrotem(nie niesie nic),mały ptaszek śpiewa gdzieś wysoko...To wszystko muszę objąć sobą choć jestem taki mały w wielkim świecie.Ja kwiat. A Ty człowieku?...
O ptakach i
o nas
Wołano
W ciemnych i pustych
Ulicach
O ptakach zamkniętych w katedralnej wieży
Ktoś wołał smutno dzisiaj o świcie,
Gdy rozpaczliwie biły skrzydłami
W tej beznadziejnej walce o życie
O ptakach, co przecież były wolne,
A teraz? już są zniewolone
Niszczą skrzydła i z łzami bezsilności
Szarpią serca we krwi utopione
I...o nas - zamkniętych w smutku ciszy,
w domu bez echa, w samotności,
Gdzie nikt, oprócz Boga - nie usłyszy
Niemego...Milczącego wołania Miłości
O nas, którzy poszliśmy za Zbawcy cieniem
Dali się zamknąć, służyli z czołem przy ziemi,
(...)
--- full text ---
Przyszło do
Mistrza raz dwoje ludzi – mężczyzna i kobieta. Kobieta powiedziała: - Mistrzu,
chcemy zrezygnować z miłości ludzkiej i oddać się na służbę Bogu.
Mistrz
spojrzał na mężczyznę stojącego obok kobiety, a potem pokręcił głową przecząco.
-Dlaczego? –
zapytała ona.
Wtedy Mistrz
postawił przed nimi dwa kubki. Po czym tylko do jednego nalał wody.
-Pijcie –
powiedział.
I wszedł do
domu.
Rozmowy z mistrzem || Opowieści pisane nocą
Co Ty
widzisz na szczycie gór? zapytała Go kiedy tak stał nieruchomo wpatrzony w
szczyt, który raz znikał raz się pojawiał - słońce to sprawiało, obejmując
promieniami wspaniałe pasmo gór. - Widzę swoją niemoc i Boską
wszechmoc - wyszeptał, bojąc się, że dźwięk słów poruszy skały ponad nimi.
-A co słyszysz? - wyszeptała ona. - Słyszę płacz górskich potoków, gdzieś tam
na lewo...Ich żale zlewają się z żalem mojego serca wciąż nie nasyconego i
równocześnie przepełnionego po brzegi ciszą.- A co czujesz? - doszedł Go już
zupełnie cichy szept dziewczyny. Wtedy On odwrócił się, ujął jej dłoń i
przyłożył do ziemi, a ona poczuła kroki milionów ludzi stawiane na niej w tym
momencie w różnych miejscach świata.-Czuję...życie?- odparła z pytającym
spojrzeniem. Uśmiech był jedyną odpowiedzią. Potem, kiedy wracali do Jego
pustelni, powiedział:- Stoisz przed wielkością tego świata opromienioną
wynalazkami, pamiętaj o swojej niemocy i o tym, że Bóg jest wszechmocą. Słyszysz
płacz ludzki, nie bądź obojętna wobec niego, równocześnie trwając w ciszy i
spokoju. To trudne, jednak poczuj i weź to życie tak jak jest nam
dane i nie wydawaj go na niepotrzebny niepokój... Doszli do pustelni, uśmiech i
podana ciepła dłoń pustelnika były pożegnaniem. Dziewczyna spojrzała mu w oczy,
chcąc spytać (...)
--- full text ---
