Cyrulik Żuławski
ALL WORKS Poetry (1) Prose (10) Photography (2)
About me Friends (12)

Zmiana sposobu prezentacji

6 november 2011

prose

Cyrulik Żuławski
Cyrulik Żuławski

I proszę Cię Ojcze o rozgrzeszenie

Przepraszam. Wystawiłem ten tekst dwa tygodnie temu. Kiedy przeczytałem go "na zimno", stwierdziłem, że to zbyt ciężki i brutalny kawałek. Jednak za namową bliskich wystawiam ponownie, oddając się pod ocenę czytelników.
Ojciec. Alkoholik, introwertyk, uruchamiający się, kiedy w wigilijny wieczór trzeba wpierdolić dziesięcioletniemu synkowi, za to że ktoś zajebał mu wieczne pióro z tornistra. Zajebista wigilia, tak samo zajebista jak wiele następnych. Wyszczerzona choinka, prezentująca demonstracyjnie anorektyczne, sztucznotworzywowe ramiona swoich rozgałęzień, pomiędzy którymi kochany tatuś powtykał tabliczki czekoladopobnego wyrobu. Cukierki również. Dobre. Świetne, na co dzień niespotykane; śliwki w czekoladzie, michałki, bożonarodzeniowe, specjalne długie cukierki z wody i cukru, w kolorowych „pazłotkach”. Rarytasy choinkowe. Ściśle wyliczone.
Prezenty; przypadkowe, nietrafione, bzdetne. Takie, jakie ich czasy. Szare. I tak dobre, gdyby nie codzienny wpierdol pasem wojskowym z lat pięćdziesiątych, który ustawicznie „znikał” z należnego mu miejsca.
Pierwszy Maja. Święto. Chuj wie, jak wówczas wielkie. Pamiętam, jak dmuchałem w te kondomy marki „Stomil” z „kamertonami” na przeciwległych do ustników końcach. Piszczały aż miło. Starzy „znikli”. Miałem pięć lat. Tylko pięć. Nie wpuścili do domu. Wiedziałem, w swej dziecięcej logice, że tam są. Bez (...)

--- full text ---

Na Olimpie

Papandreu Bezmajtkis wyczłapał się z szałasu i usiadł na kamieniu. „Kurna, ileż można” – pomyślał. Poczucie samotności doskwierało mu dziś w dwójnasób. Spojrzał w dolinę. Widok, który zobaczył, zmusił go do oddania jeszcze niestrawionej Fety. 
 – Jasny gwint – ileż można oglądać ten mdły pejzaż! Żebym był ceprem, turystą jakim, ale tak… 
Ostry smak Metaxy doskwierał mu jeszcze od przedwczoraj.
 – Ku… kurna, alem się nachlał – skonstatował.  
Poprawił się na swoim tymczasowym siedzisku, bo pośladki cosik zaczęły mu się rozjeżdżać. Miał wrażenie, że wystający kawałek kamienia wbił mu się w sam środek tej części ciała, która odpowiadała za pozycję, nazwijmy to, „odpoczywającą”.  Tyle, że tym razem nie odpoczywał, wprost przeciwnie, wspomniany drobny kawałek wulkanicznej skały wpijał mu się w… Zostawmy to. W końcu to nie ma żadnego związku ze sprawą, a dyskomfort Papandreu nie jest aż tak istotny. 
Papcio przeciągnął się i w tym momencie coś w nim drgnęło. Trzeba powiedzieć więcej – coś nie tylko drgnęło, ale tąpnęło. A można nawet stwierdzić, że nabrzmiało. Bezmajtkis zlustrował
niezbyt trzeźwym wzrokiem swoje ciało.
 – Co jest, kurna! – wykrzyczał na cały głos. 
Natychmiast zeszła lawina.
 – Lawina?! Przecież tu nie ma, kurna, śniegu!
 – Ale są góry, głupku – odpowiedziało (...)

--- full text ---

Człowiek znaczy demon

Tak naprawdę Diabeł nie istnieje, ale Człowiek postanowił go stworzyć. Zrobił to najprostszym sposobem. Wyhodował go w sobie.
 
Powoli budził się z nieświadomości. Początkowo nie czuł niczego – ani bólu, ani chłodu, ani strachu, który czaił się gdzieś w zakamarkach umysłu, jakby czekając tylko na właściwy moment do uderzenia z mocą, której nie jest w stanie pokonać nawet najbardziej silna wola. Potrzebował dłuższej chwili, aby dotarło do niego, iż siedzi w kucki, nagi, oparty o zimną, kamienną, jak się w pierwszej chwili zdawało, ścianę. Wszechogarniający mrok był tak intensywny, że przełamawszy odrętwienie i zbliżywszy dłoń do oczu, która teraz nieomalże dotykała nosa, w dalszym ciągu nie mógł jej ujrzeć! Straciłem wzrok – pomyślał. Nigdy nie znajdował się w aż takich ciemnościach, aby nie mógł dostrzec własnej dłoni. Do teraz. Wniosek nasuwał się sam, choć starał się nie dopuszczać go do świadomości. Ktoś lub coś spowodowało absolutną ślepotę. Nieśmiało, bojąc się napotkać puste oczodoły, dotknął twarzy. O dziwo wszystko było na swoim miejscu, odniósł tylko wrażenie, iż to, czego dotyka jest dziwnie obce. Po dłuższej chwili zrozumiał, że opuszki palców przesuwają się po zmarszczonej, zarośniętej masce. To była twarz starca! Kim ja jestem? Próżno starał się wyciągnąć z zakamarków pamięci choćby strzęp informacji, która w najmniejszym (...)

--- full text ---

Nie wierzę!

Jerzy był bardzo zasadniczym mężczyzną. Po tym, jak kilka lat temu opuściła go żona, nie szukał kontaktów z kobietami. Stronił od życia towarzyskiego, zresztą większość ich znajomych była ze strony Beaty i wraz z nią zniknęła z horyzontu. Przestał wierzyć, że kiedykolwiek pozna odpowiednią dla siebie osobę. Zaczął już przyzwyczajać się do samotności. Jedynie wieczory… Powrót do pustego domu zawsze miał w sobie coś nostalgicznego. Jakby wracał do krypty, a nie własnego mieszkania. Znalazł sposób na wypełnienie wolnego czasu. Zamiast tępo oglądać nudny program telewizyjny, otwierał komputer i udzielał się na forum dla ludzi samotnych. Miał już spore doświadczenie i mógł pomagać osobom, które, często załamane, wchodziły w świat dotąd im nieznany. Nigdy nie zbliżał się do kobiet napotkanych za pomocą Sieci. Nie wierzył w związki na odległość ani, tym bardziej, w możliwość pokochania przez Internet. Słowem, nie istniała miłość w cyberprzestrzeni. Nie wierzę w te bzdury! – odpisywał zazwyczaj, gdy rozmowa schodziła na ten temat.
Któregoś razu zwrócił uwagę na nowy post.

Umieram z tęsknoty za uczuciem, umieram każdego rana, budząc się w pustym mieszkaniu, uciekam w miejsca, gdzie otaczają mnie ludzie.
Jeszcze nie wyrzuciłam marzeń, nie zgubiłam w tłumie nadziei, ale moja dusza robi się chropawa, moje serce staje się mokre od ciągłego szlochania. (...)

--- full text ---

Bose stopy Kanako Kato cz.1

Historia ta rozpoczęła się mniej więcej w połowie mojego rocznego stażu w zakładach Toshiby w południowym Tokio. Znalazłem się tam na poły przypadkowo, z nieznaczną, ale wielce skuteczną protekcją wuja – wysokiego urzędnika w MSZ.

 Właściwie historia ta zaczęła się dokładnie w momencie, kiedy przeniosłem się z Musashimurayama leżącego w dość dużym oddaleniu od, nazwijmy to, centrum stolicy, przez które to oddalenie miałem nieustanne kłopoty z dojazdem do pracy. Dla mnie – europejczyka z typowo zachodnim postrzeganiem świata, zamieszkiwanie w tym kraju niczym się nie różniło od przebywania na odległej planecie opanowanej przez obcą cywilizację. Dziękowałem Bogu, że Japońcy w większości doskonale władają angielskim, nie da się ukryć, dużo lepiej niż ja, co pozwalało mi na, w miarę normalne, porozumiewanie. Rzecz w tym, że poruszanie się i funkcjonowanie w tak egzotycznym świecie zależało głównie nie od znajomości języka, który, oprócz kilku wyklepanych na pamięć formułek, był dla mnie śpiewem pijanego w sztok, bezzębnego Masaja, puszczonym od tyłu, co od znajomości przynajmniej jednego z trzech krzaczastych alfabetów, jeśli w ogóle można te domki nazwać alfabetem. Zacznijmy od tego, że w tym cholernym kraju ulice nie mają nazw, co zresztą nic by mi nie pomogło, wiadomo – „domki”. Wybranie się na jakąkolwiek eskapadę po mieście bez biegłego przewodnika gwarantowało (...)

--- full text ---

Myszolimeryk

Pewna pani ze wsi Głucha Dolna,
Pomyślała: "jakaż jestem zdolna".
Wierszyki pisać chciała,
Wieszczką się obwołała.
A to była zwykła myszka polna.

Iluzja 2 czyli złudzenia kontratakują

Tekst ten powstał jako odpowiedź na pewne opowiadanie.
Jesteś taka zachwycająca i elegancka. Prawdziwa dama. I jakie piękne nosisz imię! Chcesz, aby mówić do ciebie „Aga”, ale dla mnie ładniej „Agnieszka”. Płomyki świec wesoło drgają, odbijając się w twoich ślicznych oczach. Chociaż… ciut za mocno jesteś umalowana, nie przepadam za nazbyt zaakcentowanym makijażem. Prawdę mówiąc, w ogóle go nie lubię. Wolę naturalny wygląd, bez ozdób. Wchodząc do restauracji obrzuciłem spojrzeniem twoje pośladki. Trzeba przyznać – idealnie kształtne. W duchu zgaduję, jakiego koloru nosisz stringi. Siedzisz wyprostowana, wspaniale eksponując sprężyste piersi. Zastanawiam się czy założyłaś stanik. Sprawdzę dyskretnym przeciągnięciem dłoni, kiedy pójdziemy tańczyć. To dla mnie ważne, bo przepadam za lekko obwisłym biustem, a tymczasem twój jest taki napięty, że odczuwam zaniepokojenie, iż przy najdelikatniejszym nawet dotyku po prostu wybuchnie. Dziwne, ale wcześniej nie wyglądałaś na aż tak wysoką. Spanikowałem trochę, gdyż preferuję kobiety niższe, jestem wówczas bardziej pewny siebie. Czuję się onieśmielony, kiedy różnica wzrostu wypada na moją niekorzyść. Oddycham z ulgą, dostrzegając wysokie szpilki na twoich stopach. Gdy opowiadam ci jakąś historyjkę, uśmiechasz się tajemniczo, zupełnie jak Mona Lisa, lecz ja w tym czasie gorączkowo deliberuję, czy, jeśli zjesz (...)

--- full text ---

Mój cud

Od autora.
Niniejszy tekst był napisany na konkurs prozatorski, z tego względu jest skomponowany "pod przymusem" pewnych wymagań tematycznych i objętościowych.
 
W pewien upalny, lipcowy dzień siedziałem jak zwykle w moim biurze i z mozołem kontemplowałem lot muchy. Jakież to wyczerpujące zajęcie! Nie sposób przewidzieć, w którym kierunku bestia umyśli sobie poszybować. Trzeba wyższej matematyki, aby obliczyć wielce skomplikowany tor poruszania się tego upierdliwego, w swej naturze, stworzenia. Zmęczony, przerwałem pracę i wszedłem na ulubiony portal pisarski. Z radością stwierdziłem, że ogłoszono konkurs prozatorki „Ósmy Cud Świata”. Pomyślałem, że to coś dla mnie. Wdzięczny temat do pisania, a ja przecież pisarz zapalczywy. Z uwagi na dość odległy termin, powróciłem do roboty, a tej miałem już dwa razy tyle, bo w międzyczasie do pokoju wleciała druga mucha. Popracuję intensywnie, a potem, w wolnej chwili, zasiądę do pisania. Wszak mam jeszcze kupę czasu. Po morderczych trzech tygodniach zbijania bąków, że o muchach nie wspomnę, wreszcie mogłem powrócić do konkursu. Najważniejsze to wymyślić, cóż takiego jest owym ósmym cudem świata. Jury wymagające, więc praca oryginalna być musi. Pewnie kobiety napiszą o facetach i na odwrót. Ależ to oklepane. Kiedyś chciałem tak się zwracać do kochanej żonki, ale ostatecznie wybrałem bardziej (...)

--- full text ---

Bezsenność pamięci

Który to już dzień trwa bezwzględny, wręcz zabójczy, stan schizofrenicznej paranoi, przyprawiającej mnie o łamiące żebra walenie serca? Przestałem liczyć. Przez wiele miesięcy, zbyt wiele nawet jak dla mocnego faceta, za którego mimo wszystko się uważam, nie potrafię zaznać spokoju. Co wieczór młot siedzący w moich piersiach odlicza nanosekundy grobowej ciszy, a do otwartych oczu nie docierają promienie księżycowego światła. Zatracam się w nieświadomości miejsca i czasu, nie wiem, która mija godzina - pierwsza w nocy, trzecia, może piąta. Nie ma to żadnego znaczenia. Liczą się tylko obrazy w mojej głowie. Pamięć. Zazwyczaj bardzo wybiórcza, tym razem bezlitośnie dokładna, co noc emituje ten sam, zgrany jak stara winylowa płyta, film. Za każdym razem katuje mnie wspomnieniami, które powoli niczym podstępna choroba atakują neurony, podążając szeroką autostradą synaps, i łakomie wyżerają resztki zdrowego rozsądku.
Nawet o tym nie wiesz… Skąd masz wiedzieć, że mnie zabiłaś…
 
*
Pomimo iż znamy się ponad ćwierć wieku, nie znamy się wcale. Dobrze, że nasze byty funkcjonowały w innych przestrzeniach i przez cały ten czas nie mieliśmy kontaktu. Kiedy się wreszcie spotkaliśmy, mogłem radośnie zgłębiać każdą molekułę twojego ciała, każdą cząstkę duszy, zakamarek osobowości. Przy tobie nie zastanawiałem się, czego oczekujesz. Nie wiem skąd, nie wiem dlaczego, ale po (...)

--- full text ---

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register