Jerzy był bardzo zasadniczym mężczyzną. Po tym, jak kilka lat temu opuściła go żona, nie szukał kontaktów z kobietami. Stronił od życia towarzyskiego, zresztą większość ich znajomych była ze strony Beaty i wraz z nią zniknęła z horyzontu. Przestał wierzyć, że kiedykolwiek pozna odpowiednią dla siebie osobę. Zaczął już przyzwyczajać się do samotności. Jedynie wieczory… Powrót do pustego domu zawsze miał w sobie coś nostalgicznego. Jakby wracał do krypty, a nie własnego mieszkania. Znalazł sposób na wypełnienie wolnego czasu. Zamiast tępo oglądać nudny program telewizyjny, otwierał komputer i udzielał się na forum dla ludzi samotnych. Miał już spore doświadczenie i mógł pomagać osobom, które, często załamane, wchodziły w świat dotąd im nieznany. Nigdy nie zbliżał się do kobiet napotkanych za pomocą Sieci. Nie wierzył w związki na odległość ani, tym bardziej, w możliwość pokochania przez Internet. Słowem, nie istniała miłość w cyberprzestrzeni. Nie wierzę w te bzdury! – odpisywał zazwyczaj, gdy rozmowa schodziła na ten temat.
Któregoś razu zwrócił uwagę na nowy post.
Umieram z tęsknoty za uczuciem, umieram każdego rana, budząc się w pustym mieszkaniu, uciekam w miejsca, gdzie otaczają mnie ludzie.
Jeszcze nie wyrzuciłam marzeń, nie zgubiłam w tłumie nadziei, ale moja dusza robi się chropawa, moje serce staje się mokre od ciągłego szlochania.
Moje lata spadają mi na głowę, czuję je na plecach, niosę w ciężkich torbach w obu dłoniach.
Boże, kiedy to się skończy, chciałabym odejść już z tego pustego miejsca, bo komu potrzebny jest ktoś, za kim nikt nie tęskni?*
Matylda, bo takim nickiem podpisała się autorka tych słów, wyglądała na kobietę głęboko zrozpaczoną. Jerzy wyczuł, że potrzebowała pomocy bardziej niż inni, to była przecież wyjątkowa wypowiedź. Odezwał się natychmiast i jako przykład, iż można pokonać pustkę po kimś bliskim, opowiedział jej o swoich doświadczeniach. Przecież także początkowo był zrozpaczony, ale później przyszedł spokój. Nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Pomyślał, że chciała zwyczajnie się wyżalić i nie oczekiwała słów pociechy, zostawił więc sprawę bez dalszych komentarzy. Po tygodniu w jego skrzynce widniała wiadomość:
Czy naprawdę uważasz, że ktoś taki, jak ja, ma jeszcze szansę?
I tak zaczęły się długie rozmowy niejednokrotnie trwające do rana. Powoli, wręcz niezauważalnie, następowały zmiany, z których początkowo nie zdawał sobie sprawy. Już nie przedłużał powrotu do domu, przeciwnie, pędził jak szalony, robiąc po drodze zakupy. Byle jak i byle gdzie, tak, aby nie zabierały cennego czasu. Wpadał zdyszany do mieszkania i natychmiast włączał komputer. Jeśli akurat jej nie było, wyszukiwał choćby nikłe ślady, które po sobie zostawiała. A to jakiś wpis na forum, to znowu wiadomość pozostawioną dla niego.
Matylda okazała się bardzo inteligentną i wrażliwą kobietą. Prowadzili długie dyskusje na przeróżne tematy. Nie było między nimi żadnego skrępowania. Okazało się również, że mają bardzo podobne gusta i zapatrywanie na świat. Madzia powoli wracała do równowagi. Zniknęła dawna depresja, ustępując miejsca radości życia.
Dziękuję Ci, Jureczku, uratowałeś mnie, mój rycerzu!
Jerzy coraz bardziej zatapiał się w świat marzeń. Zaczął fantazjować, jak zaprasza Matyldę do swojego życia i odtąd stanowią dobraną, kochającą się parę. Próbując wyobrazić sobie jej wygląd, poprosił o zdjęcie. Na fotografii widniała piękna czarnowłosa kobieta. Szlachetne rysy twarzy w połączeniu z błyszczącymi piwnymi oczami stanowiły niesamowity obraz. Nagle zdał sobie sprawę z tego, co już długi czas się z nim działo. Nie potrafił dłużej wytrzymać. Skreślił kilka słów i natychmiast posłał wiadomość do adresatki:
Kocham Cię, Matyldo. Bardzo!
Odpowiedź była druzgocąca:
Miłość przez Internet? Nie wierzę w te bzdury! Ale dziękuję Ci, że dałeś mi odwagę i nadzieję, dzięki Tobie poznałam wspaniałego faceta, właśnie mi się oświadczył.
* – Autentyczna wypowiedź na jednym z forów dla osób samotnych. Niestety Matylda nigdy mi nie odpisała. Pozostaje mieć nadzieję, że nic się nie stało i jej sprawy się pomyślnie ułożyły. Cała reszta, to jedynie fikcja literacka – a może jednak nie?
ach, ten Jerzy! Rycerz obudził się za późno...
report
Tak to w życiu bywa. Zanim zrozumiemy, że niektóre poglądy trzeba zweryfikować, czasem jest za późno. Dzięki.
report
co prawda nigdy nie szukalam bratniej duszy na forach do tego przeznaczonych...ale wierze w milosc przez internet! tylko czy koniecznie spelniona?...tu jednak przy zmianie nikow zaczynaja sie schody...
report
Tak, Szel, masz rację. O co chodzi z tą zmianą nicków?
report
jestem na necie chyba juz ze 12 lat? pierwszy moj nik 'szlemik' (zreszta taka mam poczte)byl nielogowany..ale juz wtedy byly gierki ze sie ktos pod kogos podszywal na onecie, ale zaistniala tez mozliwosc logowania.....moj nik ktos wtedy mi ukradl i sie tak zalogowal:( ale chcialam byc rozpoznawalna i zrobilam czeski blad...szelmik mi zalogowalo:))))tak wiec widzisz ze nie zmieniam twarzy jesli nie ma takiej koniecznosci i w dalszym ciagu jestem rozpoznwalna!ale przez te lata duzo widzialam ...ojjj zmieniaja ludziska niki jak rekawiczki!
report
Ja także czasem zmieniam, ale niezmiernie rzadko i z powaznej przyczyny. Dalej jednak nie rozumiem, co to ma wspólnego z moim opowiadaniem.
report
jak to nie rozumiesz? moze trafiles na kogos kto mial pare osobowosci na necie? dla kazdego pana inna twarz...az trafila na swoj ideal..i zamilka...tak to widze!
report
Ale u mnie, w opowiadaniu tego nie ma.
report
Sytuacja jest jasna, on i ona, żadnych girek, żadnych zmian nicków.
report
jezeli tak, to uratowales ja, uwierzyla w siebie igdzies tam zyje..czy to malo?
report
Za mało, nie oddpowiedziała mi. To jedno z moich opowieści z życia wziętych. Ale pomimo najszczerszych chęci nie byłem w stanie pomóc Matyldzie.
report
Niewiele wie się o kokiecie w necie.
report
Oj, tak. I nie tylko w necie. Śmiem twierdzić, że w realu jeszcze mniej.
report
kokietka to nie kokota panowie...!
report
Szeluniu, JJ zrobił literówkę, napisał kokieta, a miał na myśli - kobieta.
report
rzeczywiscie kokota a kobieta to niemal bagetela...a cyganka prawde ci powie:P i tego sie trzymajmy:)))ps.znalam swego czasu nick Mathilda...moze to twoja Matylda?z cala pewnoscia to nie bylam ja
report
Tak! A żwawy kokiet ma na imię Marysia.
report
dobranoc krasnoludku:)))
report
Fajny przyczynek do dyskusji o zakochaniu się w kimś znanym tylko z internetu (ja nie widzę powodów, dla których nie byłoby to możliwe), ale forma wydaje mi się nie do końca przemyślana. Najsłabszym miejscem jest fragment "Matylda, bo takim nickiem podpisała się autorka tych słów, wyglądała na kobietę głęboko zrozpaczoną. Jerzy wyczuł, że potrzebowała pomocy bardziej niż inni, to była przecież wyjątkowa wypowiedź." Gdyby nie fakt, iż powyżej niego jest przytoczona pełna treść listu Matyldy, te zdania miałyby sens, w sytuacji kiedy czytamy je zaraz po liście - wyglądają wręcz groteskowo. Pozdrawiam serdecznie
report
Dzięki, Aniu. Przemyślę to.
report
czytało mi się i to nawet dobrze :)
report
;)
report