z wieczornej ciszy uszczknę odrobinę rosy
do przemywania oczu
z zakrzepłych obrazów wyrastają ciernie
tyle ich bierzesz do snu
zapobiegliwi próbują je zapić
myśląc że rozcieńczone
nie będą się układały w plamy na słońcu
skąd na pewno nie widać jak starasz się nie zasnąć
podczas jednej z wielu burz
sosna oparła się o mój dom niczym poprzeczna belka
którą niosłeś aż skończyła się droga
to nie to drzewo i nie ten ogród
a znój ten sam
ostry zapach strachu i potu
mogłabym znowu przyjść otrzeć ci twarz
tylko zapukaj w ścianę a skrzypną drzwi
zabrzęczy tłum napierający na okno
jeszcze jedna chusta..
zgłoś
przeprowadzki zmieniają nic..
zgłoś
chyba trzeba Cię tu przywołać z powrotem :))) bo wielu spośród nas docenia Cię bardzo, a i zawistników tu nie ma :) serdeczne, Ewo :)
zgłoś
Zmieniają się epoki, ale ból towarzyszy ludzkości od zawsze, a Wiersz, jak zwykle doskonale poprowadzony, miło wiedzieć, że Poetka tutaj bywa. Serdeczności ślę, jak zwykle z podziwem dla pióra :)
zgłoś