28 lutego 2016

dziennik

onomatopeja
onomatopeja

ludzie-kwiaty

Gdyby spojrzeć na siebie z trochę innej perspektywy... Uznałam, że do życia potrzebuję (zupełnie tak samo jak rośliny) kilku ledwie elementów:
- bezpiecznego, stałego lądu kawałek - domu (doniczka z ziemią)
- siły ze smacznych kalorii i witamin z roślin - pożywienia (woda+minerały)
- ciepłej energii kosmosu, poczucia przetaczania się w żyłach endorfin - miłości (słońca)

 To powinno być takie proste. Każdy powinien mieć dostęp do tych potrzebnych do przeżycia czynników. Dlaczego tak nie jest? 

Brakuje mi słońca... Doniczkę i trochę ziemi mogę znaleźć wszędzie. Zarabiam, między innymi po to, by móc wydawać na pożywienie. Ale energii słonecznej kupić już nie można... Nie sprzedają jej w butelkach, nie stoi na półkach w supermarkecie, nie wygram jej w zdrapce, czy na zakrętce, nie wisi nade mną, nie rozdają jej ulotkarze, nie podają w barze.

Jak każda szanująca się roślina wyciągam się do słońca. Obserwowaliście kiedyś stokrotki? To papierek lakmusowy miłości. Nie przez obdzieranie go z płatków. Z wyczekiwaniem na słońce, oddawaniem mu się w pełni, podążanie za nim i grzeczne zamykanie oczu na noc. Nasz świat wokół taki piękny... Jeszcze dni parę i cieplejszy, bardziej kwiecisty, tchnięty wiosną i nowymi możliwościami. Ludzie sprzątają i szykują się na nowe możliwości, nowe uniesienia, czują ożywienie, zupełnie jak rośliny po przebudzeniu się z zimowego snu. 

Grzanie się jedynie w blasku księżyca i zbyt odległych gwiazd, by dawały prawdziwe ciepło zaczyna być odczuwalne. Roślinę sztucznym światłem możesz próbować oszukać, ale smakuje inaczej, bo wie, że jest okłamywana. Tylko prawdziwe słońce, namacalne ciepło promieni zapewnia pełnię szczęścia.

Tak. Jestem rośliną. Szukam słońca. Ono chwilę nawet ze mną było. Dzięki temu potrafię teraz odróżnić rzeczywisty blask miłości od tego żarówkowego, latarnianego, elektronicznego... Nawet ciepły płomień świec czy kominka utula tęsknoty ledwie powierzchownie. Prawdziwa moc słońca rozchodzi się po całym ciele, wkrada w każdą komórkę i dodaje jej chęci do życia. Czasem nawet tworzy nowe :)

Słońca wszystkim, resztę zdobędziecie.

alt art
29 lutego 2016 o 09:27

cieniem chodzę, bo szczęście winno dojrzeć..

zgłoś

Nevly
24 sierpnia 2016 o 22:52

a ja... całkiem winny...chodzę dojrzewając szczęściem...

zgłoś

onomatopeja
24 sierpnia 2016 o 23:13

Zarówno, gdy szczęście dochodzi z czasem, jak i gdy dojrzewamy szczęściem najistotniejszym jest fakt, że owo szczęście jest osiągane :) i nie powinno być tu powodów do poczucia winy.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się