Martwy motyl przyklejony psią śliną do okna, nie składa się
w ofiarę, po kilku dniach rodząc robaki. Prześwietla je światło i kot,
wykazując większą ruchliwość od deszczu na nastroszonym ogonie.
Dni definiują nas, jak zapas jedzenia, motywy ciał, albo film z dubbingiem
w obcym języku. Przy grobie ojca, który jest logarytmem innych grobów,
nikt się nie modli. Zbyt łatwo w cieniu starej gruszy miarowe nic, nic, nic,
gotowe na bluzgi. Kolory przeciągnięte od poczęć blakną do jednego.
Dzieci jak niemowlęta dotykają rączkami powietrza, niby żałobnicy niosący
rozkołysane trawy, tak jak zdumiewa nas, że dzień dobiega końca,
a szczelny zmierzch daje więcej niż zabiera: przy całej natarczywości życie
wieczne nim przeboli, opatrujemy w przedawnionym dzisiaj. Na okładce książki,
którą kiedyś napiszę, między zdziczałymi śliwami szczeniak w tekturowym
pudełku, wygląda jakby przeżył samego Boga. Powinnam się poruszyć,
docieszyć jego wycie naszą karykaturą w kałuży. Istny karnawał bezsłownych
komiksowych dymków. Z nocą, z niebem, i tak dalej. Kartka papieru.
W dogmacie moja twarz zatrze się najszybciej.
a ja znalazłam książce zasuszony kwiat róży, nie sądziłam, że może zasuszyć się tak na płask..
report
A co książka na taki podarek?
report
znam ten ból; to dlatego pozbyłem się prawie całej biblioteki..
report
Oj.
report
U mnie brakuje miejsca na książki.
report
książka była nam podarowana, wiec była niespodzianka, a kwiat tak płaski, że niespodzianka była długo utajona..
report
używana..
report
To miłe. :)
report
piękne dotykanie powietrza i rozkołysane trawy.
report
Dziękuję.
report
zawaliłaś mnie obrazami, muszę to jeszcze przetrawić, a trawienie - wiadomo - wymaga czasu ;) wrócę więc, tu i pod kilka innych wierszy, dopiero jak będę gotowy. a teraz pozdrawiam! :)
report
Mnie ostatnio też te obrazy zasypują. ;) Ale pojawiają się, więc daję im prawo do bycia. Zdaję sobie sprawę, że tego typu teksty długo czekają na czytelnika. Jednak zawsze warto. :) [Nie uciekamy.] Pozdrawiam. :)
report
dobrze dotrzeć do takiego wiersza. A potem nie chce się już szukać dalej. Nie mam dobrej metody na czytanie Twoich wierszy, pamiętam jeszcze przed kilku laty, kiedy był cykl - z Anną? nie pomyliłam imienia? Że wystarczył moment dekoncentracji, odpłynięcia z obrazem na chwilę na margines, żeby powrót w to samo miejsce był już niemożliwy, więc znów od początku, jak fala podgryzająca brzeg, bo z tych samych dawniejszych czasów, utkwiły mi w głowie Twoje czarno-białe fotografie plaży i morza, gdzieś się więc to wszystko łączy i przeplata. A kiedy już za którymś razem docieram do ostatniego wersu, za każdym razem ogarnia mnie smutek. Jeszcze się nie zdarzyło inaczej. I chyba nie chciałabym inaczej.
report
Witaj Ania. Dziękuję, że zajrzałaś, i że pamiętasz cykl o Annie, a także fotografie z tamtego okresu. Wzruszył mnie Twój komentarz, i bardzo ucieszył. [Chyba jestem pisemnym smutasem. I, dobrze, że nie muszę się zmieniać.] Pozdrawiam. :)
report
pozdrawiam i ja :)
report