Zmiana sposobu prezentacji
Nadeszła jesień
I znów zostałam sama
Wciąż pytam czy kochałeś
Milczysz
Pozwoliłeś mi odejść
Nie mów już nic
tak będzie lepiej
Powiedz czy tęsknisz
Znów kłamiesz
Wybacz
spjórz w me oczy
zatoń w bezkresnym oceanie snów
zatop w nim swoje smutki
zapomnij o przeszłości
i żyj chwilą
a spełnisz swoje marzenia
cichy śpiew
i tylko jego palce, wciąż delikatne
błądzą po pustych dźwiękach -
czarno-białych klawiszach
zamyka smutne oczy dziecka
porywa go wir beznadziejnych myśli
nie wie co sie dzieje
i wtedy koniec
pauza
wszystko minęło
znów ma wesołe oczy
zatłoczone miasto
w nim szarzy ludzie
nie zawsze wierni
bo
nikt nie tłumaczył
gdzie, po co, jak
i dlaczego.
czyste powietrze
na ustach uśmiech
zakochanej pary
szczęśliwi razem
ufają bez końca
pełni wiary
dotykają nieba
opuszkami palców.
dusza łka
blizny palą niczym szramy
po anielskich skrzydłach
wspomnienia bolą
nie widzę nic prócz zła
czuję już tylko
kolejne łzy na policzkach
wiatr zaszeleścił młodymi liśćmi
ślepe dusze brnęły w głąb ludzkości
przezroczyste krople deszczu kapały
na ludzkie głowy bezimienne
niczym słone łzy nadziei
by stopniały serca z radu.
cisza
nagle zagrzmiało
ogień rozpalił serca
krótka miłość
i koniec
wszystko się wypaliło
krople deszczu spłynęły po zmarzniętej ziemi.
