do transplantologii
wysokie progi
rozmnażam się tylko z przykładów
i z trwogi
mózg wyniszczony w wierszach
cuchnie spleśniałym korniszonem
nieświeży niczym wątroba stłuszczona
foie gras
z nerek pasztet obtłuczone
nogi też mam
zbite pałkami za szczanie
w miejscach publicznych serce
biło zbyt długo pod jednym adresem
kochanie
lecz ręczę za ręce
chcą sięgać po więcej jeszcze
ponad płuca przepalone
i przepełniony piwem pęcherz
odłóżcie kleszcze
sam się wygrzebię na świat
choć z poronionym
za pan brat
bez pępowiny w piętkę gonię
weźcie moje dłonie
niech jeszcze kogoś popieszczą w zemście
niewypełnione
odłóż, weż
zgłoś
jestem pod wrażeniem
zgłoś
lubię Twoją gorycz, Jarku
zgłoś
życie po zyciu;)
zgłoś
wszystko już zużyte, ale może jeszcze komuś na coś się przyda...
zgłoś
świetnie transplantologicznie. a choćby ręce! pozdrawiam.
zgłoś
to ja pozdrowię nogi:) wiesz, że Twoje pisanie przypadło - od kiedy nauczyłam się tropić :)
zgłoś
trzaskasz literkami jak z bicza:) żywotne te wiersze, bardzo:)
zgłoś
dobry wiersz, chce się czytać:)
zgłoś
cóż za znajomość anatomii ;) pozdrawiam :)
zgłoś
kiedyś zdefiniowałam sobie 'okrucieństwo' jako, powiedzmy, 'sytuację/stan nieusuwalnego asensu wynikającego z woli działania'. z tego punktu widzenia tu nie jest okrutnie. dobrego, JJ.
zgłoś