3 listopada 2011
3 listopada 2011, czwartek ( Czwartkowe poranki. )
Czasem są takie dni, kiedy budzi się we mnie pragnienie wpłynięcia na otaczającą zewsząd rzeczywistość. Tą ponurą, której do wszystkiego w pewnych momentach brakuje ambicji, na tą poddającą się krzywym, nieszczerym uśmiechom. Wtedy budzę się roztrzęsiony, cięższy o kilka sennych koszmarów i z przerażeniem szukam ucieczki w szybie uchylonego okna.
Dobiegł mnie krzyk z pokoju o zielonych ścianach i szklanym suficie. Głos płaczącego dziecka wymachującego bezradnie rączkami, jakby chciało przepędzić złe wspomnienia, która z pewnością jeszcze na niego czekają. Przez chwilę sam zapragnąłem być takim, beztrosko i bez przyczyny zalewać się łzami, zmywać nimi szarości i czernie.
21 lutego 2026
wiesiek
21 lutego 2026
wiesiek
21 lutego 2026
Yaro
21 lutego 2026
ais
21 lutego 2026
Yaro
21 lutego 2026
dobrosław77
20 lutego 2026
violetta
20 lutego 2026
sam53
20 lutego 2026
Jaga
19 lutego 2026
wiesiek