3 listopada 2011

dziennik

Łukasz Zwolan
Łukasz Zwolan

Czwartkowe poranki.

Czasem są takie dni, kiedy budzi się we mnie pragnienie wpłynięcia na otaczającą zewsząd rzeczywistość. Tą ponurą, której do wszystkiego w pewnych momentach brakuje ambicji, na tą poddającą się krzywym, nieszczerym uśmiechom. Wtedy budzę się roztrzęsiony, cięższy o kilka sennych koszmarów i z przerażeniem szukam ucieczki w szybie uchylonego okna. 

Dobiegł mnie krzyk z pokoju o zielonych ścianach i szklanym suficie. Głos płaczącego dziecka wymachującego bezradnie rączkami, jakby chciało przepędzić złe wspomnienia, która z pewnością jeszcze na niego czekają. Przez chwilę sam zapragnąłem być takim, beztrosko i bez przyczyny zalewać się łzami, zmywać nimi szarości i czernie.

lajana
3 listopada 2011 o 20:44

Jeśli to dziennik, to odetchnęłam! ;-) Pomyślałam, że początek opowiadania, które się nagle urwało! Takie są dzienniki, ale czasem można je wyróżnić od tysiąca innych, chociażby nie zaczynając już zużytym "czasem są takie dni", bo czyż poeta nie znajduje wciąż nowych ścieżek? Szukajmy, pozdrawiam!

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się