26 march 2016

poetry

Sztelak Marcin
Sztelak Marcin

Dowody

 
Dziewiąta rano, sobota, pijak pod sklepem
próbuje wybełkotać życie,
tuż przed upadkiem.
 
Albo po – niewielka różnica
skoro uparcie się kręci. Dwojako,
aż do zawrotów, nawet głowy.
 
Nie kupię bułek, naszła mnie ochota
usiąść z pijakiem i pobełkotać
– czas uciekać.
 
Na śniadanie kawa, gorąca, poparzy
przełyk i ścianki żołądka.
A ziemia będzie wirować coraz prędzej,
nie utrzymam pionu.
 
Więc posiedzę, w pozycji półpoziomej,
pijak w końcu zaśnie,
tylko pieczywa już nie będzie.
Chyba, że poza krawędzią.
 
Dziesiąta rano, sobota, świat istnieje.

alt art
29 march 2016 at 09:15

to gwóźdź do trumny genetyki ale na szczęście jeszcze pół butelki jakiegoś château; zapisz nim niż przyćmi całą duszę ślepą nieuchronnością..

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register