Schyłek lata, chcieliśmy wierzyć
w nieskończoność. Przynajmniej w wąskim zakresie
jutra. Odległego niczym drugi brzeg życia,
jednak na wyciągnięcie ręki.
Tylko że nikomu nie chciało się sięgać,
skoro już splątane ciała przybrały
jak najwygodniejsze pozycje.
Ćwiczyliśmy je z zapamiętaniem,
szczególnie gdy noce były zapchane gwiazdami
aż trzeszczały w szwach.
Gdzieś poza horyzontem jesienie
pyszniły się zachodami barw.
Biorąc to za dobrą monetę wyrzucaliśmy
reszty przez lewe ramię.
Wiedza, że należało je zbierać przyszła
zbyt późno. Pozostał tylko ironiczny uśmiech.
I miejsca całkowicie puste.
Bez nas. Albo dla.
Zresztą kroki wypiła ziemia. Do dna.
cóż z tego, że nazbyt łapczywie i z zamkniętymi oczyma..
zgłoś
Pożyczyłbyś trochę talentu innym... Bo zazdrość czasami mnie bierze, że ja tak nie potrafię pisać :)))))))))))
zgłoś
a no ziemia ma to do siebie, że spija kroki:) na tak!
zgłoś