
Misiek, 13 grudnia 2025
ciemna prawie północ
jak okulary generała
umiera ostatnia nadzieja
rozjechana przez tanki
Ojczyzna w żołnierskich butach
już rzeźbią koleiny
stalowe gąsienice
gdy ruszyły na skute lodem ulice
dzisiaj nie będzie Teleranka i koguta
gadatliwy już krzyczy dekret
który wszystkiego zabrania
gwiazdy przybladły
bo noc niespokojna
za ścianą umilkli głośni sąsiedzi
gdy mieli okazje do świętowania
zaśnij jeszcze córeczko
smutne będą teraz kołysanki
zanim przyjdą i mnie zabiorą
a ciebie obudzi słoneczko
pytasz mnie moja mała
choć to pytania bez odpowiedzi
tatusiu czy to wojna?
***
a z kim?
sam53, 12 grudnia 2025
każdy wieczór wypełnia zauroczenie
dotykamy swoich myśli i ciał
wzajemnie zdejmując z siebie niewinność
przewiązani kokardą usypiamy
.
każdej nocy zostawiamy siebie w prezencie
niechaj świt czy poranek czyni nas szczęśliwymi
gdy gubimy się w pocałunkach
gdy trwonimy gorączkę wilgotnych ust
.
gotowi na jeszcze jeszcze jeszcze
tak jakby w bluźnierczym szaleństwie
można było jedną modlitwą
zaskoczyć różnych bogów
.
patrz na płatkach Augusta Luise
znów przysiadł pawik
sam53, 12 grudnia 2025
dni nie tygodnie wiosny nie lata
za ścianą lasu znów płacze zima
przed deszczem wrony zaczęły krakać
wrzasku Zamkowej nijak zatrzymać
zgoda już dawno zgubiła młodość
minus na plusie - to już normalność
władza poddała się tłustym kotom
śnieg przestał padać latarnie gasną
stołki rozdane - drżą tajemnice
wszyscy do tłustych chcą dziś się przyznać
rękę wyciągam - Hej Pabianice
a gdzie jest moja Mała Ojczyzna
sam53, 12 grudnia 2025
nie mów że nie masz czasu
to czas nie ma ciebie
tak jak miłość której nie chcesz zaprosić do serca
tak jak prawda
jak słońce na bezchmurnym niebie
chociaż uśmiech przekładasz dziś z wiersza do wiersza
nie mów tęsknię
tęsknotę jeden klucz otwiera
tak jak amen w pacierzu
jeden klucz zamyka
zanim dźwięki z nut spadną nim muzyka ścichnie
każda wiara w człowieka po prostu usycha
nie mów pragnę
zbyt proste i łatwo przychodzi
łatwiej niż się utopić nawet w łyżce wody
może serce podaruj
otwarte - nie szkodzi
wszak minęły już czasy - luby - gdzie krokodyl?
sam53, 11 grudnia 2025
zmęczona wyobraźnia zasypia w chaosie
a ty sklejasz pocałunkami jej strzępy
czasami brakuje kolorów
bezbarwny deszcz rzeką tajemnic
lubię gdy zaczynasz z wysokiego "c"
wtedy milczenie śpiewa
upominając się o kokardę
od wszelkich uroków
zostaniesz w ramionach
trzeba przyzwyczaić sny do naszych ciał
a późny karmin na ustach do szeptu
dziś podaruję ci kwiaty
mam je na końcu języka
sam53, 11 grudnia 2025
Wiosna nie wiosna ty w ogrodach
patrzę na ciebie jak się zmieniasz
chyba zakwitła też pogoda
na podniebieniu kresu nieba
w uśpionych pąkach maj konwalie
w malinach lubczyk wyprężony
znów zaleciało majerankiem
we włosach został zapach wiosny
w tych drobnych kwiatkach ci do twarzy
pamięcią sięgam trochę niżej
ten wiersz powinien nam się zdarzyć
kiedy byliśmy jeszcze bliżej
bliżej niż blisko w pocałunkach
a wiatr gnał wiosnę po obłokach
miłość została ci na ustach
dobrze że jesteś
kochasz - kocham
sam53, 11 grudnia 2025
w jesiennym wierszu śniłem nagie drzewa
tak jakby nagość kanonem została
najświętszą muzą z którą czas się przespać
pieszcząc zachwytem doskonałość ciała
Graalem poezji w lirycznym bezkresie
kiedy koloru na szatę nie staje
snem o miłości którą noc przyniesie
nawet tę pierwszą którą znasz na pamięć
nagą w welonie uśmiechniętą w sadzie
w łóżku w połogu gdy jej rękę trzymasz
kiedy na usta palce tobie kładzie
i płatkiem śniegu całuje jak zima
żarem zapewnień zawieszonym w słowie
jak nagą prawdą w bezlistnych gałęziach
snem który zdążył w twe ramiona dobiec
śniliśmy razem
pijani ze szczęścia
AS, 11 grudnia 2025
kiedy popatrzysz nocą w niebo
nawet nie przemknie ci przez myśl
że jest nad tobą świat kryształów
świat w którym słowa jak aktorzy
przez całą wieczność ciszę grają
Arsis, 10 grudnia 2025
Przygniata mnie ten ciężar nocy. Siedzę przy stole w pustym pokoju.
Wokół morze płonących świec. Poustawianych gdziekolwiek, wszędzie. Wiesz jak to wszystko
płonie? Jak drży w dalekich echach chłodu, tworząc jakieś wymyślne konstelacje gwiazd?
Nie wiesz. Ponieważ nie wiesz. Nie ma cię tu. A może…
Nie. To plączą się jakieś majaki jak w gorączce,
w potwornie zimnym dotyku
muskają moje czoło, skronie, policzki, dłonie...
Osaczają mnie skrzydlate cienie szybujących ciem. Albo moli.
Wzniecają skrzydłami kurz.
Nie wiem. Szare to i ciche. I takie pluszowe mogło by być, gdyby było.
I w tym milczeniu
śnię na jawie.
I na jawie oswajam twoją nieobecność.
Twój niebyt. Ten rozpad straszliwy…
Za oknami wiatr. Drzewa się chwieją. Gałęzie….
Liście szeleszczą tak lekko i lekko. Suche, szeleszczące liście topoli, dębu, kasztanu. I trawy.
Te trawy na polach łąk kwiecistych. I na tych obszarach nietkniętych
ludzką stopą. Bo to jest lato, wiesz?
Ale takie, co zwiastuje jedynie śmierć.
Idą jakieś dymy. Nad lasem. Chmury pełzną donikąd.
I kiedy patrzę na to wszystko. I kiedy widzę…
Wiesz, jestem znowu kamieniem.
Wygaszoną w sobie bryłą rozżarzonego niegdyś życia. Rozpadam się.
Lecz teraz już nic. Takie wielkie nic chłodne jak zapomnienie.
Już nic. Już nic mi nie trzeba, nawet twoich rąk i pocałunku na twarzy. Już nic.
Zaciskam mocno powieki.
Tu było coś kiedyś…
Tak, pamiętam.
Otwieram powoli.
I widzę. Widzę znów.
Kryształowy wazon z nadkruszoną krawędzią. Lśni.
Mieni się od wewnątrz tajemnym blaskiem. Pusty.
Na ścianach wisiały kiedyś
uśmiechnięte twarze.
Filmowe fotosy. Portrety. Pożółkłe.
Został ślad.
Leżą na podłodze. Zwinięte w rulony. Ze starości.
Pogniecione.
Podarte resztki. Nic…
Wpada przez te okna otwarte na oścież wiatr. I łka. I łasi się do mych stóp jak rozczulony pies.
I ten wiatr roznieca gwiezdny pył, co się ziścił.
Zawirował i pospadał zewsząd z drewnianych ram, karniszy, abażurów lamp...
I tak oto przelatują przez palce ziarenka czasu.
Przelatują wirujące cząsteczki powietrza.
Lecz nie można ich poczuć ani dotknąć, albowiem są niedotykalne i nie wchodzą w żadną
interakcję.
Jesteś tu we mnie.
I wszędzie. Jesteś…
Mimo że cię nie ma….
Wiesz, tu kiedyś ktoś chodził po tych schodach korytarza.
Ale to nie byłaś ty. Trzaskały drzwi.
Było słychać kroki
na dębowym parkiecie pokoi ułożonym w jodłę.
I unosił się nikły zapach
woskowej pasty. Wtedy.
I unosi się wciąż ta cała otchłań opuszczenia,
która bezlitośnie trwa i otula ramionami sinej pustki.
I mówię:
„Chodź tutaj. Przysiądź się tu obok. Przytul się, bo za dużo tej tkliwości we mnie.
I niech to przytulenie będzie jakiekolwiek, nawet takie, którego nie sposób poczuć”.
Wiesz, mówię do ciebie jakoś tak,
poruszając milczącymi ustami,
które przerasta w swojej potędze szeleszczący wiatr.
Ten wiatr
za oknami,
którymi kiedyś wyjdę.
Ten wiatr…
(Włodzimierz Zastawniak, 2025-12-10)
***
https://www.youtube.com/watch?v=RsUIwu5PycE
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
20 stycznia 2026
Jaga
20 stycznia 2026
wiesiek
20 stycznia 2026
Misiek
20 stycznia 2026
sam53
20 stycznia 2026
jeśli tylko
19 stycznia 2026
Jaga
19 stycznia 2026
tetu
19 stycznia 2026
sam53
19 stycznia 2026
sam53
18 stycznia 2026
Arsis