Bliżej bruku, bo nie sięgałem gwiazd,
ani ideału. Zwyczajnie usiłowałem przetrwać,
sam nie pojmując, czemu trzymam się
tak kurczowo, i nie łudząc, z ktoś
zauważy gdybym przestał.
Czasem krzyżowały się nasze drogi
i wtedy większy niosłem ciężar.
Moje stacje, twoje przystanki.
Nikogo na straży, więc nie było ogniska.
Jednak wzdzięczny jestem za wszystko.
Mrok w dzień, ale i światełko w nocy.
Sprzeczności, oksymorony.
I wciąż tyle ciepła we mnie.
Kto zdąży, może się ogrzać.
mądry wiersz. Pewnie można go wyczyścić w paru miejscach, ale co tam.
zgłoś
Mirka Szychowiak - dzieki. Już czyszczony, ale polerka jeszcze by się przydała.
zgłoś
Pewno ktoś zauważyłby - pozdrawiam serdecznie
zgłoś
mądry wiersz. Pewnie można go wyczyścić w paru miejscach, ale co tam.
zgłoś
Dobry. Pozdrawiam
zgłoś
Czyta się. Pozdrawiam ) ; p.s. czy to przypadkiem nie jest literowka ' z ktoś ' ?
zgłoś