Zmiana sposobu prezentacji
Wstałem na lekkim kacu i zły byłem na swoją mordę.
(Sto czterdzieści kilometrów stąd, w Bieszczadach mróz odbierał drzewom ostatnie liście, lecz byłem pewien, że spadnie śnieg i wszystko przysypie. )
Na żywo dziewczyna była ładniejsza niż na fotkach z face booka, lecz nie to wydawało się najważniejsze. Szukała faceta o dobrym sercu, bez strzeżonej posesji i doktoratu – kurwa mac! To może ja! - Pomyślałem. Ponad miesięczna korespondencja, wypełniona metaforami i zdrobnieniami, które nie bardzo nadają się do używania na dystans, utwierdziły mnie w tym przekonaniu. W przekonaniu, że trzydziestoletnia Sekretarka medyczna z pracowni USG, że to ona, że nosi w sobie samotność jak kamien w kieszeni, taki sam kamień jak mój.
Do zamieszczenia ogłoszenia w rubryce matrymonialnej namawiał mnie kolega. Darek, człowiek z procesorem w głowie zamiast mózgu. Szukanie Partnera na Internecie uważał za zupełnie normalną i nowoczesną formę rykowiska. –To już nie te czasy, kiedy zakompleksione stare panny i starsi kawalerowie ogłaszali się w gazetach. Teraz ludzie robią kariery i nie mają czasu na potańcówki, do tego żeby się poznac jest Internet. – mawiał. Nie zgadzałem się z poglądem Darka. Odpowiadałem mu, że to raczej szrot, rynek wtórny, dom publiczny, albo… poczekalnia domu samotnej starości.
Następnego dnia napisałem ogłoszenie. Napisane na motywach (...)
--- cały tekst ---
