Zmiana sposobu prezentacji
To widać na pierwszy rzut oka, że dzisiaj niektórzy nie mają wcale imion ni twarzy, mają nicki i avatary. Chowaja się za firewallem i wiodą szczęśliwe życie wszystkowiedzących ekspertów. Piękni, młodzi, błyskotliwi. Znają wszystkie odpowiedzi, choć nie słyszeli pytań, widzą wprost i na wskroś, przenikliwi i precyzyjni, że ach! nazachwycać się nie można. Lubią wierzyć, że czerpie się z nich garściami; mają opinie, posiadają wiedzę i mądrze radzą. Innym, oczywiście, bo sobie już dawno poradzili.
Nie męczy Cię obcowanie z takimi ludźmi? Mnie sie juz nie chce czasem dyskutować. Opinia o utworze, tworku czy potworku jest przez nich odbierana jako opinia o nich; komentarz dotyczący ich opinii jest komentarzem głęboko dotykającym ich jestestwa; bez dystansu, bez umiejętności oddzielenia cyfrowego świata od realiów życia. Obchodzą Cię bezimienni ludkowie w "internetach"? Po co się przejmujesz kimś, kto wydał osąd na podstawie kilku zdań i paru obrazków? Po co mu tłumaczysz i dlaczego uzasadniasz? Przecież wiesz, kim jesteś.
Wiesz?
Czasami nie starcza mi oczu. Wiesz, trzeba dziś mieć oko na finanse, na ognisko domowe, czasem rzucić okiem na sztukę przez duże gie albo twórczość przez wielkie tfu... Oko mieć na świat i wydarzenia, mieć serce i w to serce patrzać, rozpatrzyć rozpaczanie i zatańczyć paczangę. Statusom na fejsbuku się przyjrzeć, czy drugiego dna nie mają i czy ucha nie trzeba dodatkowo zużywać, do kina oko zanieść i nacieszyć po lesie obnosząc, w przyszłość spoglądać i za siebie się czasem obejrzeć... no nie sposób z dwojgiem oczu się wyrobić.
Z uszami już jest łatwiej. Ucho muzyka jest podzielne i uważne, i wyłapuje drgania najlżejsze, tonu zachwiania i wibracje skrywane. Słuchałam dzisiaj silnika, przy sześciu tysiącach ryczał jak zarzynany. Ale ja wiem, że może jeszcze ponad półtora. Słyszę to, mam ucho. A nawet dwa. Drugiego, prawda, rzadko używam, ono służy do wyższych celów. Przynajmniej tak mu się wydaje.
Nie mam tylko problemu z ustami. Nieczęsto otwieram, nie mówię, co myślę, lecz myślę, co powiedzieć. Wolę patrzeć, słuchać i w sobie, w środku zbierać, cieszyć się, martwić, zastanawiać, cobygdyby, adlaczego, ipococito. W dobrym towarzystwie myśl dzielić i rozbierać, zatrzymać się i analizować, wpuścić myśli na tę falę, na której wiesz i rozumiesz. Nadawać. Słowa mają moc; niektórzy wierzą, że jakiś bóg powiedział i się stało. Ja się trochę tego boję, a (...)
--- cały tekst ---
Bo w kapciach nie da się żyć. Nie umiem i nie zamierzam się tego uczyć. Wiesz przecież, że jak mnie tak już ze szczętem upapciujesz, to depresja, zgroza i nieszczęście. W kapciach.
To nie jest obuwie dla damy. Kobieta w szpilkach, botkach, kozaczkach albo balerinkach powinna chadzać. Albo boso, chyba najbardziej boso. A taka upapuciowana to już matka-polka, o niej już się mówi "moja stara".
Bo jak sobie to wyobrażasz? Do teatru - w kapciach? Do kina, kawiarni...nie da się. A biegać? Po prostu nie można. Zabierz więc te nieszczęsne paputy, zakop głęboko, utop, spal, zapomnij, że w ogóle przeszło Ci przez myśl. Ja jednak chyba boso przed siebie. Dogonisz?
