w porwanych pończochach gównianej poezji
ona
była zagubiona
ja
ganiałem gołębie
patrzyła w oczy
szybujące pod daszkiem
pijacki oddech
zniewalał wizjonerstwem
parzyłem w pary
równoległe światy
cieszyła się jak nikt
nie prosząc o azyl
stawiała piwo