13 lutego 2012

proza

szalaputka
szalaputka

MM

Życie toczyło się swoim zwykłym rytmem. Dom , praca , spotkania z przyjaciółmi , wspaniały urlop…I nadeszła jesień , piękna , złota jesień. A z nią , w piątkowy ranek wynik badania. Najpierw niedowierzanie , pustka w głowie , zaprzeczenie. I strach , wszechobecny strach.
                              
                                   Od dwóch lat jestem pacjentką onkologiczną. Świadomość tej sytuacji z jednej strony nadal mnie przeraża , wręcz paraliżuje. Ale jednocześnie wyzwala we mnie energię , aktywność. Patrzę na chorobę , jak na kolejną rolę społeczną w swoim życiu. Rolę , z której wynikają określone zadania. Jednym z nich jest potrzeba podzielenia się refleksjami na temat choroby i ukazanie jej z perspektywy pacjenta.   
                                    Życie człowieka jest procesem zmian. Od narodzin do śmierci , od młodości do starości. Cierpienie i choroba stawiają przed człowiekiem zadanie przekroczenia samego siebie. Każdy chory musi odbyć swoistą podróż między dwoma miejscami – zdrowiem i chorobą. I tylko od niego zależy , z jakiej mapy skorzysta , czy wybierze właściwy kompas , czy „wewnętrzny gps” wskaże właściwy kierunek? Psychika człowieka ma potężną moc. Ale trzeba wiedzieć , gdzie się ta energia znajduje. Może w rodzinie , może w przyjaźni albo w wierze , w pracy , w marzeniach?
W chorobie człowiek poznaje siebie w nowym wymiarze , w takim , jakiego dotąd nie znał. I zarazem poznaje inny wymiar choroby. Najczęściej kojarzy się ona wyłącznie z negatywnymi skutkami. Do najczęściej wskazywanych należą niewątpliwie wszelkiego rodzaju ograniczenia( np. w wykonywaniu pracy , spędzaniu czasu wolnego , w kontaktach towarzyskich , w wydatkach) . Choroba dokonuje też w życiu człowieka wiele zmian. Z jednej strony są to zmiany relacji społecznych , zmiany planów krótko- i długoterminowych , ale przede wszystkim są to zmiany hierarchii celów i wartości. Jeżeli dołączy się do tego różnego rodzaju zaburzenia rytmu dnia , komunikowania w rodzinie , bezradność , zmęczenie , poczucie bezsensu  życia – to istotnie choroba będzie sytuacją bez wyjścia.
                                   Można jednak  postrzegać  ją inaczej. Choroba daje człowiekowi wolność. Związana jest z nią selektywność tego , co w życiu najważniejsze. Pozwala ona jednostce określić nowy cel w życiu , zwiększyć bliskość relacji międzyludzkich , uzyskać wsparcie ze strony innych , nabrać dystansu do wielu spraw. Wówczas choroba staje się darem. Na ten pozytywny jej wymiar składa się jednak wiele uwarunkowań. Jednym z nich są potrzeby i emocje chorych.
                                Rozwój psychiczny człowieka jest ściśle związany z rozwojem potrzeb. Pierwszy , „najniższy” etap ich ewolucyjnego rozwoju to poziom potrzeb biologicznych (jedzenia , picia , snu , ogólnego komfortu fizycznego tj. braku dolegliwości somatycznych). Cechą charakterystyczną tego okresu jest także potrzeba bezpieczeństwa , zwłaszcza opieki , stabilizacji warunków życiowych.
W miarę wzrastania człowiek wkracza w etap następny , który charakteryzują dwie główne potrzeby: potrzeba poczucia własnej wartości i potrzeba utrzymywania dobrych kontaktów społecznych. Zarówno pierwszy , jak i drugi etap maja jedna cechę wspólną , którą jest egocentryzm , czyli traktowanie własnej osoby jako głównego punktu odniesienia we wszystkich relacjach z otoczeniem. W sytuacji choroby nie można zachowywać się egocentrycznie , egoistycznie. Choroba nie zwalnia pacjenta z okazywania braku życzliwości , szacunku innym osobom. Chory nie może być ukierunkowany jedynie na otrzymywanie wsparcia i pomocy. Musi też umieć dawać , dzielić się z innymi swoimi przeżyciami , troskami. Wymagają tego podstawowe normy współżycia społecznego i nie ma znaczenia , czy pojawiają się one w sytuacji normalnej czy trudnej.
                                 Najwyższym poziomem rozwoju , osiąganym w okresie dojrzałości psychicznej , jest postawa hetero centryczna , wyrażająca się umiejętnością spojrzenia z dystansu na swoje problemy i „ ustawienia w szeregu” wspólnie z innymi ludźmi. Każda potrzeba – niezależnie od etapu rozwoju , na którym się człowiek znajduje – powoduje określone reakcje uczuciowe , będące odpowiedzią na jej zaspokojenie (pojawia się wówczas zadowolenie , przyjemność , radość) lub brak zaspokojenia ( przykrość , gniew , smutek , złość). Należy jednak dodać , że człowiek dojrzewając  , nie wyrzeka się potrzeb „niższego” etapu. Na przykład , przyjemność wypicia szklanki zimnej wody w upalny dzień jest tak samo realna u dziecka , jak u osoby dorosłej.
                                Sytuacja choroby nowotworowej przeważnie zmienia w sposób istotny dotychczasową hierarchię potrzeb. Zmiany te są zależne od wieku chorego , od etapu choroby. Sytuacja choroby nowotworowej wywołuje silny lęk. To uczucie wywołane jest niepewnością , poczuciem zagrożenia , utratą tak ogromnej wartością , jaką jest zdrowie. Dodatkowo lęk bywa wzmocniony przez rozbudowaną wyobraźnię , przez informacje z medycznych i pozamedycznych źródeł.
                                 Ten sam lęk może spełniać też funkcje pozytywne , ostrzegać przed niebezpieczeństwem , motywować do badania się , do podjęcia leczenia. Ważne jest , aby nauczyć się lęk oswajać. Małymi etapami , wytyczając sobie nieodległe cele staje się chory bardziej spokojny , bezpieczny. Zazwyczaj też lęk zmniejsza się z chwilą podjęcia leczenia. W momencie , gdy zostały podjęte działania mające na celu usunięcie choroby , ukazują się inne potrzeby: potrzeba fizycznego komfortu( związana z osłabieniem , zmęczeniem) , potrzeba akceptacji (np. po ubocznych skutkach chemioterapii) , potrzeba samowystarczalności czy potrzeba wsparcia.
                             O chorobie nowotworowej najczęściej mówi się w czasie przeszłym („pomogło mi to…” , „walczył z tym…”). Pacjent chce myśleć o sobie jako o człowieku zdrowym , chce zapomnieć o przykrych doznaniach. Należy odważyć się mówić o chorobie nowotworowej w czasie teraźniejszym. Pomaga się tym samym innym chorym , a także stosuje się swoistą terapię względem samego siebie. Niektórzy pacjenci w tej „teraźniejszości” podejmują działania społeczne , piszą wspomnienia , są aktywni w stowarzyszeniach , szkołach dla pacjentów.
Jest też część pacjentów , która próbuje zapomnieć o chorobie. Nie chce spotykać się z innymi pacjentami , unika rozmów na ten temat , udaje , że choroby nie ma. Jednak te osoby nie potrafią na ogół długo tak funkcjonować.
                              Na pozytywny wymiar choroby wpływa również rodzina , przyjaciele , znajomi , którzy są bezcennym źródłem wsparcia. Człowiek jest istota społeczną. Brzmi to jak slogan , jednak stwierdzenie to nabiera szczególnego zabarwienia w sytuacji choroby. Właśnie te osoby w sposób istotny przyczyniają się do przywrócenia równowagi psychicznej chorego , stanowią dla niego źródło siły i zwiększają motywację do walki z chorobą. W wielu przypadkach bliskie osoby postanawiają „chorować” z pacjentem. Z drugiej zaś strony rodzina jest zagubiona , bezradna , z trudem radząca sobie z sytuacją. Ważne jest , aby umieć w tych chwilach rozmawiać ze sobą , wspierać się nawzajem. Płaszczyzna tych wzajemnych relacji jest bardzo różna. Inaczej przecież przeżywają chorobę rodzice , gdy choruje dziecko( i to niezależnie ile ma ono lat) , inne są relacje z żoną , mężem i wreszcie całkiem odmienne , a zarazem najtrudniejsze – z dzieckiem. Jest ono przecież uczestnikiem i bacznym obserwatorem całej sytuacji choroby rodzica. Jednocześnie dziecko jest bardzo wymagającym partnerem interakcji. Trudnym zadaniem dla chorego jest wówczas utrzymanie pewnej stabilności emocjonalnej , ukrywanie przed dzieckiem lęku , smutku , łez. Dzieci przecież tak łatwo odczytują niewerbalne przekazy uczuć i zachowań.
                              Rodzina jest naturalnym środowiskiem człowieka i formy wsparcia w niej też są naturalne. Są jednak w życiu każdego człowieka inne osoby – przyjaciele , znajomi , koleżanki , koledzy. Dla nich choroba kogoś z ich kręgu też jest sytuacją trudną. W tej sytuacji przyjaźń nabiera innych barw. W chorobie , sytuacji traumatycznej , następuje najważniejszy egzamin z przyjaźni. Nie wszyscy go zdają. Czasami ta sytuacja przerasta przyjaciół. Nie wiedzą , jak się w danej chwili zachować , boją się , nie chcą sprawić choremu przykrości słowem , gestem. Wobec tego wycofują się. A przecież wystarczy traktować osobę chorą normalnie , jak dotychczas. Przecież to nadal jest ta sama koleżanka , ten sam przyjaciel.
Przyjaźń to relacja „dwukierunkowa”. Wymaga aktywności zarówno „dawcy” , jak i „biorcy” przyjaźni.
                          Pacjent onkologiczny może również liczyć na wsparcie wielu innych osób bezpośrednio zaangażowanych w jego sytuację – lekarzy , pielęgniarek , personelu medycznego. Ich wiedza , umiejętności sprawiają , że wiara w wyzdrowienie staje się bardziej dojrzała. Dzięki doświadczeniu zawodowemu onkologów , sprawnym rękom chirurgów, życzliwości pielęgniarek , odkryciom i zastosowaniu nowych leków i sposobów leczenia wielu chorych odnajduje sens i cel życia.
                              Choroba nowotworowa jest chorobą przewlekłą. Wymaga więc czasu. I to właśnie czas dla pacjenta onkologicznego staje się ( paradoksalnie) wartością. Artur Conan Doyle stwierdził , że nawet tak prosta czynność , jak gotowanie jajek wymaga skupienia i uświadomienia sobie roli , jaką w życiu odgrywa czas. W sytuacji choroby nowotworowej czas nabiera wyraźniejszego niż zazwyczaj znaczenia. Czasu wymaga oczekiwanie na wizyty u lekarza , na wyniki badań. Podanie kroplówki , naświetlania , prześwietlenia też trwają określony czas. Po tych zabiegach chory musi mieć czas dla siebie , na odpoczynek , na czynności pielęgnacyjne , sen. Poza obszarem bezpośrednio związanym z procesem leczenia i poprawa jakości życia chorego , musi on znaleźć czas dla bliskich , przyjaciół. Chociaż kilkuminutowa rozmowa telefoniczna , krótka wizyta czy napisanie wiadomości mailowej też wymaga czasu.
Benjamin Franklin radził: „ Jeśli kochasz życie , nie trać czasu , bo z czasu składa się z życie”. Pacjent onkologiczny szczególnie ceni czas. Wie , że nie może zbyt wielu rzeczy , spraw odkładać „na później”. Nie może odłożyć terapii , leków , ale też i swoich planów , celów , perspektyw na zbyt odległy czas.
                                   Doświadczanie choroby nowotworowej uświadamia również człowiekowi nową hierarchię wartości. Osobom chorym po prostu szkoda czasu na rzeczy błahe , z ich punktu widzenia nieistotne. Szkoda czasu na kłótnie , niesnaski , konflikty.
Życie jest przecież takie krótkie i kruche. Człowiek tak często przypisuje sobie w nim zbyt dużą rolę. A przecież jesteśmy na tym świecie tylko „ na trochę” , „na chwilę”.

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się