Zmiana sposobu prezentacji
Wczoraj, czyli kruszenie wiotkości
Pamiętam dzień, w którym zobaczyłem ją pierwszy raz. Było lato. Stała pod klubem, ze spuszczoną głową, bardzo niepewna siebie, zagubiona. Zupełnie jakby znalazła się w miejscu, które nie do końca jej odpowiada. Była taka młodziutka, pewnie pierwszy raz wyrwała się z domu w inne miejsce, niż szkoła lub rodzina.
I była piękna. Boże, jaka ona była piękna! Pewnie dla całego świata była po prostu ładna i zgrabna, dla mnie była zjawiskiem. Piękne, ciemne i ciepłe oczy, lekko falowane włosy i zniewalający uśmiech. Nigdy wcześniej niczyj uśmiech nie przykuwał tak mojej uwagi. Świat wokół zniknął. Nie pamiętam z kim była, nie pamiętam z kim ja byłem, pamiętam tylko ją opartą o ten murek i uczucie, że wszystko inne straciło znaczenie.
Byłem bardzo nieśmiałym chłopakiem, tym bardziej zadziwił mnie fakt, że dwie godziny później poznałem jej imię i zamieniłem kilka słów. O czym, jak to się stało, nie pamiętam.
Następnego dnia czekałem na autobus, by odwiedzić ją w domu. Zaprosiła mnie na herbatę, co było czymś niewyobrażalnym. Nie wierzyłem, że ktoś tak piękny jak ona może się mną zainteresować. Owszem, dziewczyny się mną interesowały, ale ona? Ona była jak z bajki, jakkolwiek banalnie to zabrzmi. Zabrałem ze sobą kumpla, tak bardzo bałem się jechać sam.
Usiedliśmy we troje w kuchni, ona parzyła herbatę, wyciągała z szafki jakieś ciasteczka, a myśmy śmiali (...)
--- cały tekst ---
Głodny lisek - bajka dla dzieci :)
Lisek Hubercik dreptał przez las swoją ulubioną ścieżką. Tym razem jednak miał bardzo zły humor, bo jego brzuszek był pusty, a on nie mógł znaleźć nic do jedzenia. Biegał, węszył, zaglądał do norek i wszystkich dziur jakie napotkał. Jeśli poczuł jakiś zapach, jego łapki natychmiast zaczynały kopać. Niestety, ciągle kończyło się to tak samo, wszędzie było pusto.
- „Ach!” - Myślał lisek.” - Gdybym był dzikiem, to zjadłbym te wszystkie żołędzie jakie tu leżą. Albo sarną, tyle tu trawy i świeżych listków. Te zwierzęta zawsze są najedzone. A ja? Dla mnie dzisiaj nie ma nic!”
Gdy tak rozpaczał w myślach, na skraju lasu zobaczył psa. W pierwszej chwili się go przestraszył, więc szybko pobiegł za najbliższe drzewo. Po minucie zaczął jednak się zastanawiać jak pies tutaj przywędrował?. Przecież te zwierzęta mieszkają z ludźmi, same po lesie nie chodzą, tylko zawsze z kimś na takim długim, dziwnym sznurku.
- „Hmm. Mieszkają z ludźmi!” - Zaczął kombinować Hubercik. - „A ludzie zawsze mają coś do jedzenia. Ten piesek jest mały, nie wygląda groźnie, może go zaczępię?”
Kiedy lisek pokonał już strach, wyszedł po cichutku zza drzewa i podreptał do kundelka.
- Piesku, witaj – zaczął. - Skąd się tutaj wziąłeś?
- Ojej! Lis! A mówił mi kot, żebym do lasu sam nie chodził! - Przestraszył się piesek i już miał zamiar uciekać, kiedy lisek (...)
--- cały tekst ---
W ruchu jedynie sens i harmonia
Zrobić zdjęcie dziecku, to tak jak zrobić zdjęcie latającej pszczole, albo jeszcze trudniej. Ustawiasz, zagadujesz, próbujesz skupić dziecka uwagę na czymś konkretnym, tak by choć przez chwilę znieruchomiało, zapomniało o przemożnej potrzebie bycia w ciagłym ruchu i aby dało szansę migawce, szybkiej przecież. Szybszej może nawet, niż samo dziecko. Ale wystarczy ułamek sekundy, mikroskopijny przedział czasowy i migawka okazuje się zbyt wolna, dziecko znika lub rozmazuje się, rozpływa na obrazie i po drugiej stronie aparatu można tylko zajęczęć z zawodu. Tylko tyle. Tak jakby zatrzymanie ruchu było dla dziecka niewyobrażalnie nie na miejscu, jakby było grzechem wobec życia, które przecież wciąż płynie, przemieszcza się, porusza. Nawet w pozornym spokoju obłoku rodzi się dramat przyszłej burzy, w nieruchomym z pozoru kapeluszu grzyba zachodzą chemiczne reakcje, liście drzew nie zatrzymują się w rozrastaniu. Ruch jest wszędzie, bezruch jest śmiercią. Nawet nie smiercią, bo i w śmierci są pewne ruchy. Bezruch jest zaprzeczeniem naszego świata, naszego kosmosu, jest światem równoległym, w którym wszystko jest na odwrót. Wszystko tam stoi, nic się nie porusza i nic się nie zmienia. Dzieci to wiedzą i dlatego wciąż pędzą we wszystkie możliwe kierunki, jak cząsteczki materii, która tworzy wszystko. Dzieci wiedzą, że zaprzestanie ruchu jest zdradą naszego Wszechświata. Być może wiedzą też, że (...)
--- cały tekst ---
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć Edmundzie, że zabrał ci wszystko?
-
Byłem tam. Byłem tam pięć lat temu. Czy ty wiesz co oni robią? Nie tyle
co, ale jak? - Starszy mężczyzna pochylał się nad stertą papierów,
gorączkowo je przerzucając. - Jak mogłem tego nie zauważyć?
- Mogłeś. Widocznie mogłeś.
-
Żebyś ty zobaczyła co ci Chińczycy robią z dolarami! Głaszczą je,
chowają w takich pudełeczkach i codziennie wyciągają, liczą i znowu
głaszczą. Przeglądają całe zapasy, trzymają je pod słońce, mrużą oczy,
szeleszczą cichutko pod nosem jakby wszystko każdego dnia od nowa
czytali, jakby przeglądali każdy punkcik druku na banknocie, czy jakiś
może się nie zabrudził, albo nie wypadł. Patrzą czy banknot nie zmienił
koloru, czy się nie urwał róg, czy nie zagiął. Ty wiesz z jaką miłością
oni prasują te dolary? Durny byłem. Myślałem, że są głupi, że zachowują
się jak dzieci, które nigdy nie widziały dolara. Teraz już rozumiem,
oni głaszcząc te dolary, głaskali swoje życie, głaskali swoją rodzinę,
swoje marzenia, swoją przyszłość, swoje sny o spokoju i potędze,
głaskali swoją miłość do ojczyzny, do swojej historii, oni w tym
głaskaniu wyrażali wszystko co najpiękniejsze i najpotężniejsze
zarazem. Każdy z nich jest jak kropla wody, która miesiącami i latami
kapie na (...)
--- cały tekst ---
Tak wiem, wiem! Miałaś rację, nigdy niczego nie napiszę! Nie stworzę baśni, historii prawdziwej, ani wyciskacza łez. Ta jedna rzecz wyszła Ci idealnie, wpędzenie mnie w bezmiar niewiary i podporządkowanie się losowi, który jest zbyt okrutny, bym mógł go pojąć. Nawet nie tyle pojąć, co odnaleźć w nim sens. Zrozumieć po co komu słowa, kiedy nie potrafi odpowiednio ich użyć.
Patrzysz teraz ze zdjęcia tymi swoimi oczami żmii. Syk wyciska ci się z ust tak obrazowo, że wręcz słyszę go nawet teraz, mimo upływu lat. Niewiele się zmieniłaś, wciąż kretyńsko wyginasz się do zdjęć, wykrzywiasz usta jakby cię coś od środka bolało i udajesz boginię seksu. Jak ten Facebook pozwala odnaleźć ludzi i przypomina o porażkach.
Nie no, seksik spoko, nie mam zastrzeżeń. To jest akurat twoja życiowa rola. Od przodu, od tyłu, z boku, na stojaka, w samochodzie, w lesie, w windzie, kamasutra na całego. Do buzi brałaś jak ta lala, nawet w tyłek dałaś sobie wcisnąć. Ale po jaką cholerę bredziłaś mi te bzdety o rodzinie? Że to niby Antoś miałby być spełnieniem ciebie, jako kobiety. Kurwa, jaki ja byłem durny! Przez rok łykałaś w tajemnicy tabletki i ściemniałaś, że nie możesz zajść! A ja, jak ten palant zapieprzałem Pks – em 40 kilometrów po dwunastu godzinach pracy, by cię wziąć od tyłu w drzwiach sypialni i czekać aż urodzisz mi syna. Jakiż ja zakochany byłem, Wokulski może się schować przy moich (...)
--- cały tekst ---
"Wszelkie
podobieństwa do Celiny, którą większość z Was zapewne zna, są nie tylko
nie przypadkowe, ale wręcz zamierzone. Kto Celiny jednak nie poznał,
chętnie posłużę mu pomocą."
Kiedy ją poznałem miała
ledwie siedemnaście lat. Nie lubiła mężczyzn, chłopaków traktowała
ambiwalentnie, kobiety natomiast uważała za podłe żmije, nie chciała
mieć z nimi nic wspólnego. Trudno było ją zrozumieć, właściwie wydawało
się, że wystarcza jej, jej własne towarzystwo i stary, zaniedbany
kocur, który czasem kręcił się koło jej domu. Karmiła go, wyrywała
kleszcze i głaskała godzinami. Zdawało mi się czasem, że nawet z nim
rozmawia, opowiada mu coś czule, patrzy w oczy jakby czekała na
odpowiedź. Dziwaczka. Tak ją postrzegałem, ale mimo to, czułem do niej
niezrozumiały pociąg. Nie, nie był to pociąg seksualny, z resztą sam
miałem wtedy niewiele więcej lat, niż ona, była to raczej chęć poznania
czegoś nowego, czegoś czego nie rozumiałem, a bardzo chciałem
zrozumieć. Zakradałem się więc w zagajnik, który otaczał jej stary,
poniemiecki dom i godzinami obserwowałem jak kręci się po podwórku.
Latem rozkładała koc w sadzie, zdejmowała dżinsy, haftowane, bodajże
lniane bluzki i rozkładała się jak kocica pod czereśnią. Leżała na
brzuchu, (...)
--- cały tekst ---
