Zmiana sposobu prezentacji

15 sierpnia 2011

proza

artur wirkus
artur wirkus

Coś zamiast snu...

I dziś znowu sen nie dopłynął oceanem mroku, a który to już raz zapowiadało się tak cieplutko, sennie - nie pamięta. Ale to nie uwarunkowania natury organicznej, a jedynie czysta bezsilność. Więc siedzi w swojej mentalnej dziurze pijąc, jakąś importowaną kawę o smaku kokosu, choć to kawa syntetyczna na siłę można się przyzwyczaić do smaku, dziwny wymysł cywilizacyjnego postępu. Choć prawdę mówiąc nie czuje smaku, bo ma wypalone kubki smakowe, a tak mają podobno wszyscy palacze, ale nie wie o tym, a ja mówię tylko w ramach wyjaśnień. A lubi tytoń i to pod każdą postacią, choć to nie żaden przysmak godny uwagi, a jedynie nałóg, który powinien dawno rzucić w diabły, ale prawdopodobnie w ten sposób odreagowuje swoją bezsilność. Choć jeste świadomy, że tytoń działa stymulująco na receptory zmysłu i przymusza o ból głowy i jest kac, bardziej moralny niż natury fizycznej. A wolałby być alkoholikiem, bo oni, bynajmniej nie mają takich dylematów natury egzystencjalnej, ale pali i tego nie ukrywa, choć się wstydzi, że taka używka a brak samokontroli. Więc stanął na balkonie i czeka, choć już nie można wierzyć, że ktoś przyjdzie. Jakże boli bezsilność, choć na dobrą sprawę nie wpuszcza do swego świata już nikogo. Nie martwi go, że w pewnym stopniu zdziczał, że dobrowolnie odtrącił się w najdalszą część psychiki, że jest dysydentem, a nawet odmieńcem - cóż taka już może karma, czy coś w (...)

--- cały tekst ---

14 sierpnia 2011

proza

artur wirkus
artur wirkus

Czy miałoby to znaczenie?

Nie wiem, gdzie wyznaczyć tą granicę. Czy czas jest czymś więcej niż tylko marnowaniem tlenu lub chronologiczną  grą wstępną wskazówek. Ale wbrew wszystkiemu niewątpliwie odczuwa braki jej osoby. Gołym okiem dostrzec można lepką
konsystencję wszechogarniającej pustki, która zakorzeniona jest głębiej od wartości chrześcijańskich w katolickim społeczeństwie. Jeszcze niedawno był jednym z tych uduchowionych mistyków próżności, a teraz jedyną modlitwę, jaką zna to zapomnienie. Jeśli Bóg rzeczywiście jest miłością, to w  nim na pewno drzemie szatan – choćby na zasadzie sprzeczności osobistych. Szatan, diabeł, antychryst, po prostu wynaturzone zło, ale nie te z barwnych biblijnych opowieści tylko te skondensowane z najgłębszych czeluści świadomości, bo niewątpliwie był grzesznym chłopcem. A od kiedy zaczynał wypowiadać i rozumieć własne słowa, to karmiono go zawsze codziennością, aby wyrósł na "człowieka", choć żadnych różnic nie wyczuł między byciem człowiekiem, czy być bardziej uczłowieczonym. Niewątpliwie brak  motywacji sprowadza wszystko do roli padliny, ale można wnioskować, że nie łapie się za słowa, by nie ograniczać się monologiem własnych doświadczeń.

     Miał notes zapisany jej słowami, choć to były tylko wzajemne sms'y, tak zwana namiętność w intelektualnej pigułce szybkiego reagowania, to był "boski palec" ich podróży poza (...)

--- cały tekst ---

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się