Zmiana sposobu prezentacji
Przesycony pastelowymi barwami świat nagle znika i znów przed sobą mam poczciwą, hebanową komodę. Nawet teraz, dopiero co wybudzona ze snu, jestem w stanie dostrzec, jak bardzo bliska jest ona swojego końca. Tylna nóżka nie jest już w stanie utrzymywać ciężaru babcinych książek kucharskich, a pierwotny czarny kolor dawno zamienił się w ledwo dostrzegalną szarość. Smutne, zawsze miałam dziwny nawyk przywiązywania się do rzeczy martwych i potem, gdy ni stąd, ni zowąd się psuły, byłam zawiedziona. Chciałam wierzyć, że jeśli nie istoty ludzkie, to chociaż im ofiarowane jest życie wieczne.
Spoglądam w róg lustra, dostrzegam fotografię, którą przyczepiłam już tam jakiś czas temu. Ulotny moment uchwycony w kliszy aparatu. Tuż przy nim na nocnej szafce leży notatnik obkuty w niebieskie płótno. Biorę go do ręki i dostrzegam, że miejscami jest już ono przedarte.
Mamusiu, dlaczego mnie nie kochasz?
Wertuję kartki. To już rok, odkąd postawiłam sobie to pytanie i wciąż nie mam na nie odpowiedzi. Przy każdej nowej dacie widnieje tylko to jedno, jedyne zdanie.
Kulę się w sobie. Dotkliwie czuję jak turkusowa ściana zatrzymuje mnie, przed dalszym upadkiem. Sięgam po długopis i dopisuję kolejna datę. 14 pazdziernika 2010 rok.
Mocno, uporczywie przyciskam stalówkę do palców. Niemalże przyrasta mi do skóry, co w późniejszym czasie jest efektem licznych odcisków, ale teraz tego nie (...)
--- cały tekst ---
Włożył rękę do kieszeni, spuszczając wzrok.
- Jest źle - powiedział cicho.
Jest źle. Chcąc nie chcąc. Musiała mu to przyznać. Cholerny mądraliński. Zawsze
miał rację.
Nie sposób było dyskutować z suchymi faktami. Rzeczywistość pukała do drzwi za
każdym razem tak donośnie, że wybudziłaby ze snu nawet najzagorzalej
pochrapującego starca.
Dziewczyna również nie potrafiła spojrzeć mu w oczy, to jej wina. To zawsze
jest jej wina. Tego jednego w życiu zdołała się nauczyć.
***
Rodzice zawsze mi powtarzali, że człowiek strachliwy, to człowiek wiecznie
uciekający przed życiem. Przed problemami, które wcale, ot tak nagle, nie
znikają, po prostu odsuwają się na bok, zaszywają w ciemnym gąszczu wśród
krzewów jeżyn, sprawiając nieraz, że dziewczęce podkolanówki zostają
podziurawione. I gdy po raz pierwszy, od wielu lat, spojrzysz w niebo, ujrzysz…
krople deszczu. Najpierw pojedynczy odgłos, która zaklina ciszę. I nic, poza
twoim sercem, nie jest takie same… Zmartwienia się mnożą z każdą kolejną
cząsteczką wody, przyczyniającą się do powstania ulewy. Deszczu niemocy w
podejmowaniu decyzji.
Przed problemami nie uciekniesz, możesz je chwilowo (...)
--- cały tekst ---
