Zmiana sposobu prezentacji
Piotr podniósł się z trudnością i rozejrzał wokół siebie nieprzytomnie wzrokiem człowieka, który się właśnie obudził. Tak też było w istocie, jednak miejsce i sposób przebudzenia było raczej niezwykłe. Mężczyzna z dużymi problemami zwlókł się bowiem z asfaltu na samym środku skrzyżowania, które dodatkowo blokował jego rower i śpiący w najlepsze stary pies. Pobudki dokonał zaś klakson samochodu, którego kierowca i teraz raz po raz trąbił, jakby przymuszając Piotra do szybszego opuszczenia skrzyżowania.
– Alina? – zapytał bełkotliwie przejeżdżającej rowerem kobiety. – Czego oni ode mnie, cholera, chcą? Leżałem sobie spokojnie i nikomu nic nie robiłem, a ten mnie tym klaksonem, pieprzony…
Nie uzyskał jednak żadnego wyjaśnienia swojej krzywdy, toteż zgrabał się w końcu ze skrzyżowania z psem i rowerem, a kilka samochodów, którym zablokował przejazd, mogło pojechać dalej. Po chwili rozeszli się również gapie, obserwujący z pobocza całe zamieszanie.
Bo też nie było to dla okolicznych mieszkańców wydarzenie szczególnie wyjątkowe. Budzenie się Piotra Kamiony, jak sam siebie nazwał, w różnych, najmniej spodziewanych, miejscach stało się już lokalną tradycją oraz atrakcją. Stawiano nawet zakłady, „gdzie się obudzi Kamiona” następnego dnia. A on jakby świadomie jeszcze atmosferę podgrzewał. Kiedyś wytoczył się z konfesjonału podczas niedzielnej mszy i (...)
--- cały tekst ---
Niewiele postaci w polskiej historii spotkało się z równie niesprawiedliwą oceną co Balladyna. Jad oszczerstw lał się na jej biedną głowę ze wszystkich stron. Niechlubny prym w tym smutnym procederze wiódł dziejopis rodzimy – niejaki Julek Słowacki, który więcej inwektyw rzucił na nieszczęsną Balladynę, niż eksmarszałek polskiego parlamentu na rząd i bynajmniej nie były to retoryczne, niewinne pytania. Czas więc już najwyższy oczyścić Balladynę z niesłusznych zarzutów.
Była ona, jak powszechnie albo i nie powszechnie wiadomo, córką Wdowy. Ta kiedy kraj ogarnęła najgorsza z plag - dziura budżetowa, straciła dosłownie wszystko. Później już nie tylko zawodu uczciwego, ale nawet imienia przyzwoitego nie miała i w całej historii zaistniała jedynie pod mianem Wdowy. Przemiany ustrojowe sprawiły, że trudnić się poczęła żebractwem pod kruchtą, gdzie musiała rywalizować z miejscowymi darmozjadami, a nie takimi jak ona biedakami, oraz przybyszami z krajów wschodnich. W związku z nimi była narażona i na inne szykany – często, kiedy wieczorem dreptała poboczem gościńca w podartej, przykrótkiej sukienczynie, była zaczepiana bezczelnie przez przejeżdżających woźniców, którzy brali ją za oczekującą na klienta furmanówkę. Ciężko było w tych warunkach związać koniec z końcem, nie wspominając o początku, a nędza w chacie była taka, iż nawet Bieda za piecem (...)
--- cały tekst ---
