Zmiana sposobu prezentacji

3 lutego 2013

proza

El Sordo
El Sordo

Mistyka według Piotra Kamiony


Piotr podniósł się z trudnością i rozejrzał wokół siebie nieprzytomnie wzrokiem człowieka, który się właśnie obudził. Tak też było w istocie, jednak miejsce i sposób przebudzenia było raczej niezwykłe. Mężczyzna z dużymi problemami zwlókł się bowiem z asfaltu na samym środku skrzyżowania, które dodatkowo blokował jego rower i śpiący w najlepsze stary pies. Pobudki dokonał zaś klakson samochodu, którego kierowca i teraz raz po raz trąbił, jakby przymuszając Piotra do szybszego opuszczenia skrzyżowania.
– Alina? – zapytał bełkotliwie przejeżdżającej rowerem kobiety. – Czego oni ode mnie, cholera, chcą? Leżałem sobie spokojnie i nikomu nic nie robiłem, a ten mnie tym klaksonem, pieprzony…
Nie uzyskał jednak żadnego wyjaśnienia swojej krzywdy, toteż zgrabał się w końcu ze skrzyżowania z psem i rowerem, a kilka samochodów, którym zablokował przejazd, mogło pojechać dalej. Po chwili rozeszli się również gapie, obserwujący z pobocza całe zamieszanie.
Bo też nie było to dla okolicznych mieszkańców wydarzenie szczególnie wyjątkowe. Budzenie się Piotra Kamiony, jak sam siebie nazwał, w różnych, najmniej spodziewanych, miejscach stało się już lokalną tradycją oraz atrakcją. Stawiano nawet zakłady, „gdzie się obudzi Kamiona” następnego dnia. A on jakby świadomie jeszcze atmosferę podgrzewał. Kiedyś wytoczył się z konfesjonału podczas niedzielnej mszy i (...)

--- cały tekst ---

12 czerwca 2011

poezja

El Sordo
El Sordo

*** (wypędził kupców ze świątyni)

***
wypędził kupców ze świątyni
zdarł żebrakom fałszywe bandaże
złote monety świeciły jak słońca
na marmurze
gdy wychodził
obwołali go prorokiem
nawet we własnym domu
 
nazajutrz
uliczni sprzedawcy
robili świetny interes
na jego portretach

12 czerwca 2011

poezja

El Sordo
El Sordo

*** (to dziwne)

***
to dziwne,

ale tego dnia
nie zaszło nic niezwykłego
nie zginął piękny arcyksiążę
nie wybuchła wielka wojna
 
nawet
deszcz nie padał
tego dnia,
kiedy powiedziałaś,
że mnie kochasz

12 czerwca 2011

poezja

El Sordo
El Sordo

*** (po papierowej skórze)

***
po papierowej skórze
mojego dziecięcego pokoju
włochata tarantula
legiony robaków
prowadzi w szalonym tańcu
 
z otwartych ust
szafy
wylatują strzygi
i nietoperze
 
pomiędzy suchymi
żebrami
         kaloryfera
wiją się węże
 
i zimnym lękiem wieje…
od otwartej rany okna

18 maja 2011

proza

El Sordo
El Sordo

Obrona Balladyny

         Niewiele postaci w polskiej historii spotkało się z równie niesprawiedliwą oceną co Balladyna. Jad oszczerstw lał się na jej biedną głowę ze wszystkich stron. Niechlubny prym w tym smutnym procederze wiódł dziejopis rodzimy – niejaki Julek Słowacki, który więcej inwektyw rzucił na nieszczęsną Balladynę, niż eksmarszałek polskiego parlamentu na rząd i bynajmniej nie były to retoryczne, niewinne pytania. Czas więc już najwyższy oczyścić Balladynę z niesłusznych zarzutów.
          Była ona, jak powszechnie albo i nie powszechnie wiadomo, córką Wdowy. Ta kiedy kraj ogarnęła najgorsza z plag - dziura budżetowa, straciła dosłownie wszystko. Później już nie tylko zawodu uczciwego, ale nawet imienia przyzwoitego nie miała i w całej historii zaistniała jedynie pod mianem Wdowy. Przemiany ustrojowe sprawiły, że trudnić się poczęła żebractwem pod kruchtą, gdzie musiała rywalizować z miejscowymi darmozjadami, a nie takimi jak ona biedakami, oraz przybyszami z krajów wschodnich. W związku z nimi była narażona i na inne szykany – często, kiedy wieczorem dreptała poboczem gościńca w podartej, przykrótkiej sukienczynie, była zaczepiana bezczelnie przez przejeżdżających woźniców, którzy brali ją za oczekującą na klienta furmanówkę. Ciężko było w tych warunkach związać koniec z końcem, nie wspominając o początku, a nędza w chacie była taka, iż nawet Bieda za piecem (...)

--- cały tekst ---

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się