18 grudnia 2013

poezja

budleja
budleja

Nierozgrzeszona zagadka

Jak posąg - sztywny, pomimo wieku,
w twardej oprawie w gestach robota.
Wytrenowana twarz bez uśmiechu -
dla wielu zdrajca, lecz patriota
dla tych, co w Moskwie do dzisiaj w aktach
kryją religię sierpa i młota,
by rzeczywistość trwała zagadką.
 
Czy to możliwe tak służyć wiernie,
czy można tak, bezgranicznie kochać
nieludzkich katów z mroźnej scenerii,
którzy męczarnią zgładzili ojca?
Chyba, że wdarli się do korzeni
na oficerskiej szkółce w Riazaniu,
perfidnym stylem wprost na matrioszkę...
W Wojtka rodowód wtapiając Wanię,
ufundowali gieroja Klossa...
 
Za szkłem w gablocie złoto z platyną
zimne, nieczułe, jak sam właściciel
do końca pewien, że warto było
być władcą innych śmierci i życia.
Czystym sumieniem, błyszczeć - nietkniętym,
jak bluszcz trujący piąć się do władzy.
Przeklinać pamięć wraz z krwią Wyklętych,
w imię Lenina strzelać rozkazem.
 
W nicość przenosi płomień żywota,
ufarbowany krwią wielu rodzin...
Choć nasiąknięty bólem sierocym
pewny, że rozgrzeszenie nie grozi,
że nie zadusi własna zgryzota.
Kiedyś historia odrazę zrodzi
cięższą niż z orderami gablota.

alt art
18 grudnia 2013 o 13:21

do końca nigdy, co warto było..

zgłoś

budleja
18 grudnia 2013 o 13:47

w jego przypadku - na odwrót:)

zgłoś

Jaro
5 stycznia 2014 o 10:58

masz Ty potencjał strzelecki:):)

zgłoś

budleja
13 lutego 2014 o 23:06

ano tak mi się postrzelało :)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się