Zmiana sposobu prezentacji
Lekko pofalowana równina przecięta była po widnokrąg wijącą się drogą. Jasnożółte prostokąty pól na przemian z zielonymi łąkami układały się w szachownicę. Nad nimi wznosiło się błękitne niebo. Drogą szła Umianna. Bosymi stopami wzbijała wysoko do góry kłęby jasnobrązowego kurzu. Szła pod słońce nie widząc starego mężczyzny stojącego na wzniesieniu. Starzec opierał się o długi, masywny kostur. Jego biała broda układała się miękko na ciepłym brązie szaty związanej w pasie białym sznurem. Mężczyzna wytężał wzrok usiłując dojrzeć idącą postać.
Było cicho. Cicho i gorąco. W powietrzu unosił się zapach trawy. Gdzieś z wysoka dobiegał głos rozśpiewanego dźwięcznie małego ptaszka. Wisiał na niebie jak brązowa kropka i śpiewał. Śpiewał w zapamiętaniu, przyciągając uwagę idącej dziewczyny. Jej długie czarne włosy lśniły od potu. Na czole błyszczały kropelki drogocennego płynu. Umianna szła szybko, rozglądając się uważnie, wsłuchując się w śpiew ptaszka. Wyszła z domu o świcie, kiedy jeszcze nie było upału. Słońce wznosiło się przed nią coraz wyżej, jakby chciało swoją obecnością przekazać Umiannie, że jest z nią i będzie: do wieczora, do zachodu, do końca życia. Umianna zmierzała w stronę Starca. Wspięła się na wzgórze z widocznym wysiłkiem.
Witaj, powiedziała do mężczyzny z dobrze słyszalnym szacunkiem w (...)
--- cały tekst ---
„Granice mojego języka są granicami mojego świata.”
Ludwik Wittgenstein
Prolog
Śniło jej się, że umierała. Poprzedniego dnia wieczorem napisała list pożegnalny. Przepraszała, dziękowała, prosiła o wybaczenie i zrozumienie. Do tej pory nikt jej nie rozumiał, nikt nie wybaczył. Połknęła wszystkie tabletki, jakie miała pod ręką i zasnęła.
To był dobry sen. Pierwszy raz w życiu była szczęśliwa, umierając we śnie.
Obudziła się rano, zdziwiona, że jeszcze żyje. Podarła list pożegnalny. Cały dzień przeleżała w łóżku, półprzytomna, nie wiedząc, czy cieszyć się, czy smucić, bo żyła.
Nie umiała umrzeć.
KRAINA UM
1.
Kraina Um rozciąga się szeroko i daleko. Jak okiem sięgnąć widać łagodne, nie wysokie wzgórza, pokryte gdzieniegdzie kępami drzew, wśród których ukrywają się przed słońcem domostwa Umian. Powietrze przesycone wszystkimi zapachami łąk i pól, rozbrzmiewa śpiewem ptaków, radośnie witających każdy dzień. Po błękitnym niebie leniwie płyną białe obłoki, zbierając się wieczorem na nocny deszcz, zraszający ziemię ożywczą wilgocią. Czas odmierzają tu umiańskie słońce, księżyc i gwiazdy.
Naturalne granice krainy: góry, lasy, rzeka i morze, odgradzają ją, izolują, dając mieszkańcom poczucie niezbywalnego spokoju. (...)
--- cały tekst ---
