niebo błękitniało niemal codziennie
kuszone szeptami tuż przed i po
z gracją siadały gwiazdy
miękły poduszki i opuszki palców
nieśmiało błądziły poza granice nocy
wtedy wielobarwność miała smak
tęsknoty drżały dzwoneczki kwiatów
a wiatr podsycał ogień
w parasolkach było nam do twarzy
nawet w deszcz
skakaliśmy przez kałuże
jak dzieci a kalosze pełne wody
kaszlały przed kominkiem
z naparem ciepłej herbaty
a potem przyleciały kruki
dziobiąc oczy poezji
upadły cienie w ciszę
drzewom połamano gałęzie
i ktoś powiedział
bacz na księżyc
kiedy sięgasz po gwiazdy
niebo to jego królestwo
podoba mi się ten wiersz, taki prawdziwy...
zgłoś
Bo ja Panie Wojtku, muszę być mocna... Inaczej się popłaczę...
zgłoś
Jestem pod wrażeniem. Cudnie się czyta i zatrzymuje:))
zgłoś
Pani poezja jest dla mnie bardzo subtelnie kobieca. A zarazem mocna, jak dłoń Amazonki:)
zgłoś