domek z kart

mrużysz oczy jak kot
mrucząc o  zależnościach
a gdy głosisz zasadę dostosowania
i mycia rąk w razie potrzeby
maluję ci wąsy i okulary
na fotkach w gazecie

jestem  
gdzieś pośrodku drogi  
w odległym czasie i  miejscu
pomiedzy Rawenną a Toronto
minęły  się nasze stop klatki
słona woda zmyła z nich wszystko
co chciałeś utrwalić
są czyste  jak płótna
rozpostarte na sztalugach malarza
o dłoniach kolorowych od farby

nad brzegiem Ottawy
gdzie zachód miesza się  z winem
jest  taras  zaplątany w bluszczu
i drzwi zawsze otwarte
- tam ciepło i bezpiecznie

stateless
8 stycznia 2011 o 20:30

bardzo dobry wiersz, napisany płynnie i zgrabnie, bez zastrzeżeń:)pozdrawiam

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się