Zazdroszczę Wenus z obrazu Rubensa,
bez egzaltacji odsłania wypielęgnowane ciało,
od początku do końca wierne odbicie natury.
Nieskrępowane oczy błyszczą o wiele bardziej
niż świetlne refleksy wplątane w jedwabiste włosy,
lustro projektuje dobrze znaną twarz, przyciągając
śmiałe wejrzenia spoza płótna.
Odwrócona plecami chętnie wychodzi poza ramy
i nawet na chwilę nie spuszcza ze mnie wzroku,
genialnie czuje epokę, w której ascetyczna sylwetka
to alegoria śmierci a nie ucieleśniony dogmat.
A proustowska Albertyna symbolem nieosiągalnej pełni....(przyznaję bez bicia: znam tylko z drugiej ręki. Nie kocham aż tak bardzo literatury, żeby przebrnąć przez Prousta)
zgłoś
no i Albertynka gombrowiczowska..
zgłoś
I groby pobielane ; )
zgłoś
Dziękuję za czytanie i Wasze komentarze, w tym przywołane bohaterki na A. Pozdrawiam ciepło.
zgłoś