Zmiana sposobu prezentacji

20 września 2013

proza

jachcenajamajce
jachcenajamajce

Przedawkowana rzeczywistość (2)

 Ostatni dzwonek obwieszczający koniec lekcji na dziś. Wszystko szybko. Szybko pakuję książki do torby, szybko narzucam kurtkę, szybko biegnę na przystanek, równie szybko wpadam do autobusu. Lubię nim jeździć. Mogę przynajmniej poudawać, że mam jakiś cel, dokądś jadę, gdzieś mnie chcą i gdzieś chcę być. Ale ja uciekam z jednego miejsca do drugiego. Do jakiego? Do lepszego? Uciekam... nie wiem dokąd, nie wiem do czego, ani nie wiem w jakim celu. Może chcę po prostu uciec od siebie.
W autobusie siadam pod oknem, obserwuję innych ludzi. Ludzi takich jak ja, starszych, młodszych, ładniejszych lub nieco mniej zadbanych - ale równie zabieganych. Ludzi, którzy nie potrafią się zatrzymać, panicznie zerkają co chwilę na zegarek, paradoksalnie tracąc przez to czas.
Śmieję się z dzieciaka, który stoi obok i przy gwałtownym zakręcie autobusu siada niespodziewanie na kolana obcej kobiety.
Znowu dużo myślę, myślę ciągle. Jedna refleksja ściga drugą, choć paradoksalnie ciężko mi się skupić. Łatwo mnie wybić z rytmu życia. Łatwo rozdrażnić, łatwo załamać, to jak euforia, dotknięcie, namiastka piękna życia, po czym przywrócenie porządku, brutalne potrząśnięcie, przypomnienie o beznadziejności, martwego punktu, w którym się znajdujesz, jeśli wiesz o czym mówię. Realistyczne spojrzenie, ucieczka przed drastycznością. Mrzonki.
Mam tyle do powiedzenia, a tak lubię milczeć.

8 grudnia 2012

proza

jachcenajamajce
jachcenajamajce

Przedawkowana rzeczywistość (1)

 Nie lubię nocy. Boję się nocy. Wtedy wszystkie nieokiełznane myśli nabierają ostrości, wwiercając się w umysł. Myśli, z którymi nie mam odwagi zmierzyć się za dnia, myśli, które celowo i całkiem świadomie odkładam na bok pod przykrywką bzdurnych powinności, nieważnych i zadziwiających w swej prostocie obowiązków. Zapada zmrok. Jestem całkiem naga. Już bez przykrywki. Muszę toczyć bój z myślami, z którymi tak naprawdę boję się zmierzyć.
Może to dlatego zawsze spotykam się z Adrianem o zmierzchu? Tak, o zmierzchu, bo łatwiej znieść tę nicość, pustkę dnia codziennego, którą wypełnia przytłaczający nadmiar myśli.
Ale teraz Adriana nie ma.
Obracam się gwałtownie na drugi bok, opatulam szczelniej kołdrą. Przyciskam powieki, niemalże boleśnie, chcąc przyspieszyć w ten sposób sen. Sen, który nie nadchodzi. Nie zamierza nadejść.
Próbuję przechytrzyć własny umysł, skupiam się na przyjemnych sprawach. Układam plan dnia na jutro, chcę dostrzec pozytywy. Wymuszony uśmiech. Pozytywów zadziwiająco mało. Mniej. Najmniej. Męczące myśli nabrały na sile, przytłaczają mnie. Boli. O ile ból fizyczny można znieść lub dać mu się wykończyć od razu, na miejscu, o tyle ból psychiczny ma to do siebie, że zabija Cię po kawałeczku, każdego dnia trochę. Jest nie do zniesienia, a jednocześnie nie do zignorowania.
Przyciskam mocniej twarz do (...)

--- cały tekst ---

Bądź. Na odległość ust.

http://www.youtube.com/watch?v=0Mg2deSkgoE 




Utrzymywali kontakt w charakterze dobrych znajomych? 
"Może nie jesteśmy dla siebie stworzeni jako para, ale za to tak dobrze się dogadujemy". Drżenie głosu. Jego słowa. Moje tłumienie łez. Zaciskanie ust, żeby nie wybuchnąć. Nerwowe przełykanie śliny. Przymknięcie oczu. Niemal bolesne. Niema prośba: "Błagam, nie mów tego głośno, nie mów... Nie mów... Nie mów...". Powiedział. 
- Zostańmy przyjaciółmi.
Histerycznie niezrównoważony śmiech. Ironiczne uniesienie kącików. To takie banalne. Słowa niewypowiedziane, które parzą w język: "Nie dam rady, idioto. Nie dam rady tłumić pragnienia, by Cię przytulić. Nie dam rady stać obok Ciebie ze świadomością, że to koniec. Nie dam rady beztrosko śmiać się z wspólnych żartów. Nie dam rady mieć Cię obok siebie i wiedzieć, że nie jesteś już mój. Nie dam rady słuchać sielskich zwierzeń. Nie poradzę sobie bez figlarnych uśmiechów, kokieteryjnych spojrzeń, dotyków mających sto znaczeń. Nie nasycę się przyjacielskim podaniem ręki na przywitanie. Doskwiera mi Twój niedobór... Nie dam rady. SPÓJRZ, NIE DAJĘ RADY!". Tęskny wzrok. Wymowne wręcz milczenie. Napięcie między nami. Ciekawość, co knuje i czy naprawdę o to może mu chodzić, czego pragnie, co chce. 
- Pewnie. - Uśmiech. Przesiąknięty (...)

--- cały tekst ---

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się