Zmiana sposobu prezentacji
Bajka o Schecie i złotej rybce :)
Dawno, dawno temu żył sobie pewien stworek. Nazywał się Scheto
Schescholek. Scheto miał wiele zainteresowań. Jednym z nich było
wędkarstwo.
Pewnego dnia wybrał się na ryby wraz z dziadkiem i tatą. Gdy dziadek
Charles nie mógł sobie poradzi z wyciągnięciem ryby, na pomoc
przyszedł mu tata Scheta, Charlee.
W tym samym czasie gdy panowie walczyli z naprawdę wielką ryba, Scheto
złowił mała złotą rybkę. Tak się nią zachwycił, że postanowił
zabrać ja do domu i dać jej najpiękniejsze akwarium jakie widział,
ale złota rybka przemówiła ludzkim głosem:
- Wypuść mnie, a spełnię twoje najpiękniejsze marzenie.
Chłopiec zastanowił się chwilę, a potem rzekł:
- Chcę mieć sny - takie piękne jak ty.
Ponieważ Scheto był stworkiem, nie miewał snów. Zawsze zazdrościł
swoim rówieśnikom, że coś im się śni, kiedy opowiadali sobie
opowieści i wymyślali sobie różne historie, A ponieważ Scheto nie
miewał snów, a co za tym idzie nie miał wyobraźni, choć dużo
czytał - czul się źle. W te dni wracał ze szkoły czy z podwórka
smutny i rozczarowany, żalił się, że nic mu się nie śni. Tak
bardzo chciał mieć tak wspaniałe sny jakie miewają ludzie, że
propozycja rybki była dla niego jak los wygrany na loterii. A ponieważ
(...)
--- cały tekst ---
Zimny Duch rozdz. XXIV- Epilog
Gdy cała czwórka znów się spotkała, Klemens powiedział:
- Wykopali szczątki Eryki. Będzie nam teraz trudniej ją zniszczyć. Przeszedłem się po skarpie i znalazłem coś.
Podszedł do bariku i wyciągnął niewielki przedmiot, lecz nie od razu im go pokazał.
- Co pan znalazł? – zapytała dziewczyna.
- To ta moc ją tu przysłała. Jest to kamień, który Locha zakopała wraz z ciałem Eryki. Sprawił, że klątwa Ernesta i jej prośba się sprawdziła. No i wygląda jak wygląda. Ubierała się w ciepłe kolory, by zamaskować tę energię, jaką naprawdę wokół niej czuć.
- Możemy go zobaczyć? – zapytał Jarek.
- Jeszcze nie teraz. Michał weź go.
- Ja? – zdziwił się. – Dlaczego ja?
- Bo ty jedyny ją możesz zniszczyć.
- Próbowałem ją znaleźć, ale nie udało się.
- Dlatego musisz to wziąć. Kiedy położysz go na otwartej dłoni, ona sama cię znajdzie. Wtedy ją zniszczysz.
- Mam wbić jej pazury w brzuch? To jest niemożliwe. Niby jak tego mam dokonać? Nie widzieliście jej szponów.
- Odetniemy je sekatorem – rzekł Jarek patrząc na Agatę.
- Sekator prędzej się złamie niż odetniemy jej pazury – odparł.
- Dlatego też – kontynuował pan Orlelski – ty musisz tego dokonać. Złamiesz je gołymi rękoma.
- Że jak? – nie mógł uwierzyć własnym uszom. – Własnymi dłońmi? By je stracić?
- Musisz poświecić się dla (...)
--- cały tekst ---
Zimny Duch - Księga II - rozdz. XII - XXIII
Rozdział XII
Ten dzień był dokładnie przez Kamilę zaplanowany. Postanowiła, że najpierw spotka się z Klemensem Orlelskim, potem dokończy swoje dzieło, a wieczorem porozmawia z Michałem alias Kolwekotem.
Zadzwoniła do mieszkania Szelmana. Drzwi otworzyła wysoka, ruda dziewczyna.
- Dzień dobry. Zastałam pana Orlelskiego? – zapytała.
- Pan Szelman nie przyjmuje gości.
- Proszę mu powiedzieć, że przyszłam z ważną sprawą.
- Z ważną sprawą? Do pana Orlelskiego? Chyba żartujesz!
- Nie. Nie żartuję. Proszę mu powiedzieć, że przyszła…
Nie wiedziała, czy powiedzieć Najna Kamilska, czy Kamila Saher. Gdyby powiedziała Najna Kamilska, mężczyzna mógłby odprawić ją z kwitkiem, a gdyby zaanonsowała się jako Kamila Saher, to pewnie zostałaby potraktowana przez tę dziewczynę tak samo, jak przez te trzy, które spotkała pod skarpą. W normalnych warunkach nie przeszkadzałoby jej to, ale miała już serdecznie dość kłótni, więc powiedziała tylko:
- Pan Orlelski mnie oczekuje.
- Gdyby tak było, powiedziałby mi o tym.
- Kto przyszedł, Femo? – usłyszeli głos Szelmana.
- Poczekaj – powiedziała do niej ruda dziewczyna, zwana Femą i zamknęła drzwi.
Mimo wszystko słychać było ich rozmowę:
- Kto to był?
- Jakaś dziewczyna twierdzi, że pan ją oczkuje.
- Naprawdę? A kto to jest?
- Nie przedstawiła się.
- (...)
--- cały tekst ---
Zimny Duch - Księga II - rozdz. I- XI
KSIĘGA II
MISJA
Rozdział I
Znaleźli się na działce. Domek był niewielki, ale mieściło się wszystko, co potrzebne jest do przetrwania.
- No to opowiadajcie – powiedział Dorato – co takiego zrobiliście.
Opowiedzieli im historię od momentu, gdy siedzieli na ławce w parku. Nie mogli przecież powiedzieć, że przenieśli się w czasie, gdyż uznaliby to pewnie za coś podejrzanego, a teraz próbują się z tego w jakiś dziwny sposób wykręcić.
- A wy? Dlaczego zwialiście z domu? – zainteresował się Jarek.
- Zwialiście? Skąd wy jesteście? – spytała Melisa.
- Stąd… no to? Czemu uciekliście?
- Ja przez mojego ojca. Dla niego liczą się tylko euraki i władza. Nie liczy się ze zdaniem innych i nie podoba mu się to, że spotykam się z Doratem.
- A ja, bo miałem dość szkoły i tej całej paplaniny mojej rodzinki o nierealnych planach, że uda im się namówić mojego wuja, żeby nie był egoistą i podzielił się majątkiem. Zamiast zarabiać na tym euraki to sam żre to i nikogo nie częstuje. Nawet nie wiem, o co chodzi. Tyle tylko ile usłyszałem. Miałem dosyć tych kłótni. Ojciec najeżdżał na matkę, żeby coś z tym zrobiła, bo to w końcu jej brat, ale ona nic nie robiła.
- A wy? Czemu zwialiście? – zapytała Melisa przyjmując ich słownictwo.
- To długa historia. Los nas tu sprowadził – odpowiedział.
- Szukacie kogoś? (...)
--- cały tekst ---
Rozdział XXI
I Ania.
Był wspaniały dzień. Właśnie wróciłam z wakacji i postanowiłam, że najpierw się rozpakuję, a potem zacznę czytać książkę, którą wypożyczyłam od koleżanki. Weszłam do pokoju, zamknęłam drzwi i położyłam walizkę na swoim tapczanie. Po upływie dwóch godzin wszystkie moje rzeczy były na swoim miejscu.
Usadowiłam się wygodnie w fotelu i z wielkim entuzjazmem zaczęłam czytać książkę. Po przeczytaniu kilku stron, usłyszałam ciche stukanie do okna. Bardzo zdziwiona i trochę przestraszona podeszłam do okna i otworzyłam je, lecz gdy wyjrzałam nikogo tam nie było. Zapytałam:
- Czy jest tu ktoś?
Jednak na moje pytanie odpowiedziały tylko szumiące liście kołysane przez wiatr. Pomyślałam, więc, że to była na pewno moja wyobraźnia, a w okno nikt nie pukał. Bo któż mógłby wejść na trzecie piętro i zapukać do okna? Wróciłam, więc do przerwanej lektury, lecz myśl, że ktoś mógł być za oknem nie dawała mi spokoju.
- Może złodziej! – pomyślałam, ale zaraz odrzuciłam tę myśl, ponieważ któż by się chciał wkraść do mieszkania w „biały” dzień, a po drugie żaden człowiek nie zdążyłby tak szybko zejść i uciec. Gdy tak rozmyślałam, nagle coś zabłysło za oknem, podeszłam bliżej i zauważyłam bardzo dziwny przedmiot w kształcie kwadratu. (...)
--- cały tekst ---
Rozdział XVI
I Marzena.
Nie mogłam doczekać się tych wakacji. A kiedy w końcu nadeszły dowiedziałam się, że do babci pojedziemy tydzień później!!! Zawsze jeździliśmy w połowie lipca, a teraz mieliśmy jechać pod koniec! Nie mogłam w to uwierzyć.
W ostanie wakacje poznałam Jacka. Oczywiście, nikomu z rodziny, nic nie wspominałam. Zwłaszcza babci. Ona twierdzi, że nie ma już porządnych chłopaków, a ci mili są najgorsi. Nie mam pojęcia skąd te uprzedzenia.
Jacek był wspaniały. Poznałam go na plaży. Jego uśmiech sprawił, że cały mój świat zupełnie się zakręcił. Wynajmował pokój w bloku, naprzeciwko domu mojej babci, więc kiedy nie mogłam zasnąć patrzyłam w jego okno.
Spotykaliśmy się codziennie przez dwa tygodnie. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach, śmialiśmy się ze wspólnych żartów, miło spędzaliśmy czas. Wieczorami chodziliśmy po plaży, trzymając się za ręce. Pamiętam nasz ostatni wieczór. Miałam na sobie lekką, bladozieloną sukienkę zawiązywaną z tyłu na szyi i sięgającą do kolan, a on granatowe szorty. W rękach trzymaliśmy letnie sandałki. Szliśmy po plaży w milczeniu. Było chłodno, ale przyjemnie. Zatrzymaliśmy się. Upuściliśmy buty na piasek, chwycił mi dłoń, spojrzał głęboko w oczy, a ja powiedziałam:
- Jutro wyjeżdżam.
- Wiem – odparł.
Nie chciałam się z nim rozstawać tak szybko.
- Co (...)
--- cały tekst ---
Rozdział VIII
- Cześć – powiedziała, gdy otworzyły się drzwi.
- Cześć.
- Czy to ogłoszenie jest nadal aktualne? – wskazała na gazetę, którą trzymała w ręce.
- Tak. Wejdź. Jak się nazywasz?
- Magda Korbacz.
- Kasia Marsek – powiedziała podając jej rękę. – Pewnie chcesz obejrzeć mieszkanie?
- Tak.
- Będziemy mieszkać we trójkę – poinformowała ją, przechodząc do jednego z pokoi – to będzie twój pokój.
Był on niewielki, mieściło się łóżko, biurko, dwie szafki i pusty regał. Dla Magdy był idealny. Ściany były pomalowane na kolor ciemnopomarańczowy, meble zaś były ciemnożółte.
- Świetnie. Jest wszystko, co trzeba.
- Co studiujesz?
- Nic – odpowiedziała idąc za Kasią do kuchni. – Będę chodzić do tutejszego liceum. Jestem przyjęta, ale nie mam gdzie mieszkać. Hotele są tu strasznie drogie.
- Nie wyglądasz na licealistkę. Dałabym ci, co najmniej 20 lat.
- Wszyscy mi to mówią – roześmiała się oglądając łazienkę. Magda była niewysoką blondynką o lekko kręconych włosach. Nosiła buty na wysokim obcasie, co sprawiało wrażenie osoby o kilka centymetrów wyższej. Kasia – studentka politechniki, miała długie falowane, kasztanowe włosy, brązowe oczy i była bardzo wysoka.
- Pierwsza (...)
--- cały tekst ---
Z cyklu: "Wakacyjne opowieści"
Wspomnienia.
Mam
na imię Marta, kilka lat temu przeprowadziłam się z Obornik do Gdyni. Lubię
spędzać czas na świeżym powietrzu i poznawać ludzi.
W te wakacje miałam odwiedzić
wujka, którego nie widziałam od lat. Ucieszyła się, gdyż to była dobra okazja
do spotkania starych znajomych. Mimo, iż w Obornikach nie było mnie kilka lat, to
pamiętałam każdy szczegół tego osiedla. Bloki przy deptaku były ustawione
prostopadle do niego i równolegle do siebie. Prawie nic się tu nie zmieniło.
Tylko place zabaw, ale to w innej części tego osiedla.
Między, blokiem wuja, a
blokiem, w którym niegdyś mieszkałam, znajdowały się drzewa, za każdym razem
odgarniałyśmy spod nich mirabelki, które nazywaliśmy nijaberkami i bawiliśmy
się w dom. Nieopodal nich, nadal znajdowała się niewielka piaskownica, w której
odbywały się nasze rozmowy, spory i zabawy.
Chodziliśmy po drzewach
zrywając czerwone mirabelki, które rosły na górze, poza zasięgiem naszych rąk.
Za każdym razem pani Łańcuchowska, kiedy widziała nas na drzewie, wyzywała nas
i nie pozwalała nam po nich się wspinać. Ale my i tak robiliśmy (...)
--- cały tekst ---
Z cyklu: "Wakacyjne opowieści"
Życzliwość.
Mam na
imię Klaudia mieszkam na Osiedlu Leśnym w Obornikach. Dominikę znam z widzenia.
Moja historia zaczyna się od wizyty u koleżanki.
Był pochmurny dzień, lecz
mimo to postanowiłam odwiedzić Weronikę, która mieszka 2km ode mnie. Weszłam do
jej klatki i zobaczyłam, że na skrzynce leżały ulotki. Kiedy zabrałam jedną,
zauważyłam, że oprócz ulotek znajdowały się jakieś listy. Zabrałam je i
postanowiłam oddać je adresatowi.
Gdy
dotarłam na górę, zapukałam do drzwi, ale nikt nie odpowiadał. Zapukałam
jeszcze raz, a one lekko się uchyliły. Chociaż nieproszona, weszłam do środka.
Mieszkanie było małe i
zagracone. Panował w nim chaos. Słychać było głośną pracę odkurzacza. Nie chcąc
przeszkadzać, położyłam listy na szafce i już chciałam odjeść, kiedy odkurzacz
umilkł.
- Dzień dobry –
przywitałam się i wyjaśniłam cel mojej wizyty.
Kiedy kobieta, która
wówczas schylając się podnosiła jakieś przedmioty, wyprostowała się,
zaniemówiłam.
Była wysoka i szczupła. Z
początku sadziłam, że ma na sobie ciemnozielone rękawiczki, (...)
--- cały tekst ---
Z cyklu: "Wakacyjne opowieści"
Odwiedziny.
Mam
na imię Ania, mieszkam w Obornikach w bloku na trzecim piętrze. Nie mam
rodzeństwa ani zwierzaka. Moja historia zaczęła się pod koniec wakacji.
Gdy
wróciłam z nad morza, postanowiłam, że najpierw się rozpakuję, a potem zacznę
czytać książkę, którą wypożyczyłam od koleżanki. Weszłam do pokoju, zamknęłam
drzwi i położyłam walizkę na swoim tapczanie. Po upływie dwóch godzin wszystkie
moje rzeczy były na swoim miejscu.
Usadowiłam
się wygodnie w fotelu i z wielkim entuzjazmem zaczęłam czytać książkę. Po
przeczytaniu kilku stron, usłyszałam ciche stukanie do okna. Bardzo zdziwiona i
trochę przestraszona podeszłam do okna i otworzyłam je, lecz gdy wyjrzałam
nikogo tam nie było. Zapytałam:
- Czy
jest tu ktoś?
Jednak
na moje pytanie odpowiedziały tylko szumiące liście kołysane przez wiatr. Pomyślałam,
więc, że to była na pewno moja wyobraźnia, a w okno nikt nie pukał. Bo któż
mógłby wejść na trzecie piętro i zapukać do okna? Wróciłam, więc do przerwanej
lektury, lecz myśl, że ktoś (...)
--- cały tekst ---
