|
| |
|
ALL WORKS
Poetry (32) Prose (4) Diary (8) Photography (176) Graphics (144)
Postcards (33) Handmade (2) About me Friends (2) | |
Zmiana sposobu prezentacji
- Ja pierdolę musiałeś zorganizować ten wypadek ?
Z głębi umysłu odpowiedział jej stanowczy aczkolwiek niezwykle ciepły głos.
- Hmmm...musiałem
- Co znaczy ,,musiałem”!? Zgniotło chłopakowi palec, oparzenia trzeciego stopnia, rękawiczka wtopiła mu się w dłoń.
- Tylko jeden palec.
Niewidoczny uśmiech rozszedł się w jej umyśle, jak światło flesza.
- Pozbiera się znacznie szybciej niż myślisz. Jest silny, będzie łowił dziewczyny na kikuta i dramatyczną opowieść o termo doświadczeniach.
- Ale z ciebie cynik.
Wysyczała w myślach
- Nie cynik, trzeźwo myślący realista.
Właśnie tak działam. Organizuję przypadki, wypadki, tragedie na różnych poziomach życia i różnej sile rażenia. Budzę was, wstrząsam waszymi emocjami gdy przysypiacie, znieczulacie się, gubicie człowieczeństwo. Gdy stajecie się bierni, działacie mechanicznie, rutynowo, oddalacie się od ,,istoty „ waszego stworzenia. Musisz wiedzieć, że jednym z moich ulubionych obrazów jest prawdziwie współczujący człowiek, który jednoczy się z pokrzywdzonym bądź ofiarą w bólu. Nie masz pojęcia jacy jesteście piękni gdy waszymi jestestwami targają szczerze pozytywne emocje.
Muszę z bólem przyznać, że wymagacie terapii wstrząsowych. Bolesnych i intensywnych.
- Jednakże …
Po jej głowie przebiegło westchnienie.
- Jesteście tak cholernie oporni... tysiące lat (...)
--- full text ---
Szli wydeptaną w wysokiej trawie ścieżką.Słońce w zenicie otoczone z rzadka lekkimi jak puch chmurkami, nie zostawiało złudzeń , właśnie weszło w fazę lata.Grzało intenywnie,jak gdyby nie mogło nacieszyć się pełnią swojej mocy.Pobudzało do ruchu wielogatunkowe życie łąki.W soczystą zieleń traw wkomponowały się fiolety zadziornych ostów,żółcienie giętkich komonic, srebrzysta biel krwawników, delikatny róż bodziszków, a czasem błękit niezapominajek i żywokostów.Życie w makrokosmosie nabrało dynamiki.Mrówki pasły mszyce, tłuste chrząszcze gramoliły się na łodygi jaskrów, koniki polne zawsze w gotowości odskakiwały zlęknione po każdym stąpnięciu, beztroskie motyle siadały na kolorowych platformach polnych kwiatów zanurzając swoje długaśne trąbki w słodkim nektarze,niektóre unosiły się nad przepastną trawą figlując w locie. Pszczoły ciągle zalatane,wypracowywały dzienną normę pyłku wbijając się w żółte kwiatostany ostatnich mleczy.Raz po raz obok twarzy Nely z predkością nadźwiękową przelatywał niezyidentyfikowany owadzi obiekt.Dobrze opanowana technika wymijania przeszkód pozwalała uniknąć rozbicia się na rumianym obliczu dziewczynki.Wiał lekki wiatr, sporadycznie wzmagał się zwiększając siłę.Lubiła powiewy wpadajace w jej ciemne, proste włosy, rozdmuchujące je na wszystkie strony, było w tym coś figlarnego i radosnego. Promienie słońca i letnia bryza pieściły niewidocznymi (...)
--- full text ---
Pokój był przestronny, ale duszny.Białe ściany dawno przeżyły swoją świetność.Omiatane wszędobylskim kurzem zmieniły kolor
na brunatno-szary, gdzieniegdzie farba łuszczyła się niczym wylinka na grzechotniku straszliwym.Wiszące niegdyś
obrazy zostawiły po sobie jaśniejące prostokąty z dziurami po nieudolnie wbijanych gwoździach i kilka niewielkich rozmazanych na czarno pozbawionych właścicieli pajęczyn, jedyną, która wydawała się zamieszkaną stanowiła sieć w rogu pokoju zespalająca dwie ściany. Była dość spora więc można byłoby założyć, że kosmaty lokator rozbudowuje ją co jakis czas wierząc , że zabłąkana mucha wpadnie niefortunnie w jego lepki ogródek.Tymczasem jednak żadne życie nawet wydające drażniące brzęczenie nie przecinało geęstego, rozgrzanego letnim słońcem powietrza.
Spękania w niektórych miejscach kojarzyły się z dnem wyschniętego jeziora,męczonego miesiącami bezlitosnymi promieniami słońca.
Im bliżej podłogi tym brud stawał się bardziej skondensowany.Drewniane listwy z fantazyjnym falcem, kiedyś ozdobne teraz mogły pochwalić się jedynie warstwą szarego kożucha.Podłoga z desek z drzewa niewiadomego była wypaczona, w jednym miejscu dziwnie wklęśnięta.Na udającym połysk lakierze widać było głębokie zadrapania z których do góry sterczały spore drzazgi,odsłaniające celulozowy, leciwy rdzeń podłogi.
Toporne drzwi były zamknięte.Nie (...)
--- full text ---
Jo spojrzała na połyskującą złotem, ogromną tarczę wiekowego chronometru. Zadarła głowę tak mocno, że aż poczuła jak przeskoczył jej jeden mniej stabilny krąg szyjny
- ałłła- przebiegło jej w myślach
Jednak pełna podziwu dla tej niebywałej
tykająco-szumiącej konstrukcji zatopionej w przenikającym się
niejednorodnym strumieniu jarzącego błękitu stała niczym porcelanowa figurka zapatrzona w niebo.
Wtem z wnętrza mechanizmu z zaczęły się sypać miedziane kulki.
- niczym ptysiowy groszek - wyszeptała do siebie dziewczyna
Sekundy wypadały gęstym strumieniem z świetlistej głębi zagadkowego ustrojstwa. Turlały się, niewiedzieć czemu pod stopy Jo odziane w sponiewierane chińskie trampki.
Po czym wirując zbijały się w większe formy z których wypuszczały nóżkopodobne kolumny, stabilizujące je w smugoszafirowym marmurze.
- czyżby godziny - ponownie zapytała samą siebie rozbawiona tym ekscytującym widowiskiem dziewczyna
Ułamki czasu utworzyły wokół Jo ażurową sferę, która stopniowo zaczęła wchodzić w ruch obrotowy wytrącając roje mikroelektrycznych ładunków i dziwny metaliczny poświst.
Rozpoczęła się faza kolejnego przejścia.
