AM JOPEK-A4,węgiel,grafit,pastel black&white,ołówek automatyczny
w hołdzie wspaniałemu talentowi pani Anny Marii,której głos zawsze ogrzewa moje serce,której za to serdecznie dziękuję:)
heh, hoss. mnie się wydaje, że sens w kopiowaniu fotografii może spokojnie być. tyle że jako zjawisko o różnym natężeniu siły i o różnych kierunkach sensu ;) słabeuszem np., (dla mnie) staje się taki sens, jeżeli przez kilkadziesiąt lat będzie ktoś jednakowo, bez zmiany w stylistyce, w kresce (więc i bez zmiany w rękach, w dłoniach, w synapsach, nerwach, które nimi kierują) przerysowywał kształty
a kierunek sensu? np. ktoś może jednak kopiować kształty identycznie latami. ale on oczekuje jedynie, że w ten sposób zarobi na chleb. dla siebie i / lub innych. i wtedy przecież ten sens jest rzeczywisty. może wprawdzie słabnąć ze względu na zmiany na rynku, mody w targetach itd., ale wówczas jednak chyba traci siły nie aż tak błyskawicznie, jak wtedy, gdy staje się przejściem / częścią drogi lub jej całością
kopiowanie jako sposób na zarabianie chleba dla siebie i innych, ćwiczenie warsztatu itede, to ja rozumiem iss;) nawet bardzo podoba mi się taki sposób na zarabianie, natomiast pomyślałam sobie, ile traci się z zabawy, kiedy tylko koncentruje się artysta malarz na kopiowaniu tego co już jest.
:) to znaczy, na przykład, w sytuacji, o jakiej rozmawiamy, w konkretyzacji - indywidualizacji: co i jak można stracić z takiej zabawy, której przy rysowaniu nie było i nie ma
ale gdyby mi ktoś powiedział: od dzisiaj zarabiasz na życie tylko kopiując portrety, i tak już będzie do śmierci, to chyba bym umarła natychmiast ze strachu;d
:) mówię o tym, że wydaje mi się, że te odmiany zabawy z rysowania, o jakich Ty, zdaje się, mówisz, hoss, mogą być prawdopodobnie dość odległe od tych rodzajów zabawy, jakie ma kopiujący w nieskończoność fotografie. rzecz jasna, mogę się mylić
Ciekawa rozmowa. Hosso mam takie same wątpliwości. Oczywiście podziwiam zdolność. Ale nie widzę trochę sensu. Skoro jest fotografia, całkiem niezła, po co ją kopiować?. Mam jakąś blokadę. Lecz gdyby dodać pewnych przerysowań w stronę karykatury, albo nadać portretowi nowe emocje to jestem na tak.
Wiesz Wieś, ale ze mną to jest chyba jeszcze inaczej, bo ja naprawdę w życiu nie rysowałam i kiedyś zastanawiałam się już nad tym, że mimo, iż uważam siebie za osobę bez talentu do rysowania, bez kokieterii to mówię, to czasem udało mi się narysować coś fajnego, albo fajnego mniej więcej;d, i dlatego zastanawiam się między innymi jak to jest tak naprawdę z tym talentem. Bo może jest tak, że ludzie rodzą się z talentami, tylko one gdzieś po drodze giną? albo jest jeszcze inaczej? Ciekawe.
:) w coachingu mówi się, że jesteśmy w stanie wytrwać konsekwentnie, do końca, jedynie przy tych wyborach, które rzeczywiście są nasze. osobiste. niewymuszone.
stąd np. choćby, sytuacje, w których ktoś jest "głęboko przekonany", że sam chciał zostać ekspertem od marketingu i zarządzania, a później albo żuje te studia w nieskończoność i to bez dyplomu ostatecznie, albo nawet jak robi dyplom, to zatrudnia się z nim na stanowisku żeglarza itp. itd.
lub, np., choćby, w prywatnych układach: dzieciak, któremu się rozkaże, żeby zrobił porządek, porzuci to zadanie przy lada świtającej okazji o wiele prawdopodobniej niż ten, który uznał sam, że uporządkowanie własnego kramiku jest mu potrzebne
ano ano , wszystko się zgadza iss, ale istnieją również okoliczności przyrody, które czasem mają znaczący wpływ na to, że ktoś z dyplomem marketingowca zostaje żeglarzem.
między innymi dlatego tak często prędzej czy później okazuje się, że jest / było o dupę potłuc robienie czegoś "dla kogoś", ale w takim sensie, w jakim np. dziecko będzie wprawdzie "chciało" spełnić jakąś wolę rodziców i z rozpaczy spróbuje ją uznać za własną, ale to sprawi, że przestanie pytać siebie: a czego ja sam (a) chcę? naturalnie wygłusza się wtedy takie samopoznanie
"zawsze wiedziałaś iss, to znaczy od dziecka, co chcesz robić w życiu?" :) nie. ale tak sobie myślę, że ta niewiedza raczej od początku była zgodna z moją naturą :d nawet wtedy, gdy sobie jeszcze nie umiałabym świadomie powiedzieć, czym być może jest czy może być
już mówię, znam przypadek człowieka, który od dziecka kochał mechanikę samochodową, skończył w tym kierunku szkołę (studium) ale tak mu się życie potoczyło, że rozpoczął pracę w administracji, więc postanowił skończyć studia w tym kierunku. Teraz uważa , że na świecie są dwa cenne zawody : prawnik albo lekarz.
dla mnie chyba nie istnieje realnie żadne "zawsze". i chyba nie istniało. chociaż trudno byłoby dziecku powiedzieć: zdaje się, że urodziłom się do "stawać się", zamiast "być" :)
yhm. mechanik / prawnik / lekarz. jednak, w jaki sposób ta historia przeczy prawdopodobieństwu, że o naszym losie, o naszych drogach, prawdopodobnie jednak zdecydują te wybory rzeczywiście zgodne z wewnętrznymi głosami "ja chcę, na pewno ja"? (nie - tak naprawdę to chcą: tatuś, mamusia, ciotunia, szef, nauczyciel, grupa rówieśnicza itp, itd. - którzy wiedzą lepiej)? hoss?
iss:) przeca ja wiem, co chcesz mi powiedzieć, ja myślę wydaje mi się, że dokładnie tak samo. Trzeba chcieć. Inaczej chodzą po świecie nieszczęśliwe zombi. Natomiast rozważam własny przypadek przy okazji tej rozmowy, bo ja chciałam być pisarką, dziennikarką, weterynarzem, zawodowym dżokejem, prawnikiem, psychologiem, i podróżnikiem. Co na takie przypadki mówi coatching?
to znaczy mówi, że Każdy, kto próbowałby odpowiedzieć hossie na jej pytanie w rodzaju: "co wynika bo ja chciałam być pisarką, dziennikarką, weterynarzem, zawodowym dżokejem, prawnikiem, psychologiem, i podróżnikiem"?
i ostatnie chyba ;d p.s. do "poświęcili swój czas". przepraszam, nie wiem, jak pozostali, jednak ja tu rozmawiałam bez żadnych poświęceń. to znaczy, Twoja praca, monika, sprawiła, że właśnie inaczej: mogłam się cieszyć rozmową, która była zdecydowanie o czymś innym niż coś błahego, była o sprawach ważnych (wg mnie, i innych oprócz mnie). i mogłam być tu z poczuciem, że do tego nie trzeba się wcale jakoś szczególnie poświęcać. i wszystko to dzięki gościnności Twojej grafiki :) zatem, i ja dziękuję, monika
wprawdzie nadal nie wiem czy jest sens w kopiowaniu fotografii, ale świetnie ją narysowałaś, naprawdę:)
report
heh, hoss. mnie się wydaje, że sens w kopiowaniu fotografii może spokojnie być. tyle że jako zjawisko o różnym natężeniu siły i o różnych kierunkach sensu ;) słabeuszem np., (dla mnie) staje się taki sens, jeżeli przez kilkadziesiąt lat będzie ktoś jednakowo, bez zmiany w stylistyce, w kresce (więc i bez zmiany w rękach, w dłoniach, w synapsach, nerwach, które nimi kierują) przerysowywał kształty
report
jeśli natomiast to jedynie część drogi, a później coś się zmienia, to czemu nie :)
report
a kierunek sensu? np. ktoś może jednak kopiować kształty identycznie latami. ale on oczekuje jedynie, że w ten sposób zarobi na chleb. dla siebie i / lub innych. i wtedy przecież ten sens jest rzeczywisty. może wprawdzie słabnąć ze względu na zmiany na rynku, mody w targetach itd., ale wówczas jednak chyba traci siły nie aż tak błyskawicznie, jak wtedy, gdy staje się przejściem / częścią drogi lub jej całością
report
kopiowanie jako sposób na zarabianie chleba dla siebie i innych, ćwiczenie warsztatu itede, to ja rozumiem iss;) nawet bardzo podoba mi się taki sposób na zarabianie, natomiast pomyślałam sobie, ile traci się z zabawy, kiedy tylko koncentruje się artysta malarz na kopiowaniu tego co już jest.
report
yhm, yhm. rozumiem
report
(chociaż można przy tym pytać o różne rzeczy, np., choćby: co i jak można stracić z tego, czego się nie ma i nie miało?)
report
to znaczy?
report
:) to znaczy, na przykład, w sytuacji, o jakiej rozmawiamy, w konkretyzacji - indywidualizacji: co i jak można stracić z takiej zabawy, której przy rysowaniu nie było i nie ma
report
bo nie wiem chyba do końca o czym mówisz :o talencie, o wyobraźni, jeszcze o czymś innym?
report
hm..ja mogę mówić tylko za siebie, mnie bawi i kopiowanie i wymyślanie;d
report
ale gdyby mi ktoś powiedział: od dzisiaj zarabiasz na życie tylko kopiując portrety, i tak już będzie do śmierci, to chyba bym umarła natychmiast ze strachu;d
report
:) mówię o tym, że wydaje mi się, że te odmiany zabawy z rysowania, o jakich Ty, zdaje się, mówisz, hoss, mogą być prawdopodobnie dość odległe od tych rodzajów zabawy, jakie ma kopiujący w nieskończoność fotografie. rzecz jasna, mogę się mylić
report
Ciekawa rozmowa. Hosso mam takie same wątpliwości. Oczywiście podziwiam zdolność. Ale nie widzę trochę sensu. Skoro jest fotografia, całkiem niezła, po co ją kopiować?. Mam jakąś blokadę. Lecz gdyby dodać pewnych przerysowań w stronę karykatury, albo nadać portretowi nowe emocje to jestem na tak.
report
Wiesz Wieś, ale ze mną to jest chyba jeszcze inaczej, bo ja naprawdę w życiu nie rysowałam i kiedyś zastanawiałam się już nad tym, że mimo, iż uważam siebie za osobę bez talentu do rysowania, bez kokieterii to mówię, to czasem udało mi się narysować coś fajnego, albo fajnego mniej więcej;d, i dlatego zastanawiam się między innymi jak to jest tak naprawdę z tym talentem. Bo może jest tak, że ludzie rodzą się z talentami, tylko one gdzieś po drodze giną? albo jest jeszcze inaczej? Ciekawe.
report
:) w coachingu mówi się, że jesteśmy w stanie wytrwać konsekwentnie, do końca, jedynie przy tych wyborach, które rzeczywiście są nasze. osobiste. niewymuszone.
report
i gdybym ja tak potrafiła narysować A.M. Jopek, to chyba zaczęłabym się do siebie modlić , że taka zdolna jestem;D
report
stąd np. choćby, sytuacje, w których ktoś jest "głęboko przekonany", że sam chciał zostać ekspertem od marketingu i zarządzania, a później albo żuje te studia w nieskończoność i to bez dyplomu ostatecznie, albo nawet jak robi dyplom, to zatrudnia się z nim na stanowisku żeglarza itp. itd.
report
lub, np., choćby, w prywatnych układach: dzieciak, któremu się rozkaże, żeby zrobił porządek, porzuci to zadanie przy lada świtającej okazji o wiele prawdopodobniej niż ten, który uznał sam, że uporządkowanie własnego kramiku jest mu potrzebne
report
ano ano , wszystko się zgadza iss, ale istnieją również okoliczności przyrody, które czasem mają znaczący wpływ na to, że ktoś z dyplomem marketingowca zostaje żeglarzem.
report
między innymi dlatego tak często prędzej czy później okazuje się, że jest / było o dupę potłuc robienie czegoś "dla kogoś", ale w takim sensie, w jakim np. dziecko będzie wprawdzie "chciało" spełnić jakąś wolę rodziców i z rozpaczy spróbuje ją uznać za własną, ale to sprawi, że przestanie pytać siebie: a czego ja sam (a) chcę? naturalnie wygłusza się wtedy takie samopoznanie
report
ale z drugiej strony to i tak się odbija
report
"ale istnieją również okoliczności przyrody, które czasem mają znaczący wpływ na to, że ktoś z dyplomem marketingowca zostaje żeglarzem" :)
report
teraz ja zapytam jak Ty wcześniej: to znaczy?
report
zawsze wiedziałaś iss, to znaczy od dziecka, co chcesz robić w życiu?
report
mogłabyś skonkretyzować, o jakich bliżej "okolicznościach przyrody" myślałaś, hoss :)?
report
"zawsze wiedziałaś iss, to znaczy od dziecka, co chcesz robić w życiu?" :) nie. ale tak sobie myślę, że ta niewiedza raczej od początku była zgodna z moją naturą :d nawet wtedy, gdy sobie jeszcze nie umiałabym świadomie powiedzieć, czym być może jest czy może być
report
już mówię, znam przypadek człowieka, który od dziecka kochał mechanikę samochodową, skończył w tym kierunku szkołę (studium) ale tak mu się życie potoczyło, że rozpoczął pracę w administracji, więc postanowił skończyć studia w tym kierunku. Teraz uważa , że na świecie są dwa cenne zawody : prawnik albo lekarz.
report
dla mnie chyba nie istnieje realnie żadne "zawsze". i chyba nie istniało. chociaż trudno byłoby dziecku powiedzieć: zdaje się, że urodziłom się do "stawać się", zamiast "być" :)
report
ano:) wciąż zapominam, że "zawsze" , "nigdy" , itp to są słówka wytrychy;d czyli inaczej słówka wkurzające;d
report
yhm. mechanik / prawnik / lekarz. jednak, w jaki sposób ta historia przeczy prawdopodobieństwu, że o naszym losie, o naszych drogach, prawdopodobnie jednak zdecydują te wybory rzeczywiście zgodne z wewnętrznymi głosami "ja chcę, na pewno ja"? (nie - tak naprawdę to chcą: tatuś, mamusia, ciotunia, szef, nauczyciel, grupa rówieśnicza itp, itd. - którzy wiedzą lepiej)? hoss?
report
iss:) przeca ja wiem, co chcesz mi powiedzieć, ja myślę wydaje mi się, że dokładnie tak samo. Trzeba chcieć. Inaczej chodzą po świecie nieszczęśliwe zombi. Natomiast rozważam własny przypadek przy okazji tej rozmowy, bo ja chciałam być pisarką, dziennikarką, weterynarzem, zawodowym dżokejem, prawnikiem, psychologiem, i podróżnikiem. Co na takie przypadki mówi coatching?
report
:d coaching na takie przypadki mówi to, co i na inne przypadki
report
to znaczy mówi, że Każdy, kto próbowałby odpowiedzieć hossie na jej pytanie w rodzaju: "co wynika bo ja chciałam być pisarką, dziennikarką, weterynarzem, zawodowym dżokejem, prawnikiem, psychologiem, i podróżnikiem"?
report
wyglądałby na kogoś, kto wie / chce wiedzieć / może wiedzieć o hossie więcej niż hossa wie sama o sobie
report
w coachingu opisana opcja jest uważana za nieprawdopodobną :d
report
;d
report
i jako taka uważana za (powiedzmy / wyobraźmy sobie) niekoniecznie przydatną w działaniu
report
no widzisz iss:) o losie, a tu jeszcze okazuje się, że rysowanie to też jest frajda:) i masz Ci los:)
report
;d i hej, hoss :)
report
hej iss:) jedno życie to stanowczo za mało
report
hahahah. hoss, hoss :)
report
jedno życie to za mało do czego?
report
;)
report
lub za mało na co?
report
lub za mało po co?
report
lub jeszcze może inaczej ;)? kic
report
żeby je poznać, doświadczyć :) najeść się nim do syta:)
report
znam, zdaje się, to, o czym mówisz ;d
report
no i przechlapane;d jeżu, znikam już;d dobrego dnia Wam:)
report
ano :d i może nawet przepimpane też. bywa, że nie jest ;) i Tobie, i Tobie dobrego, hoss :)
report
dziekuję wszystkim,że poświęcili swój czas na konwersację odnośnie mojego,,talentu'' pozdrawiam
report
hm, czemu talent znalazł się w cudzysłowie, monika :)?
report
pozdrawiam i ja
report
i ostatnie chyba ;d p.s. do "poświęcili swój czas". przepraszam, nie wiem, jak pozostali, jednak ja tu rozmawiałam bez żadnych poświęceń. to znaczy, Twoja praca, monika, sprawiła, że właśnie inaczej: mogłam się cieszyć rozmową, która była zdecydowanie o czymś innym niż coś błahego, była o sprawach ważnych (wg mnie, i innych oprócz mnie). i mogłam być tu z poczuciem, że do tego nie trzeba się wcale jakoś szczególnie poświęcać. i wszystko to dzięki gościnności Twojej grafiki :) zatem, i ja dziękuję, monika
report
jest mi niezmiernie miło ,ze moje prace zatrzymały Was tutaj:) ciekawe rozmowy,bardzo interesujące:)
report
:)
report
:)
report
Monika :) jak zwykle kawał dobrej roboty :) a Ją, czyli tytułową, lubię czasem posłuchać:)
report
dziekuję Jaro,pozdrawiam:) ja ją też lubię ,bardzo:)
report
super:))))
report
jakaś taka zafrasowana ...
report