Zmiana sposobu prezentacji
Lubię tu być
Gdzie wszystko zdaje się bezpieczne
Lubię tu być
Gdzie słowa zyskują szczęście
Lubię tu być
Gdzie noc szaleje za dniem
Lubię tu być
Gdzie łzy spijane są jak lek
Lubię tu być
Gdzie trudniej jest kochać
Lubię tu być
W Twoich ramionach nocą zgaszona
Unoszę się na skrzydłach wysoko
Tańczę wśród chmur
Dotykam życia strun
Przez palce przebiega czas
Jestem melodią istotną
Serią dźwięków ulotną
Warto zapamiętać
Każdego dnia
melodia jest lepsza
Zataczasz się
Mdłe wspomnienie o Tobie
dobija resztki nicości do dna
Wyryłaś we mnie ślad
dłutem rzeźbiarza
upojonego sekundą w której tworzy
Ty- uśmiercałeś
Szczyt triumfu
Kiedy malowane lalki
płakały naprawdę
Kiedy liryczna krzywda
mieszała się z realnymi wspomnieniami
I te głuche szepty
- Zabij !
Jesteś obok ,pragnę Cię
Serce szepcze że to ten
I już wszystko jasne jest
Przecież warto wierzyć w sen
A kiedy przyjdzie ten zły czas
Wiem że to nie rozdzieli nas i tak
Nawet jeśli to cisza zamyka za Tobą drzwi
I tak czuję że nie umiem bez Ciebie” być „
Cos we mnie woła
odbija echo pustkę ścian
w myślach przywołuje ust Twych smak
„Jeszcze przyjdą lepsze dni”
-szepczesz „dowidzenia „ mówiąc mi
bez niczyjej pomocy
dotyk dłoni
w pustym pomieszczeniu
czy tak bardzo boli?
Bezczelny czyn
jak rzut kamieniem
oślepia
Tak źle że monotonnie
odrzuca sprawiedliwoś
ć-wróg tych co mają serca
zamyka pudełko ludzkiego szczęścia
*** Czarne śpiące oczy płaczą krwią
Nie potrafią zapobiec słowom czasu...
Już z cienia wyłania mrok
Zgasła świeca
iskierka została gasnąca
pusta Senatopia
jak szary dym
i nic więcej
jest jaskrawą częścią
nieistniejącej
nigdy całości
przyjdź do mnie przed snem
z zapasem papieru
przyjdż lekkością słów wielu
przyjdź nagle nie wiadomo skąd
przyjdź bez błędu
z przecinkami i kropkami
przyjdź we śnie i nad ranem
przyjdź w melodii poranka
przyjdź w rosie na liściach i kwiatach
przyjdź zapukaj w okno
Przyjdź tak strasznie tęsknię
za pomysłem i dobrym wierszem
z chwilą oddechów
pospiesznym zaskoczeniu
pojawiasz się nagle
pytam ,czemu?
w myślach tysiące
razy zaszło słońce
na wspomnienie
o Tobie
a dziś znów stajesz
prze de mną
i brakuje mi słow
na powitanie
A dziś śnię swój sen
piszę bez poklasku
zlożona na laurach
nie liczę na nic co moze mi przynieść życie
zapadam w śpiączke głosy w tle słysze różne
i nic tylko jakbym była poza czasem,chwilą
dla znudzenia tu jestem ,licze na szcześcia drobiazgi
Nie obudzisz mnie mój miły chodź wiem że pragniesz
nie jestem ksieżniczką co pocaunek sprawi że nie zaśnie
w nadziei poranka
zroszony słowem chwil
chwiejnym krokiem ku nocy
kieruje mysli me
odrealnione
spragniona jestem bajkowego zycia
ze znu wyrwanego z konekstu
dopijam czarny gorzki napar
skropiony mlekiem
czuje sie niewyraźna pośród pędu życia
zamknięta w słowach dwóch zachwytu
jesteś
w nadziei poranka rosą skropiony
tchnieniem w milczeniu cenionym
zagadka podróżnika w czasie
pomysłem na dni zgasłe
bladoróżowym światłem poranka
co przebija przez matowe firanki
strachu w mojej głowie
bezinwazyjnym lekiem
na zazdrość dla oczu
i niewiare w me starania
jestes
kiedy myśle
kiedy czuję
kiedy pisze
pod mym piórem jesteś literą niezgrabną
atramentem w kałamażu mojego czasu
usypiasz mnie
szelestem wrazeń
domysłow w przyszłość
(...)
--- full text ---
