Zmiana sposobu prezentacji
Przez pryzmat gęstego powietrza
oglądałem animacje
na brzegu miasta.
Był wieczór.
Miałem wrażenie, że abażury są
w modzie, ogromne jarzące żubry
w sympatycznych kątach.
Poszukiwałem piękna na zachodzie.
Aura echolokacji namierzyła mnie
SMSem.
za żaluzjami wstaje dzień. jak
olbrzym podnosi się
powieka słońca, po której dźwięk
ulic spływa do szczeliny ucha.
będzie ten sam ton osiedla,
i ona, co nocą przechodziła
nietkniętą wieczność,
astronomiczne śnienie.
Jak milczenie po ostatnim
słowie. Zostajesz sama na placu
z piasku. W otwartym świecie:
ziarenka i wiatr.
I teraz spoglądasz
na siebie przez pryzmat źrenicy,
gdy obecność światła staje się
obca.
pamiętam: szedłem wzdłuż snu,
niewidomy jak po wydmach.
krawędzie chodników były tuż tuż.
odpaliłem papierosa, choć ból
nie zaistniał.
mówią, że widzieli go: wczoraj,
przedwczoraj i tydzień temu.
j(ego) byt wyczula się na
zawartość? rola
ambasadora może poślizgnąć się o
interaktywność. to, co upłynnione
jest nieobecnością?
planetarem na grzbiecie delfina.
na północ od mojego okna
jest sad oaza przestrzeni
zapełniona pestkami
starsze małżeństwo przychodzi
rok w rok wszystko dookoła
dojrzewa za bladą twarzą
za litym srebrem oczekiwań
widzę jak w ich palcach
przygasa głód którego
już nigdy nie poczują
piję tę samą kawę trzeci tydzień
przez zmurszałe oczy przepływa
sens pozostałych godzin
apopleksja sekund
piję jeszcze przed świtem
kofeinowy sen na dnie poduszki
rankiem zbliża się jedynie przychylność
po czym potyka się przez otwarte progi
_____________________
tekst świeży, wymaga dopracowania.
wyszli na brzeg, nadzieja siwiała
od miesięcy. szary zapach
bryzy morskiej, szorstkość żagli.
niedoczekanie niosło się znikąd.
nazajutrz myśleli, że
wypchną ich fale.
