Zmiana sposobu prezentacji
Św. Michał Archanioł pokonuje Lucyfera
"Światło zgasło" i już nie chce ręka Boga
dolać oliwy do lampy; zabrakło niosącego.
Nikt jednak nie przyobleka się w żałobne
szaty. Szept tylko podaje szeptem: "Światło
zgasło" i nie ma kto rozpalić lampy.
Jutro i tak będzie dniało, mówią Trony, ale
"Światło zgasło" zdmuchnięte miękko przez
pocałunek; zgaszone łzami Archanioła.
A rozpacz ogarnęła ziemię
bo nie ma już kto powrócić do Ojca.
A Ostatnia Lampa - najsamotniej - już nie świeci.
Brat zabija brata.
wiem że to niesłuszne
ale czy nie mam prawa
posmucić się czasem tak
bez powodu
zupełnie po ludzku
popłakać nad niewiadomo
czym
pobyć sam ze sobą boleśnie
wyć i śpiewać obłąkańczo
z bólu po tej miłości co
się nie zdarzyła mi
no powiedz sama
ty także miewasz takie dni
ty także miewasz takie dni
wiem kochana
chciałbym pisać weselsze
wiersze
uwierz mi
Tłum formalistów pokrył stos liści,
Ich smutne marzenie nie prędko się ziści,
Mróz w Peterburku wciąż mocno trzyma,
A Mickiewicza znów w domu ni ma,
Odejdą więc z kwitkiem,
Schowają swe noże,
Wieszcza zabić nawet krytyka nie może!
O, Boże!
Załomotały klingotem pokrywki
Złote
Szklanym jazgotem stukotem
Brzękotem
Prasnęły odłamków olbrzymią
Chmurą brzuchy słoików które z
Polotem po schodach się toczą
Gwarną strugą
Podnóże ścieląc kałużami
Barwnych konfitur i klekotem
Szkło-metalicznym
Schodogrzmotem
Pięknie się w domu pełnym rodziny spędza długie dzienne i nocne godziny.
- koniec grafomaństwa -
Wyrosła mi głowa jak wrzód
Płaska niczym prześcieradło
Co ostatnie promyki Słońca odbija
Twoja szyja zbyt blada i twoje ramiona co
Wiotką mnie witek oplotły osnową i
Szepcząc na ucha obie wielkie słowa
Pozwoliłaś mi tężeć w ciemnych mrok bagniskach
Ty hultajko ty lebiego ty maro ty mątwo
Ani mi ciebie zabić ani zbierać ze szczętem wszystkie twe prześnienia
Co wydarzyły się nam mnie i tobie
Ty marna istoto co bólu dostarczasz i sprawiasz bym tarczę opuścił
I przyłbicę ściągnął i zwoje tajemne rozrzucił i słowa na wiatr
Nawlekał jak korale krwawo-błyszczące dla ciebie wprost z echa
Co śpisz zbyt spokojnie na ciepłej pościeli
I zdaje się nie wiesz którą drogą bieży serce jak głuchy dzwon bez Serca w serc innych
Spokojne uderza i głuszy szum wiatru w polu
Choć sam
Chce być
(...)
--- full text ---
Ty ciemny męcie co władasz od czasu
do czasu tym piórem
I ty jasna istoto co się ze mną zgadzasz
gdy jestem już płaczu bliski
Oraz wy głosy których mnogość mnie przeraża
i stawia wobec odwiecznych pytań
Wy nieprzeliczone soprany barytony i alty
zgrzytem harmonii jeteście
Mą duszą
spadam jak srebrna strzała w ciemną przestrzeń
przecinając błyskawicznie krawędź horyzontu zdarzeń
łuna wznosi się powoli nabrzmiewając światłem
stając się wiatrem zapominam o człowieku
stając się ruchem zapominam o wietrze
stając się myślą zapominam że jestem
gdy myśl staje się światłem przekracza przestrzeń
koniec spadania
Powietrze zgęstniało
Drży nad horyzontem
myśl o oddechu
-kolejnym-ciężkim-
Minuta Dwie minuty
Bezruch
Brzęczy komar nad
uchem – tylko
Ciężkie nogi nie
pozwalają wstać – ciążą
Lepiące ubranie
krępuje ideę spacerów
Tylko kawa paruje –
gorąca
Sen przychodzi w
Słońcu nie przynosząc ochłody
- Upał - Parzą guziki
rozpiętej koszuli
