Zmiana sposobu prezentacji
miałam wiosnę w bieliźnie dziś mam późną jesień
śmierć mi się czai w przedsionku
jakiś czas temu kiedy jeszcze byłam roztańczoną zaledwie kobietą
kwiaty same ochoczo wplatały się w moje włosy pachnące ogniskiem
w drobnych dłoniach rósł ogród mojej płci skłóconej jak zwykle
z metalicznie zgrzytliwym bogiem sąsiada spod trójki
teraz gdy uroda stoi w jawnej sprzeczności z definicją dobrego smaku
jest mi znacznie bliżej do geometrii przewróconego na bok kiosku
tamto ciało już nie zmaga się z jednokierunkową windą ciążenia
a kończyny te niegdyś czarodziejskie zbyt rozdygotane i wiotkie
każdego dnia piszę nimi wiersz zmywam podłogę pielęgnuję schemat
dotykam czule naszego poety i nie odczuwam tamtego tąpnięcia
kiedy upuszczając mnie na chodnik zaciekle powtarzałeś klęczeć
dziś sama zamek rozporka wszyłam sobie w miejsce na uśmiech
rozsuń mi bo chcę umyć (zamysł siódmy wykazując brak konsekwencji das sprachlabor)
stoję za firanką naga na zewnątrz deszcz pod stopami świat jeszcze
ten wigotny kwiat lśnił w jego ustach kiedy mi mówił nienawiść
wtedy wiedzieliśmy ale nikt głośno... żydzi powinni pachnieć piecem
przeczytałam ukradkiem z obfitych warg wielogębnej suki odzianej w elegie rilke'go
patrzę na niebo jestem niebieska a włosy mi kładą na splecionych dłoniach
nocą to co innego gdy we mnie wszedłeś drewnianym członkiem
byłeś wersją porno lorenziniego na żylastych stopach odcisnął się rzemień
to spostrzegłszy mówisz tak byłem kościołem a od niej czuć było świątynią
pluszowe ramię mi wsuniesz do barku będę istotnie rozpieszczać się sama
by w końcu gdy już we mnie zostawisz tę żałosną namiastkę pobytu
sam o tym wiedząc i to porzeczuwając już nie ołtarzem rzekniesz stoję
a w to zamiast powiesz tak jestem cmentarzem a ty jesteś mogiłą
na niebie widać brązową smugę (zamysł piąty flying brainbar + buziak w czoło od proboszcza)
poproszony do tańca zataczam piruety
przede mną sam kierownik sekcji kryminalnej
w osobie jego boga lub bogów jego oczu
a tych jest kilku (w jednej z oficjalnych wersji).
wpatrzony w Nią do świtu nie kojarzę modlitw
ja (echo jego czynów i tamtego słowa)
a przede mną nikt kto na tym krześle siedział
zanim albo wcześniej
skuteczność jego pism i Jej szlochów powód
z agnostycznym zapałem opisując przedmiot
gdy naraz treść rozchwiana zadaje pytanie:
czy chłop w sukience może być... a może ty już jesteś?
*jeśli będąc człowiekiem (płeć nieistotna) nigdy nie miałeś sprośnych myśli o NMP to istnieje uzasadnione ryzyko że jesteś ciotą i powinieneś niezwłocznie skonsultować się z lekarzem prowadzącym!
milczeniem można odeprzeć ostatni argument
poprzedniego tekstu
tylko który z tekstów jest poprzedni?
no i co z argumentem pierwszym teksu następnego?
On też a zwłaszcza jego odstające uszy wieczorami słyszą jak w sąsiednim pokoju
dyskutują zawzięcie dwa błekitne koty o szeleszczących imionach
przykłada ucho do drzwi nastawiając z miejsca redukcję szumów
Jego oczy ciemnieją
ale ich mowa
ich język
ich języki są zbyt szorstkie
On wciąż stoi z prowizoryczną szlanką będącą w rzeczywistości pojemnikiem po nutelli
gdy koty zlizują resztki pokruszonych zdań z błękitnych futerek
i spokojnym spacerowym krokiem drepczą
w kierunku kuwety
*milczenie nie oznacza ciszy i odwrotnie.
monolog milczenia i stenogram z ciszy (mój ci on i jego zapach)
w jego jej kartonowym pudle (zamysł szósty skopane EGO)
i tak pierdolą całymi tygodniami bez opamiętania
Ona jest z gumy On najpewniej z drewna
organizm kontra orgazm na widok jej wiersza
czytanego ukradkiem gdyż bóg widzi wszystko
do tego anioł z kiepskiego przydziału
z ciągiem zaburzeń spowodowanych problemami z tożsamością
nie tylko płciową rasową ideologiczną
bo wszystko co nie facet to musi być pedał
kupiony wczoraj kwartalnik powinien wysłużyć do lata
a oni tak siedzą z debatą na ustach
On już nie słucha Ona pragnie pojąć sedno
dlaczego wata z apteki tamuje krew z pochwy?
znalezioną w swoim notesie kartkę z listą zakupów:
chleb
masło
ziemniaki
śmietana
mleko
cola
złożył na pół i zbudował ołtarzyk. teraz pozostało mu już tylko czekać. czeka.
jej wysokość ściana
ściana co milczy
ściana bez okien
jego jej wysokość fundament
beton z krwi
bez podłóg
ich wysokość dach
dach co runął kiedyś
jej i deszcz nie przeszkadza
ich ciału
moje miasto jest martwe
śmiercią jego mieszkańców
reszta jest tylko
historią
kolejną historią drgań pośmiertnych
miejskim lasem
ratuszem
rzeką
kobietą
setkami kobiet uśmiercających we mnie mężczyznę
niezłomnego
miasto jest martwym mężczyzną
15.2.13
bo chociaż znamy sie od kilku godzin
pod spodem bije źródło nieskończonej mocy
że rękę stale pcham w twoje majtki
to mi sie pręży hak co o kolana wadzi
do ciebie mówię lecz mówić nie muszę
drę się więc zapomniawszy ojczystej mowy
prawie cię nie ma jesteś nieustannie
sączysz mi się od wtedy Obśliń mnie
jądra wędrują tam i spowrotem krążąc
nienawykłe dotyku od potrzeby duszy
wynikłej tak nagle jak nagle wiadomej
jeśli nie ty to kto ma prawo dzielić
ze mną los spółgłoski jeśli nie
głoska A jak joanna z tych
co znają punkty nie z zemsty
raczej z pasji i wie że też jest ona
(...)
--- full text ---
motto:
Życie roi się od szyb, by przebić głową
i wskoczyć prosto do ust Królowej.
Życie roi się od gwiazd, co niszczą oczy,
gnieżdżą się w lampie i w mózgu.
"Życie roi się od szyb" R.Wojaczek
rozdział 13
w moim domu jest mnostwo okien
W moim domu jest jasno. Bardzo jasno. Słońce wprasza się bez pytania, a drobinki kurzu (...)
--- full text ---
