w strugach deszczu
czekasz aż zmięknę
po cichu
urodziłam dwoje
krzykiem się brzydzę
od dziecka
opowiadam palcami
raz zobaczone
bez pamięci
pięta wierci dziurę
w brzuchu
rozwinęły skrzydła zmierzchnice
ze strachu nie otwieram ust
na próżno
wyleciały wszystkie jedna po drugiej
nie będę z trzewi strząsać
hodowanej goryczy
chwytam się żelaznych prętów
odciśnięte
misterne żłobienia
na dłoniach
napis
spotkamy się w pół drogi
na wyciągnięcie ręki
bez oddechów - dotyku
i wiary
oszklić nie będzie można
niedotykalnej
ciarki przechodzą po niektórych Twoich wierszach:))))
report
Touche!
report
Wiersz jak szyba zalana deszczem, a jednocześnie zawiera niesłychanie wyraźny obraz. I smutny, to prawda. Ech, Alutka... A to popraw - "wpół drogi" - w pół drogi. ;) Zastanowiło mnie też brzmienie "z trzewi strząsać", ale może świadomie jest tak chropowato? Dobrego bez deszczu. ;)
report
WM - Jarku - Xymo dziękuję bardzo Milaczku - jak Ty ładnie opowiadasz o czytaniu - dziękuję
report
A jak Ty ładnie mówisz "Milaczku" - podoba mi się. :))) Aha - odbierz sobie dedykację pod "santanalia". ;) Buziak, Luteczka. :)
report
dobry
report