Kobiecie wystarczy
Ten ktoś kim być mogłem
Me serce przywłaszczy
Zupełnie na chłodno
(Księga Tęsknoty L. Cohen)
jak ptak na drucie
posadziłam tyłek na barowym stołku
nogi w czarnych pończochach
wulgarnie
zapalam papierosa
nikt już nie pali
jak błękitny anioł
mimochodem
słomka w moich ustach
teraz wystaje koniuszek języka
błąka się po wargach
twoje imię
czekam na zielony prochowiec
z paryską Kulturą
z formacją brulionów
przyjdzie - na pewno
cierpliwa jestem
zaszeleści
zapyta
Więc czy pokażesz mi
Powiedz czy pokażesz mi
Gadaj czy pokażesz mi
Swe nagie ciało?
Och!, Marlena!, a myślałem że już ich nie ma/ stoję błaznem przy kontuarze/ nie palę, tylko patrzę/ i marzę, marzę....:)))))
report
b.dobrze budowałaś napięcie. in plus :)
report
zmasakrowałaś Cohena i tyle :)
report
a się rozmazałeś WM Kaś - dziękuję Zyto - Leonarda - nigdy w życiu:)
report
Bardzo podobnie do Cohena, ale cóż o klasę w dół. Pierwszy wers zaczerpnięty z utworu "Bird on the wire" (świetnego swoją drogą), błękitny stał się zielonym, no cóż. Więcej indywidualizmu i wiary w siebie. Warto czerpać od innych, ale w trochę inny sposób. Pozdrawiam, P
report
Paganini o Cohenie troszkę tylko wiem - ale to co wiem na pewno - to to, że mąż peelki nosił zielony prochowiec - żeby nie być bardziej nieprzewidywalnym i wiernym sobie - czyli "warto czerpać z innych ale w inny sposób" ;) dziekuję
report